Wczorajsze, a właściwie to już dzisiejsze rozmowy z całą paczką, zakończyły się o drugiej w nocy. Nikt nie spostrzegł nawet, kiedy upłynęło te kilka godzin wieczornych i zmieniły się w późne nocne. Musieliśmy wstać dzisiaj dość wcześnie, by iść do kościoła, co nie ułatwiło nam sprawy i teraz z Chrisem wyglądamy jak zoombie. Jednak mój humor jest znacznie lepszy. Po pierwsze, mogłam zobaczyć mojego chłopaka. Po drugie, mogłam porozmawiać z moimi przyjaciółmi. No i po trzecie, chyba w tym momencie najważniejsze, pogodziłam się z śmiercią starych przyjaciół i teraz, nawet chcę iść na cmentarz, by stanąć nad ich grobami i zapalić znicz, który będzie oznaką ich święta i pamięci.
- Dzieci ubierzcie się ciepło jest jeszcze gorzej niż rano. Słońce zaszło, a wiatr jest okropny. – krzyczy mama z dołu do mnie i Chrisa. Zawsze się o nas troszczy i często przesadza z tą zimną pogodą, jednak spoglądając za okno, to faktycznie nie zapowiada się miło. W tej sytuacji wolę się ubrać ciepło, niż zmarznąć i się przeziębić.
- Tak mamo, dzięki – odpowiadam i postanawiam wyjąć z szafy ciepłe buty, które kupiłam sobie ostatnio już na zimowe dni. Czarne koty sięgają za kolano, a brak obcasa nie będzie utrudniał poruszania się między wąskimi alejkami między grobami. Nie ma mowy, żebym ubrała spódniczkę, nie dość, że wiatr by ja podwiewał, to jeszcze będzie krótka, dlatego ubrałam czarne jeansy. Do nich gruby, chabrowy sweter, który jest mi luźny, dlatego przód wpuszczam w spodnie. Na górę założę mój czarny płaszczyk i wielki szal. Chyba będzie w porządku.
- Gotowa? – pyta Chris otwierając drzwi mojego pokoju.
- Nie odstąpisz mnie dzisiaj na krok co? – pytam, ale jestem tego pewna. Mimo moich zapewnień, nie do końca wie, czy mi uwierzyć.
- Żebyś wiedziała. – nie komentuje tego, bo i tak nic go nie przekona. Uśmiecham się jedynie delikatnie, zawieszam torebkę i schodzimy razem na dół.
- Mamo jesteśmy gotowi, jedziemy? – oznajmiam w imieniu nas dwóch.
- Tak chodźcie, tata już grzeje samochód, ubiorę buty i wychodzimy.
- A znicze? – przypomina mój brat
- Matko boska zapomniałam! – krzyczy spanikowana mama. W ten otwierają się drzwi wejściowe
- Spokojnie kochanie ja pamiętałem, są w samochodzie. – uspokaja ja tata z uśmiechem na twarzy.
- Ohh.. W takim razie możemy jechać.
