t w e n t y o n e

248 8 14
                                        




Zrozumiałam w co się wpakowałam. Wieczne docinki i kpiny ze strony szkolnego kapitana koszykówki i nieziemskiego pogromcy wszystkich żeńskich (i nie tylko) serc, mogłam uznać już za nieodłączną część mojego życia. Więc kolejnym krokiem stało się bycie spokojnym i niedenerwowanie się, żeby go nie zabić. To wymagało naprawdę ogromu, ale to ogromu wysiłku. Uwierzcie mi!

Jego wysokie mniemanie o sobie, chodzenie z brodą wysoko u góry, patrzenie na innych z pożaleniem były cechami charakteryzującymi Hermana. Stawał się nieokrzesany, nie wspominając o rzadko napotykanej kulturze osobistej, którą wykazywał się tylko na pierwszej i ostatniej randce z dziewczyną, która za 20 minut miałaby wylądować w jego łóżku. Taki właśnie był.

Nie chciałam mu odpisywać ani wkręcać się w tą rozmowę, wiedziałam, jak się skończy. Znowu rzucę na łóżku telefonem, denerwując się przez jego niemądre komentarze w moją stronę dotyczące czegokolwiek. Jego rolą nie było irytowanie mnie i wieczne sprawianie, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać. To miał być tylko układ, tak?

- Kto to? - spytała Suz.

- Hm?

- No ktoś do ciebie napisał, pytam kto to był. Zack? Daj ten telefon, napiszę mu, że już kog..

- Um, nie, nie Zack. - uśmiechnęłam się sparaliżowana, bo Suz była zdolna do napisania jakiejś niepotrzebnej wiązanki do niewinnego chłopaka, tylko i wyłącznie z jej, nieznanych nikomu, powodów.

- Co to za tajemnica? - wwiercała we mnie swój wzrok, jednak uśmiechnęła się po chwili i skończyła - nie mów. Chyba wiem. Będę lecieć bo mam duuuuużo lekcji - zaśmiała się pod nosem specjalnie przeciągając to słowo - ty chyba zresztą też masz dodatkowe korepetycje, co nie?

- Paaaaa! - wykrzyknęłam szybko ulatniając się, chcąc wywinąć się z przesłuchania, jakie zaczynało się odbywać.

Usłyszałam za sobą cichy śmiech i oddalające się kroki, więc Suz też sobie odpuściła na dziś. O dzięki ci Boże!

Przypomniałam sobie, że miałam umówić się na jakiś wypad z poznanym niedawno Zackiem, ale uzmysłowiłam sobie, że przecież na dniach ma się odbyć fajna impreza w naszym mieście, o której ostatnio mówiła mama. Byłam pewna, że spotkam na niej większość miasta, to coroczna tradycja, która integruje mieszkańców i pozwala na tymczasowy relaks, więc jest na niej zawsze prawie każdy. Sobota godzina 17 - ta data okazała się terminem rozpoczęcia zabawy, którą zapamiętam chyba na zawsze.

Gdybym wiedziała co się tam stanie..

No cóż - teraz zostało mi tylko przeżyć ten prawie cały tydzień, żeby móc wyjść, zjeść najlepszą watę cukrową i spotkać fajnych ludzi. Tych mniej fajnych też.

************************

- Idę w tych spodniach, definitywnie. Nie mam innych, w których miałabym tak fajny tyłek, PRZYSIĘGAM. A ty? - pytała Suz, w sobotnie popołudnie, szykując się na nadchodzące wydarzenie.

- Co? A, no ja idę w.. w bluzie. Tej fioletowej, no i czarnych spodniach. Może w tych z dziurami, nie wiem. - odpowiedziałam.

Suz tylko prychnęła, uniosła brwi i zapytała:

- Żartujesz, tak? Słuchaj, nie pozwolę ci się ośmieszyć, przynajmniej nie dziś. - oświadczyła - Musisz jakoś wyglądać kobieto! Idziesz w.. - zajęła się szukaniem czegoś w mojej szafie, gdy ja otwierałam snapy.

Herman Tommeraas zaszczycił mnie zdjęciem siebie rozanielonego, z podpisem:

Ale się dziś napierdolę!

GAME OVER II XizxawqOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz