28. Jesteśmy rodziną

344 7 0
                                        

Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno do pokoju brata. Abi siedziała na jego krześle, przy ciemno brązowym biurku stojącym pod oknem. Spoglądała z zaciekawieniem jak się budzę. Ciocia wiedziała, jak bardzo podobał mi się zawsze tamten pokój z balkonem dlatego mi go dała. Chrisowi z kolei przypadł taki z zwykłym oknem przy którym stało biurko. Ten też miał jednak w sobie swój urok. Był bardzo przytulny i ciepły dzięki kolorystyce jaka została tu zachowana. Był jednocześnie młodzieżowy i męski ale i nowoczesny. Wszystkie ściany były białe, tak jak sufit, jednak meble i elementy ozdobne wykonano z ciemnego brązowego drewna. Podłoga także była wyłożona brązowymi panelami, co było dużą różnicą w porównaniu z moimi jasnymi. Tak jak w moim pokoju było łóżko z białych metalowych rurek, tak tutaj wykonano je z ciemnego drewna, ale tak samo zachowano jego delikatność, dzięki prostocie wykończeń. Brązowa szafa z przesuwnymi drzwiami, wyglądała bardzo nowocześnie, gdy zaświecono na niej zamocowane oświetlenie. Mimo iż, wszystko było w brązie to w pokoju nie było ciemno, a wręcz przeciwnie. Białe ściany, odbijało światło swobodnie wpadające przez duże okno. Nie było firanek jedynie brązowe zasłony, które wisiały po za ramą szyby dlatego nic nie przeszkadzało, aby słońce właśnie raziło mnie po oczach.

- Mia? – drzwi się otwierają, a do środka wchodzi mój brat – O, właśnie chciałem cię obudzić ale widzę Abi mnie ubiegła – zauważył śmiejąc się z psiaka który położył się na miękkim dywanie, u stup łóżka na plecach Dając znak, żeby go pogłaskać po brzuchu. Wziął psa na ręce i usadowił się z nim na kolanach na krześle.

- Czy to słońce codziennie rano cię tak budzi? – Chris uśmiechną się i pokiwał głową.

– Odsłoniłem zasłony jak wychodziłem. Słuchaj, rozmawiałem z ciocią i powiedziałem, że chcemy jechać do szpitala do Milesa. Podała mi adres, gdzie leży jego babcia, wiec możemy się zbierać.

- Cudownie, dziękuję, że to dla mnie robisz. A tak apropo to która godzina?

- Koło jedenastej, trochę pospałaś.

- Co? Czemu mnie nie obudziłeś wcześniej? – karciłam go wstając i czym prędzej wybiegając z pokoju, żeby się umyć i ubrać. Odpowiedzi już nie usłyszałam. Nawet na nią nie czekałam, teraz już liczyło się tylko to, aby jak najszybciej być przy Milesie.

***

Dwie godziny później zaparkowaliśmy samochód po szpitalem, którego adres podała nam ciocia Maggy. Mogliśmy być tutaj szybciej i to dużo szybciej, ale ciocia uznała, że zrobi dzisiaj wcześniej obiad i nie wypuści nas z domu dopóki wszyscy nie zjemy. Sama pochłonęłam swoja porcję ekspresem, ale Liam z Chrisem poszli po dokładki, jak zwykle. Musieli zjeść ilość jak dla goryli. Później zapakowała nam całą resztę która została dla Milesa i jego rodziców, którzy podobno także tutaj już dotarli wczoraj wieczorem. Z racji tego, że jeszcze ich nie znam chyba powinnam się stresować, ale jakoś tego nie odczuwam. Może dlatego, że są ze mną Chris i Liam, może dlatego, że nasi rodzice się kiedyś znali. Sama nie wiem ale fakt, że zostawiali własnego syna, a mojego chłopaka praktycznie samemu sobie zarówno teraz, jak i wtedy, gdy był mały na pewno ma tu także wiele do rzeczy. Mimo to cieszę się, że teraz tu są i Miles nie musi już siedzieć sam i zamartwiać się o swoją babcie, a jest ktoś dorosły i bardziej doświadczony jak my.

- Chris, pomóż mi z tą wyprawką matki. Ta kobieta tyle tego zapakowała, jakby pół szpitala chciała wykarmić.

- Wiesz Liam, jeżeli sugerowała się tym, ile ty zeżarłeś to można by pomyśleć, że jeszcze braknie.

- Bardzo śmieszne Mia. Ja byłem głodny okej? Rano poszliśmy z Chrisem i Abi pobiegać. Ty masz pojęcie ile ten pies ma w sobie pary. Ja myślałem, że my go nigdy nie zamęczymy. A myślałem, że psy są takie jak ich pan.

CzekoladkaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz