29 | niekochany

2.3K 262 32
                                        

Ostatecznie wróciliśmy do domu bardzo późno. Światło na podjeździe zapaliło się automatycznie, kiedy samochód szofera wjechał na wysypaną malutkimi kamyczkami drogę. Maks wysiadł pierwszy, by otworzyć mi drzwi i podać pomocną dłoń. Chłodne, nocne powietrze wdarło się pod moją koszulę od mundurka, podrażniając bolące i pulsujące gorącem sutki, przez które przechodziły podłużne kolczyki zakończone niewielkimi kuleczkami. Przyjaciel uśmiechnął się do mnie, a następnie złożył czuły pocałunek na moim czole, tuż przy linii przefarbowanych na pastelowy róż włosów.

– Wyglądasz przepięknie – wyszeptał, owiewając moją skórę ciepłym oddechem.

– Chyba trochę przesadziłem, nie uważasz? – zapytałem niepewnie, przyglądając się, jak mężczyzna w średnim wieku wyciąga z bagażnika kilkanaście toreb z zakupami, które zrobiliśmy dzisiaj.

– Nie – odpowiedział Maks. – Nigdy nie ma przesady w wyrażaniu samego siebie.

Skinąłem głową, ale wcale nie byłem przekonany.

Potrzebowałem odreagować po zdarzeniach z dzisiejszego dnia. Zapomnieć o tym całym upokorzeniu, które mnie przez to spotkało. A jednocześnie chciałem zrobić coś, co zadziałałoby im wszystkim na nerwy – wytykali mi, że jestem gejem, więc zamierzałem wyrażać to całym sobą.

Maks otworzył drzwi wejściowe i puścił mnie przodem. Światło w korytarzu zapaliło się automatycznie. Ściągnąłem buty, a następnie ruszyłem w stronę schodów, jednak gdy moja noga natrafiła na trzeci stopień, drzwi do salonu otworzyły się niespodziewanie. W drzwiach stanął pan Abrahamowicz i spojrzał na nas bez żadnego wyrazu twarzy.

– Poproszę cię, synu, na słowo – powiedział, ignorując moje przywitanie, i odszedł w głąb pokoju, zostawiając uchylone drzwi.

Od razu wyczułem, że mamy kłopoty, a jedno spojrzenie na przyjaciela utwierdziło mnie w tym przekonaniu.

– Idź, zaraz przyjdę – szepnął do mnie, posyłając mi ciepły, lekko wymuszony uśmiech, a następnie podążył za ojcem, z jakiegoś powodu nie domykając za sobą drzwi.

Początkowo naprawdę zamierzałem pójść na piętro, jednak ostatecznie zamarłem w bezruchu. Nasłuchiwałem rozmowy zza ściany, niestety większość słów zagłuszał szofer, który kończył układać nasze zakupy na progu. W końcu mężczyzna pożegnał się ze mną, więc skinieniem głowy podziękowałem mu za jego pracę, a następnie przysiadłem na najniższym stopniu i przysunąłem głowę do ściany.

– Po prostu nie mamy już do ciebie zaufania. – Usłyszałem opanowany ale stanowczy głos matki przyjaciela.

– Przez jedne wagary? – spytał Maks z niedowierzaniem. – Mieliśmy słuszny powód, żeby na nie pójść.

– Jubiler, fryzjer, kosmetyki i salon piercingu? – dopytał pan Abrahamowicz. – Myślisz, że nie widzę, za co płacisz moimi pieniędzmi? Wiem, kiedy i ile wydajesz, nie jesteś poza kontrolą.

– W szkole znęcają się nad Gabrielem...

– Więc zabierasz go na zakupy?

– Nawet nie wiecie, co oni mu zrobili!

– Maksymilianie. – Mężczyzna nie pozwalał synowi na dyskusję. – Mieliśmy umowę: nie ingerujemy w twoje życie, ale masz się uczyć. Tymczasem wagarujesz i dostajesz mierne oceny ze sprawdzianów, jak ty chcesz się dostać na studia i je skończyć? W przyszłości będziesz odpowiedzialny za naszą firmę, za wszystko, co stworzyliśmy. Chyba że tego nie chcesz. Jeśli nie, to nie musisz, nie musisz się też uczyć, ale wtedy odcinam ci wszystkie karty, a po skończeniu liceum wynosisz się z domu i żyjesz za samodzielnie zarobione pieniądze.

TAKE ME TO BEDOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz