39 | bez emocji

2.1K 251 103
                                        

Wpatrywałem się prosto w ciemne oczy Dominika, zastanawiając się, czy się nie przesłyszałem. Moje dłonie wciąż pozwalały sobie spoczywać na jego umięśnionym brzuchu, badając opuszkami każdą wypukłość, a oddech drżał, gdy mieszał się w niewielkiej przestrzeni między nami.

Nie mogłem uwierzyć, że na prawdę się zgodził. Przecież się nienawidziliśmy, przecież wylał mi na twarz proteinowy napój, nasikał na ręce i regularnie wyzywał od pedałów. Takie osoby raczej nie chcą uprawiać gejowskiego seksu, w końcu był homofobicznym dupkiem i moim oprawcą. Ja też nie powinienem chcieć uprawiać seksu z nim, więc dlaczego tak bardzo mnie pociągał?

Najwidoczniej Maks miał rację, zarzucając, że mój wzrok zbyt często podążał za Dominikiem. Oglądałem się za nim na przerwach, patrzyłem na niego, całując się z byłym przyjacielem, a nawet wyszeptałem jego imię podczas orgazmu. Był czymś niedostępnym, pozornie czymś nie do zdobycia, jednocześnie momentami pozwalając mi się zbliżyć i odsłaniając czułe punkty. Teraz znałem jego tajemnicę, której wyjawienie mogło mu zrujnować życie towarzyskie w szkole pełnej zakochanych w sobie i portfelach rodziców snobów. Takich tajemnic nie zdradza się osobie, której się nienawidzi, więc albo był idiotą, albo również coś go do mnie przyciągało.

To wszystko przynajmniej częściowo wyjaśniało moje zachowanie, jednak wciąż nie wiedziałem, czym mógłbym wytłumaczyć fakt, że Dominik się zgodził.

– Umm... – mruknąłem, stopując galopujące myśli, kiedy chłopak nagle pochylił się nade mną, przez co odchyliłem się tak mocno, iż musiałem przytrzymać się umywalki, aby nie stracić równowagi. Uśmiechnął się do mnie, sięgając do malutkiej półki pod lustrem, aby ściągnąć z niej białą buteleczkę, opakowanie plasterków i wacik, wyciągnięty z szeleszczącego opakowania. Uniosłem brwi, nie ukrywając mojego zaskoczenia. – Po co... – zacząłem, ale wszedł mi w słowo.

– Krwawisz – wyjaśnił, sięgając do mojego lewego przedramienia, aby pokazać mi trzy podłużne zadrapania, z których rzeczywiście sączyła się krew. – Lepiej, żeby nie wdało się zakażenie.

– Umm – odmruknąłem, jakbym zapomniał, jak używa się normalnych słów, co rozbawiło Dominika, który zaczął oczyszczać niewielkie rany.

Jego dotyk był naprawdę bardzo delikatny, a nawet podmuchał na zadrapanie, kiedy mimowolnie syknąłem z bólu. Przez adrenalinę oraz strach nawet nie zwracałem uwagi na zranienie, które powstało, gdy przeciskałem się między siatką, ale teraz wszystkie emocje powoli opadały, pozwalając mi w końcu poczuć się bezpiecznie. To było takie paradoksalne, ponieważ dom Dominika powinien być dla mnie ostatnim miejscem, w którym mógłbym zaznać spokoju. Jednak coś w jego subtelnym dotyku, w spojrzeniu przepełnionym troską i w czułym uśmiechu, który pojawiał się na jego ustach za każdym razem, kiedy nawiązywaliśmy kontakt wzrokowy, sprawiało, że naprawdę czułem się, jakby zło nie mogło dosięgnąć mnie, gdy był obok.

Może po prostu byłem mu wdzięczny za pomoc.

– Powiesz mi, co się stało? – dopytał, kończąc przyklejać mi plaster.

Uciekłem spojrzeniem, wbijając je w ścianę pokrytą błękitnymi płytkami, dostrzegając na niektórych delikatne pęknięcia.

Nie zamierzałem odpowiadać, nie zamierzałem przyznawać się, iż umówiłem się na seks z nieznajomym z internetu. Jak mógłbym nie spalić się ze wstydu, jeśli młodszy chłopak dowiedziałby się, jak naiwny i nieodpowiedzialny byłem?

Na szczęście Dominik wyczuł, że nie mam ochoty o tym rozmawiać, i nie drążył tematu, odkładając środek odkażający, a następnie uśmiechnął się zachęcająco i wyszedł z łazienki. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i odwróciłem się przodem do lustra, aby spojrzeć na moje tragiczne odbicie.

TAKE ME TO BEDOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz