43 | deszcz na pustyni

1.8K 238 83
                                        

Dominik zadzwonił do drzwi kilka minut po tym, jak wyszedłem z łazienki. Moje ciało na nowo było całe gładkie i pachnące, gotowe na znalezienie się w objęciach chłopaka. Miałem na sobie jedynie błękitny, puchaty ręcznik przewiązany w pasie, kiedy wpuszczałem gościa do środka, obdarzając go ciepłym uśmiechem, który od razu został odwzajemniony. Stanąłem na palcach, by sięgnąć jego warg i złożyć na nich czuły pocałunek, a ciche cmoknięcie odbiło się od ścian przedpokoju. Już chwilę później śliski język wprosił się do moich ust, gdy nie potrafiliśmy się od siebie odsunąć. Objąłem ciasno szyję Dominika, pozwalając jego dużym dłoniom spocząć na mojej nagiej talii. Całe ciało pokryła gęsia skórka, kiedy ręcznik zsunął się na podłogę, a już chwilę później moje uda zaciskały się na biodrach partnera, który wziął mnie na ręce, nie rozdzielając naszych ust, przez co w pewnym momencie zderzyliśmy się zębami.

Obcałowywałem jego wargi, jakby należał tylko do mnie. Zasysałem je, podgryzałem, pocierałem i lizałem. Jednocześnie szarpałem palcami ciemne włosy młodszego chłopaka, aby się z nim droczyć. Odrywałem jego usta od moich i nie pozwalałem się zbliżyć, by złączyć je z powrotem. Wtedy z uśmiechem podrażniałem samym czubkiem języka jego spierzchnięte, wilgotne od śliny wargi, a gdy Dominik też wystawiał język, również go lizałem, czując narastające podniecenie i ciepło gromadzące się w okolicach płuc. Kiedy stracił cierpliwość, docisnął moje plecy do zimnej ściany i zaczął całować mnie bardzo namiętnie oraz zachłannie, jakbym też należał tylko do niego.

Nie zamierzałem mu tego zabraniać. Pozwalałem dłoniom błądzić po moim nagim ciele, bezwstydnie zakradając się w każdy jego zakamarek. Ściskałem go udami niczym wąż oplatający swoją ofiarę, zamierzając ją udusić i połknąć w całości.

– Prezerwatywa – powiedział, a to jedno słowo zostało zniekształcone przez moje wargi.

Nie byłem w stanie mu odpowiedzieć, po prostu wskazałem ręką na biurko, gdzie już wszystko czekało. Chłopak oderwał mnie od ściany tylko na chwilę, aby sięgnąć po szeleszczące opakowanie, a ja musiałem przetrzymać się mocniej jego ramienia. Dokładnie dwa kroki dzieliły nas od ściany, o którą z powrotem oparły się moje plecy. Wspiąłem się wyżej po twardym ciele Dominika, a już chwilę później mogliśmy bez problemu się połączyć.

Obaj pragnęliśmy tego aż za mocno. Chciał, abym patrzył tylko na niego i z pewnością będzie zabiegał o moją atencję. Nie był głupi, wiedział, czego pragnąłem i czego potrzebowałem, dawał mi to wszystko, a nawet więcej. Kochał się ze mną, a nie tylko pieprzył. Pozwalał odnaleźć bezpieczeństwo w swoich ramionach, uczynił zapach swojego ciała zapachem mojego domu, dźwięk swojego głosu dźwiękiem mojego szczęścia i rytm swojego serca rytmem mojego serca. Między sapnięciami szeptał wiele czułych słów, które scałowywałem z jego warg, jakby były wodą odnalezioną na środku pustyni.

Nie tylko on zakochiwał się we mnie coraz bardziej.

– Odnoszę wrażenie, że jesteś myślami gdzieś daleko – powiedział, wyrywając mnie z zamyślenia. Oderwałem wzrok od wzoru na przyśpieszenie, by spojrzeć w czekoladowe oczy Dominika, który czekał, aż zacznę tłumaczyć mu kolejny temat z fizyki.

Powinienem coś odpowiedzieć i wrócić do naszych korepetycji, zamiast tego przysunąłem się ponownie dzisiejszego dnia do warg młodszego chłopaka i skradłem z nich pocałunek. Odwzajemnił go i obdarował mnie szerokim uśmiechem. W takich chwilach ciężko było mi uwierzyć, że Dominik, który właśnie siedział obok, i Dominik, który prześladował mnie w szkole, to ten sam Dominik. Nie chciałem odrywać od niego wzroku, jednak zmusiłem się do tego, żeby ponownie spojrzeć na zeszyt z moimi starannymi notatkami, kiedy jeszcze przykładałem się do nauki. Nawet zatęskniłem za tamtym sobą.

TAKE ME TO BEDOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz