24.

25 3 0
                                        

Do rozstawionego na placu miejskim namiotu weszłyśmy około trzydzieści minut przed rozpoczęciem widowiska. Mimo że wszystkie miejsca były wciąż wolne, zajęłyśmy te w ostatnim rzędzie. Dzięki temu miałyśmy dobry widok nie tylko na scenę, ale też na widownię i wszystko inne.

- Nie wierzę, że wzięłaś popcorn – burknęła Aitana, zajmując siedzenie obok mojego.

W odpowiedzi wzruszyłam ramionami i wepchnęłam do buzi garść słonej przekąski. Zbyt słonej jak na mój gust, ale nie zamierzałam narzekać.

- W końcu jesteśmy w cyrku, prawda? – odpowiedziałam niewzruszona, na co przyjaciółka pokręciła głową.

- Widzicie coś? – spytała, rozglądając się po wnętrzu namiotu.

Miał on kształt dużej kopuły, podtrzymywanej kilkunastoma stalowymi masztami. Z konstrukcji zwisały migające girlandy, które rzucały ciepłe światło na całe wnętrze. Na wprost znajdowała się ogromna scena, a nad nią, na wysokości kilkunastu metrów, zawieszone były grube liny, belki i masa sprzętu akrobatycznego. Scenę otaczały rzędy drewnianych ławek, przymocowanych do metalowych, stopniowanych podestów, które wnosiły się wzdłuż ścian namiotu.

Widownia stopniowo się zapełniała, a jej większą część zajmowały dzieci w różnym wieku. Wszystkie wydawały się radosne i beztroskie, ściskały w dłoniach swoje bilety i zapewne nie mogły doczekać się przedstawienia.

- Widzę masę wrzeszczących dzieci, kolorowe balony, scenę... - postanowiłam podroczyć się z przyjaciółką, przez co został mi zaserwowany kopniak prosto w piszczel. – Auć... - syknęłam.

- Miałam na myśli coś niepokojącego – odparła Aitana.

- Jeśli masa wrzeszczących dzieci nie jest twoim zdaniem wystarczająco niepokojąca, to nie wiem, co jest – skwitowałam.

Przyjaciółka westchnęła i przeniosła spojrzenie na Juliet, jakby szukając u niej wsparcia. Dziewczyna zajęta była jednak spoglądaniem w ekran swojego różowego smartfona i uśmiechaniem się pod nosem.

- Z kim piszesz? – spytała Aitana, jakby odpowiedź nie była oczywista.

- C-co? – Juliet potrząsnęła głową, jakby właśnie wyrwała się z letargu, po czym odchrząknęła, schowała telefon między kolana i wyprostowała się.

- Książkowy przykład ukrywania filtru z bratem przyjaciółki – prychnęłam.

- Znasz to z autopsji? – odgryzła się Julie.

Pokręciłam głową z uznaniem i puściłam przyjaciółce oczko.

- Dokładnie.

- Meghan by się ucieszyła – odparła Aitana, a na twarz Julie wstąpił rumieniec.

- Przestańcie. Tylko się przyjaźnimy. Nic więcej. – Wycelowała w naszą stronę palec wskazujący, jakby to miało dodać powagi jej słowom. Aitana uniosła ręce w geście obronnym. – Pyta czy wszystko w porządku i czy jesteśmy już w cyrku.

- Możesz odpisać, że w jak najlepszym – odparłam z przekąsem.

Po chwili, która dla mnie trwała jak wieczność, zgasły wszystkie lampy na widowni. Jedynym źródłem światła były teraz słabe girlandy i reflektor, skierowany wprost na środek sceny.

Z nieznanego mi powodu przez całe moje ciało przeszły nieprzyjemne ciarki, a na moich przedramionach pojawiła się gęsia skórka.

W końcu w białym słupie światła pojawił się średniego wzrostu klaun. Na głowie miał charakterystyczną kolorową perukę, a na nosie czerwoną i zapewne piszczącą, gąbczastą kulkę. Dopiero po chwili zauważyłam, że ciągnie za sobą coś dużego i prostokątnego, zakrytego fioletową szatą.

Gdy klaun spojrzał na widownię i uśmiechnął się szeroko, dzieci zaczęły radośnie krzyczeć. To oraz rozbrzmiewająca w głośnikach wesoła, cyrkowa muzyka sprawiały, że nie słyszałam własnych myśli. Choć może i lepiej, bo w mojej głowie pojawiały się same czarne scenariusze.

- Witam wszystkich! – moich uszu dobiegł irytująco piskliwy głos. Spojrzałam w prawo, gdzie siedziały moje przyjaciółki, a gdy złowiłam ich spojrzenie, wywróciłam oczami. – Nazywam się klaun Bob i poprowadzę dla was to przedstawienie!

Po sali rozeszły się gromkie brawa i dopiero gdy ucichły, klaun kontynuował swój monolog.

– Zanim zaproszę na scenę moich cyrkowych przyjaciół, chcę pokazać wam moją autorską sztuczkę. Taką, której nie pokazuję nigdzie indziej. Taką, którą przygotowałem specjalnie dla was.

Zastygłam w bezruchu z popcornem między palcami.

- Do mojej niesamowitej sztuczki potrzebuję jednak ochotnika! - Choć na widowni roiło się od uniesionych rąk, reflektor padł na miejsce 112. w ostatnim rzędzie. Na miejsce, które zajmowała Juliet.

Oczy dziewczyny rozszerzyły się w niemym strachu.

Coś ciężkiego opadło na moje płuca, utrudniając oddychanie. Lęk zacisnął się na samym dole mojego kręgosłupa, powodując paraliż, odbierając władzę w nogach. Nie - to nie był lęk. To było cholerne przerażenie.

- Nie idź tam – odparłam stanowczo.

- Zapraszamy naszą wybrankę! – moja wypowiedź została zagłuszona przez klauna. Jego głos brzmiał tak samo piskliwie, jak poprzednio.

Juliet niepewnie podniosła się z miejsca i choć wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać, ruszyła w stronę sceny. Razem z Aitaną poderwałyśmy się na równe nogi, ale zatrzymał nas głos klauna.

- Podejść może tu tylko blondynka. W innym przypadku sztuczka może się nie udać, a przecież nie chcemy, aby komuś stała się krzywda - powiedział to na tyle niewinnie, że wszyscy wokół zaczęli się śmiać. Wszyscy poza naszą trójką. Tylko my wiedziałyśmy, że to realna groźba.

Zanim zdążyłam się zastanowić, Juliet wchodziła po schodach na scenę. Przystając na ostatnim stopniu, spojrzała na klauna niepewnie i nie zbliżyła się do niego nawet o krok.

Ten uśmiechnął się lekko i wykrzyczał:

- Brawa dla Juliet!

Nie był pionkiem Nieoskarżonego. On był Nieoskarżonym.

Niewiele myśląc, poderwałam się z miejsca i zbiegłam w dół po metalowej konstrukcji. Aitana ruszyła zaraz za mną, niestety tuż pod sceną dopadło nas dwóch ochroniarzy.

- Nie możecie tam wejść – odparł jeden z nich.

- Nie rozumiecie – syknęłam, przez zaciśnięte zęby. – On zrobi jej krzywę!

Mężczyzna, który zasłaniał mi widok na scenę, posłał temu drugiemu dziwne spojrzenie. Przez sekundę łudziłam się, że wzbudziłam w nim niepokój, ale ten przybrał surowa minę i spytał:

- Jesteś pijana?

Zanim zdążyłam choćby pomyśleć o sensownej odpowiedzi, wszystkie światła, również te na scenie, znów zgasły, a do moich uszu dobiegł wrzask Juliet.

- Co jest – mruknął ochroniarz i oddalił się ode mnie.

Wykorzystałam to i biegiem ruszyłam przed siebie. Na oślep szukałam schodów prowadzących na scenę, aż w końcu zrezygnowana złapałam się jej brzegu i podciągnęłam na rękach. Było jednak za późno.

Światła na powrót się zapaliły, a ja zobaczyłam moją przyjaciółkę zamkniętą w skrzyni.

Dziewczyna szybko odnalazła mój wzrok. Była zupełnie zdezorientowana, przerażona, ale nie spanikowana, a to oznaczało, że nie widziała jeszcze najgorszego.

- Julie... - odparłam tak spokojnie, jak tylko mogłam. – Błagam, cokolwiek się nie stanie, nie patrz w...

Nie zdążyłam dokończyć, bo blondynka spojrzała w górę. Z jej gardła wydobył się krzyk tak głośny, że zagłuszył wszystkie inne dźwięki na sali.

OskarżoneOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz