Ta noc nie należała do najlepszych. Budziłem się co kilka minut, wybudzany przez niespokojne sny, które od razu zapominałem. Na zmianę wyswobadzałem się z objęć Maksa, by po kolejnym przebudzeniu ponownie się do niego przysunąć. Kiedy unosiłem powieki, wgapiając się we wszechobecną ciemność, czułem ich narastający ciężar. Z każdym otwarciem oczu stawały się coraz cięższe, aż w końcu w ogóle nie byłem w stanie ich podnieść, nawet kiedy prosto do ucha wpadał niski głos Maksa.
– Pora wstawać – wymruczał, składając czułe pocałunki na mojej małżowinie.
– Jeszcze pięć minut – odpowiedziałem, odwracając głowę, aby uciec od warg przyjaciela.
– Cóż to za zły humor w pierwszy dzień naszego narzeczeństwa? – zapytał lekko rozbawionym tonem. – Chyba miałeś ciężką noc, cały czas się kręciłeś.
– Umm – mruknąłem, nim odchrząknąłem, aby oczyścić gardło. – Tak, miałem koszmary.
– Co ci się śniło? – dopytał.
– Nawet nie pamiętam – odpowiedziałem szczerze. – Jakieś głupoty.
– Moje biedactwo – odszepnął, odgarniając mi niesforne włosy z oczu. – Może zerwiemy się z ostatnich lekcji, pojedziemy na zakupy po... pierścionek?
Prychnąłem, rozbawiony jego lekką utratą pewności siebie, kiedy wypowiadał ostatnie słowo.
– Nie mogę zerwać się z lekcji i tak mam już kiepską frekwencję.
– Ale? – dopytał, poszerzając swój uśmiech.
– Ale po lekcjach jak najbardziej możemy wcielić w życie twój plan – zgodziłem się, a moje słowa przypieczętował pocałunek zaczynający nowy dzień, który miał zmienić wszystko.
Prysznic wzięliśmy wspólnie. Maks pomógł mi umyć włosy, uparcie powtarzając różne komplementy i naznaczając moje wargi licznymi pocałunkami, jakby się bał, iż zapomnę, że teraz należę do niego. Śniadanie już czekało na nas w pustej jadalni, w której echem odbijał się każdy nasz krok.
Obok talerza przy krześle, które zawsze zajmował mój przyjaciel, czekała na niego kartka o kremowej barwie, na której staranne pismo nakreśliło jedynie kilka słów: „Jesteśmy rozczarowani twoim nieodpowiedzialnym zachowaniem". To wszystko, co państwo Abrahamowicz mieli do powiedzenia o naszym wczorajszym wybryku. Maks prześledził tekst pustym spojrzeniem, by następnie zgnieść papier i rzucić na środek stołu.
– Mówiłem ci, że tak będzie – powiedział, nawet na mnie nie patrząc.
Widziałem jednak, że jedynie udawał, że nic go nie obeszła oziębłość rodziców. Jego oczy zeszkliły się, odbijając blade promienie dzisiejszego słońca, wyglądającego spod licznych chmur na błękitnym niebie.
***
Moim kolejnym spostrzeżeniem dzisiejszego dnia był fakt, iż chociaż do tej pory dokuczano mi w obecności Maksa, to od kiedy jego dłoń chowała w uścisku moją, a wargi publicznie naznaczały mnie pocałunkami, nagle moi oprawcy zaczęli trzymać się przy nas na dystans. Mimo że byłem słabym ogniwem, nic nieznaczącym śmieciem, którego można było zgnieść butem niczym karalucha, rodzice mojego przyjaciela byli zbyt wpływowymi ludźmi, by się im narażać. Dlatego z chwilą, w której ta dłoń zaciskała się na mojej, jego immunitet spływał na mnie. Niestety tylko wtedy, gdy byliśmy obok siebie, o czym przekonałem się na przerwie obiadowej.
Biegłem korytarzem. Nie miałem ze sobą nawet torby z zeszytami, zostawiając ją pod opieką Maksa, by jak najszybciej dobiec do łazienki. Poprzednią przerwę spędziliśmy w jednej z jej kabin, tej najbliżej okna, całkowicie skupieni na sobie, przez co nie znalazłem czasu, aby opróżnić pęcherz, a nauczycielka polskiego, która darzyła mnie najszczerszą nienawiścią, nie pozwoliła mi udać się za potrzebą fizjologiczną w czasie trwania lekcji.
CZYTASZ
TAKE ME TO BED
Romance『zaĸończone, вoy х вoy』 Gabriel jest seksoholikiem i, wypierając istnienie problemu, próbuje być szczęśliwy w nienawidzącym go świecie. '𝘞𝘦 𝘸𝘦𝘳𝘦 𝘣𝘰𝘳𝘯 𝘴𝘪𝘤𝘬, 𝘺𝘰𝘶 𝘩𝘦𝘢𝘳𝘥 𝘵𝘩𝘦𝘮 𝘴𝘢𝘺 𝘪𝘵' - 𝖧𝗈𝗓𝗂𝖾𝗋 '𝖳𝖺𝗄𝖾 𝗆𝖾 𝗍𝗈 𝖼𝗁...
