11 | sugar daddy

3.1K 313 40
                                        

Pięć tygodni później.

Spacerowałem nieśpiesznie jednym z zatłoczonych korytarzy galerii handlowej, wysłuchując zażaleń Maksa, który już w kolejnym sklepie z rzędu nie znalazł swojej wymarzonej kamizelki – musiała pasować do koszuli, którą ojciec przywiózł mu z Mediolanu. Byłem posłusznym przyjacielem, który dał się przekupić kubkiem mrożonej kawy z bitą śmietaną w zamian za dotrzymywanie mu towarzystwa podczas wielogodzinnych poszukiwań. Maks nie był zadowolony ze swoich dzisiejszych zakupów, na co wskazywał jego grymas i kilka nieprzyjemnych słów opisujących asortymenty sklepów. Mimo to obaj nieśliśmy pełno toreb wypełnionych jego nowymi ciuchami. Przyjaciel w jednym sklepie wydawał więcej, niż ja dostawałem od rodziców w przeciągu całego roku.

– Czy tak ciężko jest wybrać jakiś przyzwoity materiał na kardigan? – zapytał mnie dość nagle, a ja wzruszyłem ramionami, nie wyciągając nawet słomki z ust. – Czemu wszystkie odcienie brązu wyglądają jak kupa Rododendrona?

– Czym ty karmisz tego psa? – zapytałem, na co Maks przewrócił oczami, ale na jego twarzy w końcu pojawił się uśmiech.

– To już ostatni sklep, Gabi – obiecał, kiedy przekroczyliśmy próg kolejnego sklepu z markową odzieżą. – Potem pójdziemy na twoje zakupy.

– Nie mam żadnych zakupów – odpowiedziałem, uśmiechając się do ekspedientki, która mordowała wzrokiem mój kubek z kawą. – Idę usiąść w poczekalni dla znudzonych mężów, zanim mnie wyrzucą.

– Dobrze, kochanie – odmruknął, puszczając mi oczko, więc pokazałem mu język, zmierzając w stronę obitych czarną skórą foteli i kanap.

Opadłem na miękkie siedzenie i zerknąłem z rozbawieniem na mężczyznę, który przysypiał kilka foteli dalej, mając na kolanach stos eleganckich sukienek. Wygrzebałem z kieszeni telefon, aby sprawdzić, czy nie dostałem żadnej wiadomości od Kamila. Niestety chłopak wciąż się nie odezwał.

Wiedziałem, że już skończył zajęcia, a to oznaczało, że w tym momencie powinien się pakować na weekend i wsiadać do samochodu, żeby w końcu do mnie przyjechać. Minęły dwa tygodnie, od kiedy się z nim widziałem, i umierałem ze zniecierpliwienia. Pragnąłem, aby ten dzień skończył się jak najszybciej, tylko żebym już mógł powitać sobotni poranek w ramionach ukochanego, wiedząc, że mamy prawie dwa dni na nacieszenie się sobą, nim ponownie nadejdzie nasze rozstanie. Dlatego tak bardzo czekałem, aż dostanę wiadomość, że Kamil właśnie wyjeżdża z Warszawy i za kilka godzin będę miał go przy sobie.

– Moja wiara w ludzkość odzyskana! – Z zamyślenia wyrwał mnie głos Maksa, który rzucił torby z zakupami tuż przy moich nogach, a teraz przykładał do swojej klatki piersiowej kamizelkę w kolorze butelkowej zieleni. – Myślę, że będzie idealna.

– Jest ładna.

– Mam też coś dla ciebie – dodał, podając mi srebrną kurtkę, która na pierwszy rzut oka wyglądała jak folia aluminiowa. Jednak im dłużej przyglądałem się strukturze materiału i rozmieszczeniu czarnych pasków, ładnie podkreślających ramiona, tym bardziej doceniałem projektanta. – Będzie genialnie na tobie leżeć, a ja już nie mogę znieść bezguścia, które na sobie nosisz.

– Nie potrzebuję nowej...

– Nie możesz trzeci rok chodzić w tej samej kurtce – przerwał mi. – Przymierz chociaż, żebym wiedział, czy rozmiar dobry wziąłem.

Przewróciłem oczami, na co przyjaciel zacmokał karcąco, i odłożyłem resztkę kawy na szklany stoliczek, by móc lepiej przyjrzeć się jesiennej kurtce. Od razu rzucało się w oczy, że jest wykonana bardzo starannie, z materiału wysokiej jakości i z pewnością była czymś, co chętnie bym nosił... Cóż, Maks znał mój gust lepiej niż ja sam. Jednak gdy tylko zerknąłem na metkę, poczułem uderzenie gorąca, które od razu wywołało zawroty głowy.

TAKE ME TO BEDOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz