Mój żołądek związał się w ciasny supeł, a nogi chwiały się pode mną, jakby były zrobione z waty. Wpatrywałam się w przezroczystą skrzynię zupełnie sparaliżowana, wstrzymując oddech. Zawładnął mną irracjonalny strach. Bałam się, że nawet jeden najmniejszy ruch może sprawić, iż górna część konstrukcji runie prosto na Juliet. Z transu wyrwała mnie dopiero Aitana, która drżącą dłonią złapała za moje ramię.
- Co robimy? - spytała ochrypłym głosem, nie spuszczając wzroku z naszej przyjaciółki.
Juliet po raz kolejny spojrzała w górę, a z jej gardła znów wydobył się przeraźliwy krzyk, który wywoływał dreszcze. Jakieś dzieci na widowni zaczęły płakać. Julie też płakała. Cała zalana łzami uderzała w ściany skrzyni, ale nie przynosiło to żadnego efektu. Zrezygnowana osunęła się na podłogę, aby jak najbardziej oddalić się od ogromnych tarantul, które chodziły nad jej głową. Pająki od dziewczyny oddzielała tylko cienka szybka.
Nie każdy w takiej sytuacji wpadłby w panikę, ale dla Juliet było to urzeczywistnienie najgorszych koszmarów. Jak zapewne dla każdego, kto tak jak ona zmagał się z silną arachnofobią. Blondynka głośno szlochała, a jej pięści zaciskały się na włosach. W tamtej chwili aż za dobrze rozumiałam, co Nieoskarżony miał na myśli, mówiąc o "terapii grupowej".
Nagle szloch Juliet ucichł, a ja od razu domyśliłam się, że to nie wróży nic dobrego. Spojrzałam na nią spanikowana, bojąc się, że straciła przytomność. Cała zbladła, a mgliste oczy wbijała w jeden punkt przed sobą. Opadła na kolana i zaczęła przyciskać dłonie do klatki piersiowej, drobnymi palcami kurczowo łapiąc za brzeg koszulki, zupełnie jakby ta odcinała jej dopływ tlenu. Oddychała ciężko i szybko, a powietrze zdawało się opuszczać jej płuca, zanim zdążyła je dobrze nabrać. Moje serce zatrzymało się na kilka długich sekund, gdy powieki Juliet zaczęły opadać.
- Julie! – Jako pierwsza z letargu wyrwała się Aitana. Podbiegła do skrzyni, lecz zważając na ostrzeżenie Nieoskarżonego, nie dotknęła jej. - Zamknij oczy i oddychaj powoli. Słyszysz mnie? Jestem tu, nic ci nie będzie. Masz bardzo dużo powietrza, musisz je tylko dobrze złapać – mówiła łagodnym głosem, jakby wcale nie była spanikowana. Będzie wspaniałym lekarzem.
Juliet zrobiła to, o co poprosiła ją przyjaciółka, wyglądając przy tym, jakby każdy oddech sprawiał jej fizyczne cierpienie. Możliwe, że właśnie tak było. Sama doskonale wiedziałam, co oznacza ból w klatce piersiowej i pieprzony atak paniki.
Nim zdążyłam zastanowić się nad tym, jak wyciągnąć moją przyjaciółkę z tego cholernego pudła, po całym namiocie rozległ się głos klauna. Odruchowo zaczęłam rozglądać się wokół, lecz w ciemności nie mogłam nic dostrzec. Światła znowu paliły się tylko na scenie.
- Skupcie się, zagadka jest prosta. Odpowiadać mogą tylko trzy dziewczyny na scenie. Jeśli ktokolwiek inny podniesie głos, moje tarantule powitają się z pięknymi włosami Juliet. - Jego głos brzmiał inaczej niż przedtem. Nie był piskliwy, a mroczny.
W namiocie znów rozbrzmiała panika, dzieci płakały, a ich rodzice przekrzykiwali się nawzajem. Wszystkie te dźwięki słyszałam jednak jak przez mgłę, każdy zmysł skupiałam bowiem na Julie.
Dziewczyna schowała twarz między kolanami, które obejmowała ramionami. Cała drżała, a gdy usłyszała ostatnie słowa Nieoskarżonego, znieruchomiała na chwilę i wydobyła z siebie cichy pisk.
Wbiłam paznokcie w dłonie, wytężając słuch i czekając na dalszą część wiadomości.
- Gotowe? – zagrzmiał Nieoskarżony, a wszystkie dźwięki na sali ucichły. - Powiedzcie, jaki znacie największy, zabójczy, a jednak całkowicie legalny narkotyk. Uzależnia tak, że w pewnym momencie nie można bez niego funkcjonować, ale on powoli wykańcza każdego. Zebrał już w żniwach miliony dusz i jeszcze więcej zabierze.
CZYTASZ
Oskarżone
Fiksi RemajaDo niedawna monotonność każdego mojego dnia zdawała się być uciążliwa, dlatego pragnęłam choć małej zmiany, lekkiego dreszczyku emocji. Jak to mówią, uważaj, czego sobie życzysz. Nagle moje aż nadto normalne życie zmieniło się w rozpędzony roller co...
