Trudno ubrać w słowa to, jak szczęśliwa byłam w tamtym momencie. Przyjemne ciepło spłynęło w dół mojego kręgosłupa i rozlało się po całym ciele. Motyle w brzuchu rwały się do lotu, a oddech zamarł w piersi na kilka dłuższych chwil. Nie mogłam złapać tchu, a jednocześnie czułam, że wreszcie mogę oddychać. Jeden wielki paradoks, ale dokładnie tak się czułam. Mój świat się skończył i zaczął od nowa, kiedy tylko utonęłam w rozpalonym spojrzeniu Jaspera. Był tu. Pragnął mnie tak samo, jak ja od zawsze pragnęłam jego. Moje ciało rwało się do skoku i miałam wrażenie, że powstrzymują mnie jedynie dłonie Jaspera, które chłopak mocno zaciskał na moich biodrach.
Wiedziałam, że wspomnienie jego gorących ust, które po raz pierwszy złączyły się z moimi, na długo zostanie w mojej pamięci. Może będzie mnie nachodziło w nocy w postaci słodkiego snu.
Gdy wreszcie uspokoiłam szalejące serce - albo po prostu doprowadziłam je do stanu niezagrażającemu życiu - oparłam czoło o ramię chłopaka i uśmiechnęłam się lekko.
- Mam nadzieję, że to miało znaczyć, że oficjalnie będziemy się teraz spotykać – powiedziałam i lekko się skrzywiłam, słysząc, jak ochryple brzmi mój głos. Nawet on zdradzał, jak mocno zadziałał na mnie ten pocałunek.
Usta mrowiły mnie na samo jego wspomnienie.
- To ja chciałem zadać to pytanie, Molly. – Nie musiałam na niego patrzeć, aby wiedzieć, że potrząsnął głową z dezaprobatą.
Nagle podniósł się energicznie i nic nie mówiąc, ruszył przed siebie z wymalowanym na twarzy łobuzerskim uśmiechem. Podszedł do jednego z krzewów, a po chwili wrócił z jedną czerwoną różą.
- To chyba nie twoje - zaśmiałam się.
- Przecież nikt nie zauważy zniknięcia jednej róży. – Na powrót usiadł obok mnie, wręczając mi roślinę.
- Oh, był jeden taki, który też tak myślał i źle się to dla niego skończyło.
- Klątwa mi niestraszna, o ile będziesz moją Bellą - odparł, posyłając mi szeroki uśmiech. Normalnie powiedziałabym, że to banalne, może nawet trochę przesłodzone, a jednak nogi mi zmiękły, a serce znów chciało wyskoczyć z piersi. Nic, co wiązało się z tym chłopakiem, nie było banalne i przesłodzone. Nie dla mnie.
- Ale nie zmieniaj się w bestię, jesteś na to zbyt przystojny.
Jasper nie zdążył nic powiedzieć, bo tym razem to ja go pocałowałam. Moje ciało po raz kolejny przeszył przyjemny dreszcz. Jeśli tak miała teraz wyglądać moja codzienność, pisałam się na nią bez zastanowienia.
- Zrobię co w mojej mocy. – Jasper pstryknął mnie palcem w noc, a ten gest poruszył mnie bardziej niż tysiąc komplementów. – Chyba znów zaczyna padać – dodał po chwili, przytulając mnie do siebie, jakby mógł dzięki temu ochronić mnie przed deszczem.
Kilka kropel spadło na moje ramiona, ale nie przejęłam się tym. Jasper chyba też nie, bo ani drgnął, wciąż przyciskając mnie do swojej piersi.
Tak oto siedziałam nad basenem, wtulona w chłopaka, który kilka miesięcy temu był jedynie głównym bohaterem moich snów. Jego serce biło miarowo, a ciepło jego ciała sprawiało, że nawet nie zauważyłam, kiedy się ochłodziło. Zimne powietrze otuliło moją skórę dopiero, kiedy Jasper się odsunął, aby zarzucić mi na ramiona swoją kurtkę. Tę samą, którą oddał mi na parkingu kilka tygodni wcześniej. Na tę myśl mój żołądek wykręcił fikołka. To zdarzenie wydawało się tak odległe, miałam wrażenie, że byłam wtedy zupełnie innym człowiekiem. Nie zmieniły się jednak moje uczucia.
- Idziemy? – spytał Jasper. – Zaraz się pochorujesz, a na pewno nie na taki początek związku liczysz.
Przytaknęłam i złapałam dłoń, którą chłopak do mnie wyciągnął. Cholera. Mój chłopak.
CZYTASZ
Oskarżone
Roman pour AdolescentsDo niedawna monotonność każdego mojego dnia zdawała się być uciążliwa, dlatego pragnęłam choć małej zmiany, lekkiego dreszczyku emocji. Jak to mówią, uważaj, czego sobie życzysz. Nagle moje aż nadto normalne życie zmieniło się w rozpędzony roller co...