Tym razem droga na cmentarz, zajęła około czterdzieści pięć minut. Chociaż właściwie, to niecałe trzydzieści, ale potem, musieliśmy znaleźć jakieś wolne miejsce parkingowe. A jak za pewne, wszyscy zdajecie sobie z tego sprawę w takie dni jak ten, jest to praktycznie nie wykonalne. W końcu się udało i teraz, razem idziemy główną alejką. Najpierw przystajemy na grobach dziadków. Niestety moi dziadkowie zmarli już dość dawno i ledwo ich pamiętam. Najbardziej w mojej głowie utkwił obraz dziadka z strony taty, który jeszcze czasami przyjeżdżał i pracował z tatą w garażu. Naprawiali auto, gdy my z Chrisem biegaliśmy tam i z powrotem. Babcia, już chorowała i rzadko ją widywałam, bo też niechętnie wychodziła z domu i jej obraz w mojej głowie stopniowo zanikał, aż przestałam ją pamiętać. Z kolei z strony mamy, pamiętam tylko babcię, bo gdy spotykaliśmy się w święta, zawsze piekłam z nią pierniki i różne ciastka. Tata mamy zmarł jeszcze przed moimi narodzinami To jak wyglądał, wiem tylko z zdjęć rodzinnych. Potem wszystkich ich zabrał Bóg do siebie, ale myślę, że teraz mają się lepiej i czuwają nad nami. Pomyślicie i powiecie, skoro tak łatwo Ci się pogodzić było z śmiercią dziadków, to co za cyrk odwaliłaś z śmiercią przyjaciół. Wierzcie mi albo nie, ale z mojej perspektywy, to nie jest takie proste. Dla mnie różnica jest ogromna. Kiedy jako ostatnia zmarła babcia od strony mamy, ja miałam.. nie wiem.. może sześć lat? Nie do końca rozumiałam jeszcze, co to znaczy. Uroczystości pogrzebowe pamiętam jak przez mgłę. Rodzice powiedzieli, że babcia poszła do aniołków i ma się teraz tam świetnie. Nie rozumiałam czemu jej nie ma, ale zaakceptowałam to, iż przestała do nas przychodzić. Myślę, że inaczej jest też w sytuacji, kiedy ktoś mieszka z swoimi dziadkami i ma ich na co dzień. Albo też oni opiekują się nami kiedy rodzice są w pracy. U mnie tak nie było Dziadkowie mieszkali osobno, my także. Mimo, iż ich widywałam i kochałam, to więź między nami była inna, niż z tymi z którymi się spędza czas każdego dnia i to po kilka godzin. Z moimi przyjaciółmi była jeszcze inna kwestia. Byłam z nimi związana, spędzałam z nimi całe dnie. Każdą wolną chwilę. Jednak wtedy, kiedy odeszli nie mogłam się z nimi pożegnać. Byłam starsza, rozumiałam co się stało. A jednocześnie nie rozumiałam dlaczego. To, że odeszli wszyscy w tym samym momencie i tylko ja zostałam było okropne. To szok dla serca bliskiej osoby. Oni byli mi bliscy i wiem, że ja im także. Takie same okoliczności, ten sam wypadek, takie same życie, a tylko jedna druga szansa dla jednej na pięć osób. To niesprawiedliwe. Tu nie chodziło tylko o rozpacz i pożegnanie. Chodziło o wybaczenie Bogu, im i przede wszystkim sobie. Wszyscy byliśmy nastolatkami. To nie była śmierć naturalna. To wypadek i katastrofa. W której zginęły młode osoby, które miały przed sobą całe życie. Plany na przyszłość, których już nigdy nie doczekali. A ja, nagle musiałam to zrobić bez nich wszystkich u boku. Musiałam żyć dalej sama. Problem polegał na tym, że bez nich nie chciałam. Bo to nie miało sensu, kiedy czułam i słyszałam, że powinnam też wtedy zginąć. Miałam wrażenie, że wszyscy tak mówili i myśleli. Teraz stoję na cmentarzu i czuję spojrzenia ludzi. Spoczywają na mnie i się zastanawiają. Nie mam pojęcia co myślą. Oni nie mają pojęcia co myślę ja. Widzę i czuję jak się patrzą. Z ich wzroku mogę jedynie wywnioskować, że jedni współczują, inni dalej się zastanawiają dlaczego ja, a kolejni mimo, że nie liczni, a dla mnie najważniejsi, ledwo powstrzymują się by nie powiedzieć, tego co wtedy. Wiem, bo właśnie spoglądam w te oczy i czuję, jak wypalają we mnie dziurę. Ich usta się nie poruszają, ale słyszę w mojej głowie słowa, które brzmią tam od ponad roku.
CZYTASZ
Czekoladka
RomanceKiedy Miles traci jedną z najbliższych osób jego sercu, pojawia się słodka dziewczyna, która jak czekolada poprawia mu humor. Z kolei życie Mii wygląda jak ciemna strona tej słodyczy. Czy te dwa światy, ukażą nam swoją słodko-gorzką prawdę? Czy prze...
