Gdy Dominik wpuszczał mnie do mieszkania, było już bardzo późno. Księżyc świecił wysoko na niebie, okalając srebrzystym blaskiem puste chodniki oraz place zabaw. Przyjemnie chłodny wiatr szumiał melodyjnie liśćmi, wprawiając je w radosny, nocny taniec. Chłopak przywitał mnie czułym pocałunkiem, a następnie zabrał reklamówkę ze słoiczkami z ogórkami oraz pudełkami z resztką skrzydełek z kurczaka, które zostały kupione również z myślą o nim. Korytarz był pogrążony w ciemności, w żadnym z pomieszczeń nie paliło się światło, nie licząc niewielkiej lampki w kuchni, więc mama Dominika musiała już spać. On również był gotowy do snu; miał na sobie luźne, materiałowe spodnie, które wyraźnie wysłużyły się przez lata użytkowania, do tego sięgały mu nad kostki, więc zdążył z nich wyrosnąć, natomiast klatka piersiowa pozostała odsłonięta, pozwalając mi podziwiać każdy mięsień na jego brzuchu. Zapragnąłem kolejny raz przesunąć po nich palcami, aby zbadać każdą wypukłość i zagłębienie w ciele Dominika.
Tak naprawdę poznawaliśmy się od dwóch dni i wciąż był dla mnie ogromną tajemnicą. Miałem dziesiątki pytań, które z pewnością bym zadał, gdybyśmy byli sobie bliżsi lub jakbym był bardziej bezczelny. Mimo tego, że wciąż pozostawaliśmy dla siebie prawie obcymi ludźmi, czułem się przy nim, jakbym znał go od zawsze. Nie wiedziałem o nim nic, jednocześnie czując, że byłbym w stanie całkowicie mu zaufać. Moje niedorzeczne uczucia do tego chłopaka odbierały mi zdrowy rozsądek, więc powinienem pozbyć się ich jeszcze zanim zaczęły zapuszczać korzenie. Teraz chyba było już na to za późno, pozwoliłem Dominik podlewać łączącą nas relację i bliżej jej było do rozkwitu, niż do uschnięcia.
– Nie powinieneś chodzić sam o takiej godzinie. Dlaczego nie zadzwoniłeś, żebym po ciebie wyszedł? – wyszeptał, odchodząc od lodówki, a jego dłoń od razu ułożyła się na moim policzku, kiedy wrócił do całowania mnie. Robiliśmy to zdecydowanie zbyt często, chociaż jednym z moich odrzuconych warunków był brak tej pieszczoty.
– Mama mnie przywiozła samochodem – odpowiedziałem, pozwalając prowadzić się w głąb mieszkania, prosto do pokoju Dominika. – Nie puściłaby mnie samego autobusem o tej porze.
– Słusznie. Pogodziliście się?
– Tak.
– Cieszę się – wyznał. – Nie chcę, żebyś był smutny.
– Cały czas próbuję być szczęśliwy, to świat mnie nienawidzi i mi to utrudnia.
– Ja cię nie nienawidzę – szepnął.
– Wiem – odpowiedziałem. Jeśli on podlewał nasze uczucia, ja musiałem być słońcem, dla którego chciały zakwitnąć. – Chodźmy spać, jestem bardzo zmęczony.
Brwi Dominika uniosły się wysoko, chowając pod ciemną grzywką, gdy odsunął się trochę, jakby chciał mnie lepiej widzieć. Parsknąłem śmiechem, od razu zasłaniając usta dłonią, aby powstrzymać się od wydawania głośnych dźwięków, co było trudne, kiedy chłopak zachowywał się w tak zabawny sposób.
– Bez seksu? – zapytał z niedowierzaniem, ignorując moją złośliwą reakcję na jego zaskoczenie.
Uśmiech zastygnął na mojej twarzy.
– Chyba... Ja... – zacząłem, uświadamiając sobie, że wyniszczający mnie od środka wiecznie nienasycony głód tej nocy był trochę mniej nieznośny. – A ty chcesz?
– Bo... – również urwał, ewidentnie będąc onieśmielonym. Nigdy bym nie pomyślał, że będę działał w ten sposób na chłopaka, który w szkole zgrywał tak pewnego siebie i sam wielokrotnie wprawiał mnie w zakłopotanie. – Bo pomyślałem, że chciałbym spróbować tego, o czym rozmawialiśmy u ciebie. Nawet się przygotowałem.
CZYTASZ
TAKE ME TO BED
Romance『zaĸończone, вoy х вoy』 Gabriel jest seksoholikiem i, wypierając istnienie problemu, próbuje być szczęśliwy w nienawidzącym go świecie. '𝘞𝘦 𝘸𝘦𝘳𝘦 𝘣𝘰𝘳𝘯 𝘴𝘪𝘤𝘬, 𝘺𝘰𝘶 𝘩𝘦𝘢𝘳𝘥 𝘵𝘩𝘦𝘮 𝘴𝘢𝘺 𝘪𝘵' - 𝖧𝗈𝗓𝗂𝖾𝗋 '𝖳𝖺𝗄𝖾 𝗆𝖾 𝗍𝗈 𝖼𝗁...
