23. Jesteś przezabawna

335 9 0
                                        

Głos w pociągu informuje o ostatnim przystanku. Wyglądam przez okno i widzę rodziców, jak wypatrują nas w drzwiach. Tata dostrzega mnie pierwszy i pokazuje mamie nasze okno. Jej uśmiech jeszcze bardziej się poszerza i obaj do nas machają. Chris właśnie zdjął nasze torby z miejsca na bagaż i podaje mi moją walizkę. Idę do drzwi i jeszcze raz oddycham głęboko żeby się uspokoić. Staram się tego nie pokazać, ale okropnie się denerwuję. To już. Drzwi się otwierają, a my wychodzimy na peron, po czym mama z tatą zamykają nas w swoich ramionach.

- Mamo nie płacz przecież to tylko dwa miesiące. – słyszę jak mówi mój brat zwracając się do mamy, gdy ją przytula. Wiem, że się uśmiecha mimo, iż na niego nie patrzę słychać w jego głosie, że się cieszy z widoku rodziców i też się za nimi stęsknił.

- Wiem kochanie, wiem, ale tak się cieszę, że was widzę w domu jest tak pusto, kiedy nie mogę słyszeć codziennie waszych głosów. - Tymczasem ja przywitałam się z tatą i teraz przytulam mamę.

- Wiem mamuś my też tęskniliśmy – uśmiecham się do niej, tata zabiera mój bagaż i razem idziemy do auta.

- Opowiadajcie, jak minęła podróż? Co u cioci, wujka i Liama? Jak w szkole? – mama zaczęła zasypywać nas pytaniami mimo, że często piszemy, rozmawiamy przez telefon, sama też plotkuje godzinami z ciocią, a osobiście ma wgląd na nasze oceny, dzięki dzienniczkom elektronicznym. Ale nie mam jej tego za złe to normalne, matczyna miłość. Właściwie to cieszę się, że mam tak wspaniałych rodziców i mam z nimi tak dobry kontakt, a nie takich którzy by się nami w ogóle nie interesowali, czy nas bili albo źle traktowali. Nawet sobie tego nie umiem wyobrazić.

- Ciocia zdrowa i dobrze gotuje, wujek dba, żeby lodówka zawsze miała piwko, a Liam dalej jest debilem. – podsumował Chris podkreślając jego życiowe priorytety.

- Christopherze! Czy ja się aby nie przesłyszałam?! – zbulwersowała się nasza mama, a tata tylko podsumował to śmiechem. Wszyscy wiemy, że żartuje. Tylko, że wszystkie żarty się skądś biorą i ukazują jakąś prawdę.

-Dobrze kochany, a więc zapraszam was na obiad, już zamówiłem stolik w restauracji. – odezwał się tata, gdy doszliśmy do samochodu i pakował nasze walizki do bagażnika.

- Henry, mówiłam, że dzisiaj ty gotujesz obiad.

- Tak kochanie, dlatego mówię, ze zapraszam was na obiad. – oznajmił tata podsumowując to cwaniackim uśmiechem, skierowanym do mamy i puścił oczko do mnie i Chrisa. To nie tak, że tata nie gotuje, bo czasem gotuje, ale teraz pewnie też chce z nami spędzić jak najwięcej czasu.

- Jak dla mnie bomba! – mój brat stanął w obronie brata.

- Mi też to odpowiada. – poparłam go, lubię czasem jeść na mieście, nie trzeba wtedy sprzątać w domu, a będziemy mogli więcej porozmawiać.

Tym oto sposobem, wylądowaliśmy w często przez nas odwiedzanej restauracji. Gdy weszliśmy do środka kelner zaprowadził nas do stolika, który był już dla nas przyszykowany. Po zjedzonym posiłku w końcu dotarliśmy do domu. Gdy tylko tata otwarł drzwi, dopadła nas Kiki merdając ogonkiem, jak szalona. Skakała, stawała na dwóch łapkach i prosiła się by ją głaskać.

- Od wczoraj jakoś dziwnie się zachowywała, co chwilkę chodziła pod drzwi. Myśleliśmy z ojcem, że chce wyjść na podwórko albo spacer, ale za każdym razem wychodziła na werandę, rozejrzała się na ulicę i wracała do środka. Myślę, że czuła wasz przyjazd. – powiedziała mama, gdy widziała naszego pieska, jak się cieszy na nasz widok. Słyszałam, że jak pies jest bardzo związany z jakąś osobą, to czasami wydaje się, że wyczuwa, gdy ktoś wraca. Może faktycznie Kiki wyczuła nasz przyjazd. Często się z nią z Chrisem bawiliśmy, zabieraliśmy na spacery, a nawet próbowaliśmy nauczyć grać w piłkę. Kochamy ją i myślę, że ona nas też.

- Kiki cieszysz się, że przyjechaliśmy? – zapytałam trzymając jej mordkę w dłoniach, na co ona, od szczekała i jeszcze bardziej, o ile to możliwe, zaczęła merdać ogonkiem. – Jesteś przezabawna, Kocham cię Kiki – po czym ją przytuliłam, a gdy się odsunęłam pobiegła męczyć Chrisa. – Idę się umyć – poinformowałam rodziców i poszłam do siebie.

Mój pokój nic się nie zmienił. Właściwie czego się mogłabym spodziewać, nie było mnie zaledwie dwa miesiące i też nie wyprowadziłam się na stałe. Mimo to, gdy weszłam do środka poczułam się dziwnie. Wiem, że wszystko znam, wszystko jest moje i czuję, że jestem w domu, mimo to jest dziwnie. Nie potrafię tego wytłumaczyć i ująć w słowa. Po prostu jakbym się zmieniła, a to co tu jest należało do dawnej mnie. Jednak dalej jestem tą samą Mią, tą samą osobą z tymi samymi doświadczeniami i tą samą przeszłością. 

CzekoladkaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz