Wychowawca nie był przychylny temu, by przymknąć oko na moje piłowanie paznokci na lekcji polskiego. Musiałem ze spuszczoną głową wysłuchać jego kazania, myśląc jedynie o tym, jak rodzice zareagują na uwagę o takiej treści. Cieszyłem się, że nie zamierzałem wracać do domu, więc nie zostanę obdarowany tekstami ojca na temat manicure'u, makijażu i chodzeniu w sukienkach.
Kiedy wróciłem pod salę, przy drzwiach czekał na mnie Maks, który musiał spodziewać się, że powrócę na miejsce zbrodni jak każdy winny.
– I co? – zapytał, kiedy przewróciłem oczami, zatrzymując się tuż przed nim. – Aż tak źle?
– Kazał mi zostać po lekcjach i uprzątnąć salę z materiałami dodatkowymi – odpowiedziałem.
– O Boże, to ta sala, w której powiesił się tamten uczeń – powiedział, zasłaniając usta w teatralny sposób. Przytoczona przez niego historyjka o mitycznym wisielcu służyła głównie straszeniu pierwszoklasistów. – Ponoć jego duch nadal się w niej pojawia i zabija niegrzecznych uczniów zostających po zajęciach.
– Jeszcze jedno słowo, a sam cię tam powieszę – mruknąłem, a Maks zaczął się śmiać, uginając nogi w kolanach, by zrównać się ze mną wzrostem.
– O ile dosięgniesz do mojej szyi, kurduplu – dodał, więc spróbowałem uderzyć go w jego pusty łeb. Oczywiście właśnie tego się po mnie spodziewał i zrobił unik, uśmiechając się zwycięsko.
Mimo wszystkich złośliwości, którymi wymienialiśmy się czule, uwielbiałem tego człowieka. Był dobrym przyjacielem: wiernym i oddanym. Zawsze mogłem na niego liczyć i starałem się, aby i on miał we mnie oparcie. Chociaż nasza przyjaźń w większości polegała na wspólnym wygłupianiu się i dogryzaniu sobie nawzajem, nie uciekaliśmy, gdy robiło się ciężko, znajdując w sobie oparcie absolutnie zawsze. Wiedziałem, że jeśli kiedykolwiek zabiłbym człowieka i potrzebowałbym ukryć ciało, to mój przyjaciel od razu by mi w tym pomógł, nie zadając zbędnych pytań.
Podobnie było właśnie w tym przypadku, kiedy staliśmy ramię w ramię w progu sali z materiałami dodatkowymi, badając spojrzeniami liczne mapy, gigantyczne linijki, ekierki i cyrkle oraz jakieś zakurzone słowniki, o których istnieniu nie pamiętali nawet najstarsi nauczyciele, którzy w dzieciństwie bawili się z dinozaurami. Moje wargi rozchyliły się, a nos Maksa zmarszczył, gdy doleciały do niego pyłki kurzu wirujące w powietrzu.
– Przypomnij mi, co my mamy tutaj zrobić? – dopytał, wchodząc jako pierwszy do środka.
– Posprzątać, Maks. Posprzątać... – westchnąłem i obejrzałem się na wiaderko, mopa i miotłę, które przynieśliśmy ze sobą. – Obawiam się, że nie mamy wystarczająco amunicji.
– Tak, przyda się jeszcze miska z wodą, ścierka lub gąbka, a najlepiej ekipa sprzątająca.
– Masz namiary do jakiejś?
– Myślisz, że by przeszło? – zapytał, wyciągając z kieszeni telefon, jakby naprawdę chciał zatrudnić kogoś do wykonania mojej kary. – Może nauczyciele się nie...
– Żartowałem przecież, głupku! – zawołałem, widząc, że przyjaciel już wpisał w przeglądarkę internetową odpowiednią frazę, aby zdobyć namiary do firmy świadczącej usługi sprzątające.
– Ja przecież też – odpowiedział, chociaż miałem wątpliwości co do szczerości tej deklaracji. Maks wsunął telefon do tylnej kieszeni spodni, ale bardzo szybko wyciągnąłem go z powrotem i odblokowałem pinem, który podpatrzyłem już wiele miesięcy temu, a przyjaciel, doskonale o tym wiedząc, celowo go nie zmienił. – Co robisz?
– Nie możemy zatrudnić ekipy sprzątającej, ale możemy włączyć muzykę – powiedziałem, uśmiechając się do niego.
– Przyznaj, że to był pretekst, by zmacać mój tyłek – mruknął, poruszając w zabawny sposób brwiami.
CZYTASZ
TAKE ME TO BED
Romansa『zaĸończone, вoy х вoy』 Gabriel jest seksoholikiem i, wypierając istnienie problemu, próbuje być szczęśliwy w nienawidzącym go świecie. '𝘞𝘦 𝘸𝘦𝘳𝘦 𝘣𝘰𝘳𝘯 𝘴𝘪𝘤𝘬, 𝘺𝘰𝘶 𝘩𝘦𝘢𝘳𝘥 𝘵𝘩𝘦𝘮 𝘴𝘢𝘺 𝘪𝘵' - 𝖧𝗈𝗓𝗂𝖾𝗋 '𝖳𝖺𝗄𝖾 𝗆𝖾 𝗍𝗈 𝖼𝗁...
