23.

24 2 0
                                        

Jasper trzasnął drzwiami lodówki co najmniej tak mocno, jakby ta zrobiła mu jakąś krzywdę. Z taką samą złością odkręcił butelkę i napił się soku.

- Nie powinienem był was tam zabrać - powiedział.

Odetchnęłam ciężko i poczułam, jak moje skronie pulsują. Przyłożyłam do nich palce, ale nic to nie dało.

- Jasper, rozmawialiśmy o tym całą drogę – oznajmiłam zrezygnowana.

- Z małymi przerwami na pytania, jak doszło do tego, że jesteście razem. I wiecie co? Nadal nie mamy odpowiedzi – odparła Juliet, próbując wykrzesać z siebie całą masę optymizmu.

Jak zwykle ukrywała wszystkie złe emocje pod maską pozytywnych uczuć, natomiast Aitana prawie w ogóle się nie odzywała. Ja chciałam natomiast jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie i najlepiej absolutnie ją wyprzeć. Nasze zachowanie uświadomiło mi tylko, że chyba wszystkie zbyt szybko skończyłyśmy terapię.

- To nie twoja wina, Jasper - powiedziała Juliet, odpuszczając sobie udawanie, że wszystko jest w porządku. Głos trochę jej się złamał. - Nie mieli prawa nas tknąć, myślę, że dobrze im to wyjaśniłeś.

- Nie powinienem był was tam zabierać – powtórzył chłopak.

- Same chciałyśmy iść – przypomniała Aitana, opadając na kanapę. Zdjęła buty i rzuciła je w kąt, zupełnie jak nie ona. – Nie mogłeś przewidzieć czegoś... takiego.

Wzdrygnęłam się na wspomnienie przytrzymującego mnie chłopaka i jednocześnie uśmiechnęłam na myśl o tym, jak oberwał w piszczel. Albo raczej myślałam, że się uśmiecham. Na mojej twarzy zamiast tego pojawił się raczej grymas, bo Jasper, widząc moją minę, od razu rozłożył ramiona, a ja szybko w nie wpadłam. Pocałował mnie w czubek głowy i taki mały gest wystarczył, żebym poczuła się lepiej.

- Nienawidzę facetów - mruknęła Juliet i kopnęła w fotel. – Oczywiście poza tobą, Jass – zreflektowała się. – Nienawidzę ich i tego, że myślą, że tak po prostu mogą dotknąć moich włosów.

Coś ścisnęło mnie w gardle. Wyswobodziłam się z objęć Jaspera i szybko przytuliłam przyjaciółkę.

- Nie mogą - powiedziała Aitana i dołączyła do uścisku. - Zostaniecie dziś u mnie?

- Już dawno to postanowiłam - oznajmiła Juliet i zaśmiała się lekko.

- Przepraszam was dziewczyny - powiedział Jasper. W jego głosie słychać było żal i niepotrzebną skruchę. Przecież nic nam nie zrobił, poza uratowaniem nas z opresji.

Spojrzałyśmy na niego i chyba wszystkie wywróciłyśmy oczami.

- Pomogłeś nam - przypomniała Aitana.

On tylko przytaknął, zaciskając przy tym szczękę.

- Połóżmy się, to był ciężki dzień - zażądała Juliet. - A jutrzejszy będzie jeszcze cięższy - dodała, jakby w ogóle nie przejmując się tym, że Jasper wciąż tam stał.

Chłopak spojrzał na nas pytająco. W odpowiedzi machnęłam tylko dłonią, bardzo nie chcąc wymyślać kolejnego kłamstwa. Jednak prawdy tym bardziej nie mogłam mu zdradzić. Wyjawienie, że idziemy jutro do cyrku, aby poznać kolejną zagadkę mordercy Diany Adams nie wchodziło w grę. Zostało mi więc milczenie lub kłamstwo. Tak na dobry początek związku.

***

Usłyszałyśmy lekkie pukanie do drzwi i wszystkie, jak jeden mąż, odwróciłyśmy się w ich stronę.

- Proszę - powiedziała cicho Aitana.

W drzwiach stanął Jasper. Najwyraźniej dopiero co wyszedł spod prysznica, bo nadal miał mokre włosy. Pojedyncze krople wody spływały po jego skroniach i opadały na koszulkę, tworząc na niej wilgotne plamy. Moje żyły zawrzały, a gorąco rozlało się po podbrzuszu. Pożądanie zniknęło jednak, gdy tylko spojrzałam w poważną twarz chłopaka.

OskarżoneOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz