Prolog

164 10 8
                                        

Ten dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie choć, jak się później przekonałam, do zwyczajnych bynajmniej nie należał. Usłyszałam dzwonek do drzwi i uśmiechnęłam się sama do siebie. Nigdy nie byłam gotowa na czas i był to fakt niezmienny od początków mojej znajomości z Aitaną, Juliet i Meghan. Czyli mniej więcej od momentu, w którym przysięgłyśmy sobie wieczną przyjaźń w przedszkolnej piaskownicy.

- Poczekajcie sekundę, tylko wezmę coś do jedzenia - powiedziałam zamiast przywitania.

- Ciebie też miło widzieć - zaśmiała się Meghan. - Jak zwykle nienaganna i punktualna - dodała z przekąsem, na co wytknęłam jej język.

Aitana tylko pokręciła głową z rozbawieniem, a Juliet westchnęła teatralnie.

- Możemy już iść. - Uśmiechnęłam się do przyjaciółek, wychodząc z kuchni.

- Naprawdę powinnaś zacząć jeść normalne śniadania, Molly – odparła Aitana, patrząc na owsiany batonik, który trzymałam w dłoni. - To byłoby zdrowe dla twojego organizmu.

Przyzwyczaiłam się już do tego typu uwag. W końcu Aitana odkryła w sobie lekarskie powołanie i przypominała mi o tym każdego, dosłownie każdego, poranka.

- Musiałabym wtedy wstawać wcześniej, a to nie byłoby zdrowe dla mojego organizmu. - Uśmiechnęłam się triumfalnie, na co dziewczyna wywróciła oczami.

***

- Aitana! – usłyszałam za plecami znajomy głos, a włoski na moim ciele stanęły dęba.

Jasper Cortez podszedł do naszego stolika i położył na nim książkę od anatomii.

- Zapomniałaś jej z domu. – Jego głos był niski i głęboki. Może to właśnie dlatego za każdym razem, gdy chłopak znajdował się obok, przez moje ciało przechodziły dreszcze. A może dlatego, że Jasper był miły i zabawny, a śmiechem zarażał wszystkich wokół. Może też dlatego, że był wysoki, wysportowany, miał gęste, brązowe włosy i przeszywające spojrzenie. Idealnie wpisywał się w mój typ chłopaka. Choć całkiem możliwe, że to on go w ogóle zdefiniował.

Aitana wydała z siebie ciche westchnienie, sprowadzając mnie tym na ziemię.

- Dzięki braciszku – odpowiedziała w końcu. – Jeszcze nie wyleciałeś? – Zmarszczyła brwi.

- Mam lot za dwie godziny, właśnie jadę na lotnisko.

Na te słowa poczułam nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Jasper Cortez wylatywał na swój drugi rok studiów, a to oznaczało, że zobaczę go dopiero w grudniu na święta. Choć może to i dobrze. Miałam kilka miesięcy na pozbycie się tego głupiego zauroczenia. Jasper był bratem mojej przyjaciółki, a to już wykluczało go z listy moich potencjalnych facetów. Gdyby nie wystarczyło to, że był starszy, interesował się dziewczynami z college'u i, jak wspominała Aitana, od początku lata z kimś się spotykał.

- Hej, dziewczyny – chłopak przywitał się z nami, posyłając nam swój idealny uśmiech.

Cholerny, idealny Jasper Cortez.

- Hej, Jass – przywitała się Juliet i pomachała do niego znad trzymanego w drugiej dłoni scenariusza. Nie bardzo zwracała uwagę ani na chłopaka, ani na cokolwiek innego. To był pierwszy tydzień zajęć, a ona już startowała do głównej roli w szkolnej sztuce. Ćwiczyła do niej całe wakacje.

- Cześć, Jasper – powiedziałyśmy równocześnie z Meghan i zaśmiałyśmy się głośno.

- Już wylatujesz na studia? – spytałam, starając się ukryć rozczarowanie.

OskarżoneOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz