21.

29 4 0
                                        

- Idziemy dziś na imprezę, a nadal nie wiemy, co ubrać. - Na twarzy Juliet zawitał grymas, gdy zorientowała się, że ani Aitana, ani ja nie przykładamy uwagi do jej modowych dylematów. – Halo! – Sięgnęła po leżący na fotelu sweter i rzuciła mi nim w twarz. - Zabieracie ze sobą dwóch uroczych chłopaków, więc powinnyście bardziej się przejąć.

Aitana lekko się skrzywiła, nie odwracając wzroku od książek. Kilka dni temu zażądała wspólną naukę na zbliżające się egzaminy, a Juliet i ja nie miałyśmy innego wyjścia, jak tylko się zgodzić. Teraz czułam jednak, że moje szare komórki kuleją i nie udźwigną kolejnej dawki informacji.

Aitana natomiast zdawała się chłonąć wiedzę bez ograniczeń. Te egzaminy były dla niej niezwykle ważne, w końcu były bardzo istotne przy rekrutacji na studia. Dlatego dziewczyna zawiesiła sobie poprzeczkę mniej więcej na poziomie drapacza chmur.

- Twój brat jest uroczy, Aitana, czy ci się to podoba czy nie – powiedziałam, odkładając na bok książkę od historii.

Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.

- On bez przerwy o tobie mówi, wiesz?

- Chyba nie powinnam tego wiedzieć - zaśmiałam się i odwróciłam w stronę garderoby, aby przyjaciółki nie zauważyły rumieńca, wpełzającego na moją twarz.

- Kocham go, ale jestem solidarna z kobietami. Musimy trzymać się razem, nie? - W jej głosie wyczułam nutkę niepokoju.

- O nie, nie, nie - Juliet sięgnęła po poduszkę i rzuciła nią w przyjaciółkę. Najwyraźniej był to jej nowy sposób na okazywanie niezadowolenia. - Dziś nie rozmawiamy więcej o same wiecie kim.

- Problem polega na tym, że nie wiemy kim - mruknęłam.

- Oh, zamknij się, Molly. – Tym razem to ja oberwałam poduszką.

- To może ta? – Pokazałam przyjaciółkom brązową bluzkę z pufiastymi rękawami, a one uniosły kciuki w geście aprobaty.

***

- Proszę. - Jasper podał mi szklankę po brzegi wypełnioną kolorowym płynem, po czym usiadł przy mnie. - Jak się bawisz?

Spojrzałam na jego odbicie w basenie i uśmiechnęłam się.

- Świetnie. Impreza jak z filmów - przyznałam, rozglądając się dookoła.

Przyjaciel Jaspera miał naprawdę duży dom i najwyraźniej spore zapasy żółtych lampek, które rozwieszone były teraz po całym ogrodzie. Tworzyły spokojny i romantyczny klimat, zupełnie niepasujący do imprezy, która odbywała się w środku. Z domu dochodziły radosne okrzyki i dźwięki dudniącej muzyki.

- To prawda, Taylor jest mistrzem robienia imprez. Widziałaś już maszynę do popcornu?

- Nie, ale to wyjaśnia, dlaczego nikt tu nie wraca, mimo tego, że już dawno przestało padać.

Chłopak zaśmiał się, stukając swoją szklanką o moją.

- Twoje zdrowie.

- No proszę, jednak mogę wznosić toast drinkiem, a nie kawą - odparłam z przekąsem, po czym wzięłam małego łyka lodowatego trunku.

- Jest bezalkoholowy - powiedział Jasper, posyłając mi przy tym krzywy uśmieszek.

Jednak nie trunku... Jednak nadal był to najlepszy drink, jaki kiedykolwiek piłam.

- Chyba minąłeś się z powołaniem, Jasper.

Chłopak upił trochę ze swojej szklanki i pokręcił głową z uznaniem.

OskarżoneOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz