6 | kłótnia

3.3K 319 91
                                        

Kiedy się obudziłem, ze zdziwieniem zauważyłem, że nie ma przy mnie Maksa. Druga strona łóżka pozostawała pusta i zimna. Podniosłem się do siadu, przesuwając lekko zamglonym spojrzeniem po pomieszczeniu, do którego wdzierało się światło słoneczne. Zignorowałem pulsujący ból głowy i ześlizgnąłem się z pościeli, by stopami wyczuć nagrzane słońcem panele. Przez chwilę po prostu siedziałem, wpatrując się w drzwi i zastanawiając, czy wyjść i poszukać Maksa w jego ogromnym domu, gdzie mogłem spotkać za drzwiami pełno niewiadomych, czy poczekać na jego powrót w bezpiecznym pokoju. A chociaż druga opcja wydawała się o wiele bardziej kusząca, ponieważ zaoszczędziłaby mi prawdopodobnego upokorzenia, którego miałem dość dzisiejszego dnia, to wiedziałem, że przyjaciel raczej nie wróci tutaj prędko, by mnie nie budzić. Właśnie dlatego ostatecznie zdecydowałem się nacisnąć na chromowaną klamkę i pchnąć drzwi, które gładko ustąpiły, pozwalając mi wyjrzeć na opustoszały korytarz.

Z każdym krokiem przydeptywałem za długie nogawki spodni, które ocierały się o jasne panele pokrywające podłogę. Wciąż nie widziałem najlepiej po spaniu w soczewkach, więc mrużyłem oczy, gdy zaglądałem do różnych pomieszczeń na piętrze. Łazienka była pusta, tak samo, jak garderoba, pokój gościnny oraz niewielka pracownia. Dwie pary drzwi były zamknięte na klucz, nie pozwalając mi wścibsko zajrzeć do środka.

Nie czułem się najlepiej, wciskając nos do różnych pomieszczeń nie w swoim domu, jednak nie miałem zamiaru krzyczeć na całą posiadłość imienia przyjaciela lub wydzwaniać do niego, chociaż znajdowaliśmy się w tym samym budynku... prawdopodobnie. Ostatecznie zostałem zmuszony, żeby zejść po zakręconych schodach, sunąc dłonią po śliskiej poręczy, gdy zgięty w pół próbowałem zajrzeć na dół. Jednak w holu również nie znalazłem żywego ducha, dochodząc do dziwnego wniosku, że Maks musiał czuć się naprawdę samotny w tym domu.

Żyjąc w mieszkaniu w bloku, tak naprawdę byłem zmuszony, żeby prawie na każdym kroku natykać się na moich rodziców, mając azyl jedynie we własnym pokoju. Dom rodziców Kamila również miał dwa piętra, chociaż był o wiele mniejszy od tego, w którym obecnie się znajdowałem, a górną część musieliśmy dzielić z innymi domownikami. W przypadku Maksa było inaczej – chłopak miał całe piętro jedynie dla siebie, jakby żył w oddzielnym mieszkaniu niż jego wiecznie zapracowani rodzice.

Przyjaciela znalazłem w salonie, gdzie przykryty kocem uderzał w przyciski na padzie, sterując postacią biegającą po ekranie płaskiego telewizora. Uśmiechnąłem się, widząc Rododendrona śpiącego na jego kolanach oraz słysząc ciche przekleństwa, które Maks kierował w stronę innych graczy. Nawet nie zauważył mojego przybycia, całkowicie zatracony w rozgrywce, więc pozwoliłem sobie bezkarnie przyglądać się mu przez dłuższą chwilę.

Zdecydowanie należał do jednych z przystojniejszych chłopaków, za którymi wzdychały liczne dziewczęta. W ósmej klasie wręcz nie mógł się od nich odpędzić, pozwalając wzdychać im za każdym razem, gdy zarzucił kręconą grzywką. Tęskniłem za jego kędziorami, które teraz codziennie z namiętnością traktował prostownicą, jakby rozjaśniająca farba nie niszczyła ich wystarczająco mocno. Oczy miał niebieskie, a spojrzenie w nie było dla mnie niczym powrót do domu. Słodki, wręcz dziecięcy uśmiech, któremu nie sposób było odmówić, kontrastował z niskim głosem, od którego wręcz ciarki przebiegały po plecach.

– Ssiesz bardziej niż ja – mruknąłem, gdy postać sterowana przez Maksa została zabita przez innego gracza. Dopiero teraz chłopak oderwał wzrok od telewizora, zerkając na mnie z lekkim zaskoczeniem, które bardzo szybko zastąpił szerokim uśmiechem.

– Chcesz zagrać? – zapytał, wyciągając w moją stronę rękę z padem, jednak pokręciłem głową, w końcu decydując się wejść głębiej do kolejnego, ogromnego pomieszczenia wypełnionego pustką.

TAKE ME TO BEDOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz