f o u r t e e n

253 7 5
                                        


Szłam rozwścieczona przez zatłoczone ulice, wyklinając w głowię jego imię.

Zabiję go

Dlaczego tak fajne wyjście z tak miłym i uroczym chłopakiem, musiał zepsuć mi właśnie on, Herman? Po co się na to zgadzałam? To trzeba zakończyć, jak najszybciej.

Znajdując się w promieniu 200 metrów od miejsca, w którym mieliśmy się spotkać, powtarzałam w głowie "tylko go nie zabij i nie zwyzywaj", chociaż nie zwracając uwagi na to czy to niegrzeczne, czy nie wiedziałam, że i tak najprawdopodobniej się do tego posunę.

Z oddali widziałam męską sylwetkę, odwróconą w przeciwną stronę. Był ubrany w czarną bluzę nike, czarne jeansy i czarne air force 1. No tak, klasyka.

- Jesteś nienormalny. - starałam się zabrzmieć poważnie i jakbym była niezdenerwowana.

Ten, kto sprawia, że jesteś zła, ma nad tobą największą władzę.

A on jej nie miał.

Prawda?

- Oh, jesteś. Myślałem, że będę musiał po ciebie jechać tym ślicznym samochodem. - uśmiechnął się kpiąco. - No chodź, przestań marudzić.

- Co? Człowieku, wyrwałeś mnie ze spotkania z Zackiem, kazałeś przybiec tu jak jakiejś posłusznej gęsi (cokolwiek), a teraz mówisz, że marudzę?! - wykrzyknęłam.

- Nie mówię, że marudzisz, tylko żebyś przestała to robić.

Stałam niewzruszona w miejscu z otwartą buzią, co było moją reakcją na jego bezczelną postawę. Wyglądałam zapewne jak największa kretynka w tamtym miejscu, ale nie miałam siły się ogarnąć.

Wdech, wydech Ros, potrafisz

- Słuchaj, - zaczął - nie obchodzi mnie twoje spotkanie z Zickiem..

- Zackiem, debilu. - poprawiłam go, wiedząc, że zrobił to umyślnie. 

- Nie jesteśmy znajomymi, którzy mają pić razem piwo, jeść pizzę czy chodzić do maka. Nie obchodzi mnie co robisz i kiedy, dzwonię, gdy mam ochotę. Sama zgodziłaś się na ten układ, a twoje pobudki są mi tak samo obojętne, jak randka z Zackiem. - skończył mówić, a ja znowu byłam w szoku.

- Jakby..

- Chcesz, żeby twoja koleżanka odzyskała kluczyki? Chodź ze mną do mnie, oh no chyba, że się boisz. - skwitował, uśmiechając się ironicznie. 

- Nie boję.

- Nie? Więc chodźmy. - odwrócił się, wsadził ręce do kieszeni i szedł, wiedząc, że znowu dopiął swego.

Znowu wygrał. 

Zrobiłam co chciał,

Będę tego żałować

Okropnie

Żałować.


xxx


GAME OVER II XizxawqOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz