17 | słabość

2.9K 360 175
                                        

Nie chciałem, żeby poniedziałek nadchodził. Nie chciałem, by nadszedł jakikolwiek kolejny dzień. Zaklinałem cały wszechświat, aby noc nigdy się nie kończyła, pozwalając mi leżeć w moim łóżku w nieskończoność i użalać się nad sobą. Niestety moje prośby nie zostały wysłuchane, o czym świadczyło głośne i irytujące dzwonienie budzika. Przekleństwo wydostało się spomiędzy moich warg, kiedy po omacku odnalazłem urządzenie i przesunąłem palcem po ekranie, wyłączając znienawidzony dźwięk.

– Gabriel! – Dobiegło mnie wołanie matki, a chwilę później drzwi otworzyły się na całą szerokość. – Wstajesz? Zawiozę cię do szkoły.

Więc jednak czekało mnie kazanie za wyjazd do Warszawy...

– Tak, już wstaję – odmruknąłem, resztkami sił podnosząc się z łóżka.

Gdy zobaczyłem swoje odbicie w lustrze, miałem wielką ochotę nałożyć na twarz odrobinę makijażu, by spróbować ukryć zasinienia pod oczami, jednak kiedy sięgałem po podkład matki, moja ręka zamarła w bezruchu. W mojej głowie przewinęło się wspomnienie, jak banda homofobów „zmywa" mi makijaż proteinowym napojem.

Ostatnio ich docinki ograniczyły się do rzucania słów typu: „zdechnij, pedale", „ile fiutów wczoraj ciągnąłeś, że tak ci wary spuchły" lub „nikt cię tu nie chce, cioto". Czy potrzebowałem dawać im powody, by ponownie poniżyć mnie jeszcze bardziej?

Zamknąłem szafeczkę z kosmetykami i wyszedłem z łazienki, ignorując pytające spojrzenie ojca, który musiał zauważyć mój kiepski humor z samego rana.

– A temu co? – zapytał matki, kiedy ruszyłem do mojego pokoju, żeby się ubrać.

– Chyba w końcu zerwał z tym swoim chłopakiem – odpowiedziała, dziwnie akcentując ostatnie słowo. – Wystarczy na niego spojrzeć – westchnęła. – Na pierwszy rzut oka widać, że bardzo cierpi, ale to dobrze. Może w końcu znajdzie sobie jakąś dziewczynę, która da mu szczęście i z którą będzie mógł w przyszłości założyć rodzinę.

Zamknąłem z hukiem drzwi do pokoju, żeby rodzice nie mieli wątpliwości, że usłyszałem ich rozmowę.

Czy oczekiwanie od nich współczucia i wsparcia to zbyt wiele? Pewnie jakbym powiedział im, że mam złamane serce, ponieważ Kamil mnie zdradza, to matka zaczęłaby skakać z radości.

***

Nie pożegnałem się z matką, kiedy wysiadałem z samochodu pod liceum. Zawołała za mną, pytając, czy wziąłem sobie drugie śniadanie, ale nie otrzymała ode mnie odpowiedzi. Nie podnosiłem głowy, wbijając spojrzenie we własne buty, które deptały chodnik nasiąknięty siąpiącym deszczem. Bezemocjonalnie przywitałem się z czekającym na mnie przyjacielem, który od razu ruszył za mną, gdy wszedłem do budynku, nawet na niego nie zerkając.

Było jeszcze bardzo wcześnie, więc niewielu uczniów stało przy szafkach, ściągając wilgotne obuwie i nasuwając na stopy szkolne buty. Zsunąłem z siebie srebrną kurtkę, udając, że słucham opowieści Maksa o tym, jak musiał pięć razy myć włosy, żeby pozbyć się z nich odoru psich wymiocin, kiedy tak naprawdę myślami byłem daleko stąd.

Wspominałem, jak to było, kiedy każdego ranka to Kamil czekał na mnie przed szkołą, witając motylim pocałunkiem w policzek lub w wargi, obejmując w talii i mówiąc, jak za mną tęsknił i że mnie kocha. Te dni nigdy nie powrócą, a ja nie potrafiłem się z tym pogodzić.

Nie chciałem, żeby moje życie wyglądało tak, jak teraz. Nie chciałem, żeby nie było w nim ukochanego. Nie chciałem, żeby Kamil miał kochanka w Warszawie.

Kiedy ruszyłem w kierunku sali, gdzie za kilkanaście minut powinniśmy zacząć lekcję, poczułem, że moja torba szkolna nigdzie się nie wybiera. Obejrzałem się, ze zdziwieniem zerkając na przyjaciela, który przyglądał się intensywnie mojej twarzy. Sięgnął do niej dłonią i chwycił za podbródek, kiedy spróbowałem się odwrócić. Przewróciłem oczami, czując się zażenowany stanem mojej twarzy po nieprzespanej nocy.

TAKE ME TO BEDOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz