33 | nim nadejdzie świt

1.8K 237 51
                                        

Czułem się przyjemnie lekki, kiedy ze snu wybudziły mnie palce, czule przeczesujące różowe włosy. Wziąłem głębszy oddech i mruknąłem, wtulając się mocniej w ciepłe ciało, które obejmowałem. Jego słodki zapach wdzierał się do moich płuc, wypełniając mnie błogim spokojem, a kiedy rozchyliłem powieki, moje spojrzenie odnalazło Kamila. Mógłbym się nabrać i pomyśleć, że ostatnie dni były jedynie snem, że wciąż jesteśmy razem, że nic złego między nami się nie wydarzyło, że razem wstaniemy i udamy się na...

Otworzyłem szeroko oczy, a gorąco uderzyło w moje ciało, kiedy z przerażeniem poderwałem się do siadu, próbując odnaleźć telefon. Kamil znacznie spokojniej poszedł w moje ślady, pochylając się nade mną i podając mi poszukiwane urządzenie.

– Spokojnie, jest jeszcze noc – odpowiedział, jakby czytał mi w myślach.

Odetchnąłem z ulgą, dla pewności samemu sprawdzając godzinę. Była czwarta nad ranem.

– Dlaczego nie śpisz? – zapytałem, zerkając na ukochanego, który już z powrotem opadł na poduszki.

– Boję się, że jak się obudzę, to ciebie już nie będzie – wyznał, ziewając głośno. – Albo, że ta noc okaże się tylko pięknym snem.

Skinąłem głową, czując się lekko zagubiony. Palce Kamila zaczęły podrażniać skórę na moich nagich plecach, wywołując przyjemne dreszcze na całym ciele. Ostatecznie zdecydowałem się opaść z powrotem na nagrzane nami łóżko i niepewnie objąć chłopaka.

Nie byłem pewien, jak miałaby wyglądać teraz nasza relacja. Przespaliśmy się ze sobą, wzięliśmy wspólny prysznic i poszliśmy spać, wciąż się całując. Potrzeba nacieszenia się sobą i pragnienie wypełnienia słodyczą każdej wspólnej chwili sprawiło, iż ominęła nas poważna rozmowa o tym, co dalej. Wiedziałem, że to jedynie kwestia czasu, jej widmo wisiało nad nami niczym ciemna gęsta chmura zasłaniająca promienie słońca. Ja byłem zaręczony z Maksem, a on musiał wracać na studia.

– Mam ustawiony budzik, odwiozę cię do szkoły – wyszeptał, owiewając moje włosy ciepłym oddechem.

– A co dalej? – zapytałem, walcząc z powiekami, które z każdą chwilą stawały się coraz cięższe.

– Ty pójdziesz na lekcje, a ja pojadę do domu – odpowiedział, ewidentnie się ze mną drocząc.

Mimowolnie się uśmiechnąłem i wcisnąłem palec miedzy żebra chłopaka, który się wzdrygnął. Po chwili pomieszczenie wypełniło się naszymi cichymi śmiechami. Tak bardzo za tym tęskniłem, za Kamilem, za naszymi docinkami i wygłupami, za brzmieniem jego śmiechu, za tym, jak dobrze się przy nim czułem. Chyba przez ostatnie tygodnie naszego związku patrzyłem na niego głównie przez pryzmat seksu, zapominając, dlaczego tak bardzo go pokochałem.

– Może... – zaczął, jednak urwał, jakby stracił wiarę w słuszność swoich słów.

– Może? – dopytałem, próbując go zachęcić.

– Może spróbujemy do siebie wrócić? – zapytał. – Naprawdę cię kocham i żałuję naszego rozstania.

– Też cię kocham i żałuję naszego rozstania – odszepnąłem, przesuwając twarz ku górze, żeby móc spojrzeć na Kamila.

– Ale?

– Ty nadal będziesz w Warszawie, a ja tutaj.

– Zanim się obejrzymy, będą święta, więc przyjadę do domu, potem będziesz miał ferie, mógłbyś przyjechać do mnie, spędzilibyśmy je w całości we dwoje – zaproponował. – Wyciągnąłem wiele wniosków przez te kilka dni. Zrozumiałem, że tęskniłeś za mną o wiele bardziej niż ja za tobą, że potrzebowałeś mojej bliskości i miłości. Zrozumiałem też, że byłem przepracowany i sfrustrowany przez natłok nauki oraz pracę i odreagowywałem na tobie. Przysięgam, że więcej nie popełnię tych błędów.

TAKE ME TO BEDOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz