Bus zatrzymał się na parkingu pod Pałacem Kultury i Nauki i wypuścił na zewnątrz pasażerów spragnionych wolności. Na zewnątrz kręciło się sporo osób, które pośpiesznie dokądś zmierzały, ulice były pełne samochodów i tramwajów, a wszystko to otaczały wysokie szklane wieżowce. Wśród nieznajomych dostrzegłem chłopaka, który machał do mnie z oddali, więc z uśmiechem na ustach zacząłem biec w jego stronę.
– Kamil! – zawołałem radośnie, rzucając się mu w ramiona. Poczułem znajome ciepło oraz delikatny zapach skóry ukochanego.
– Cześć, kochanie – przywitał się, składając motyle pocałunki na moim czole oraz policzkach. Nie potrafiłem przestać uśmiechać się jak idiota, kiedy nasze wargi w końcu się odnalazły, pozwalając nam połączyć się w czuły, ale subtelny sposób, by nie przyciągać zbyt wiele niechcianych spojrzeń. – Jak minęła ci droga? – zapytał, gdy odsunęliśmy się od siebie.
– Dobrze, przespałem większość – odpowiedziałem, pozwalając Kamilowi wziąć mój plecak i przewiesić go przez ramię. Wciąż nie dowierzałem, że jestem właśnie w Warszawie razem z ukochanym.
– Jesteś głodny? – Sięgnął do mojej dłoni, by spleść nasze palce, i obdarzył mnie jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
– Zjadłbym coś.
– Ugotuję nam późne śniadanie, zjemy razem – zaproponował. – Masz ochotę na coś konkretnego?
– Chyba nie – odpowiedziałem. – Zjadłbym wszystko.
Kamil roześmiał się, a moje serce otuliło ciepło.
Znowu czułem się, jakbym był na swoim miejscu we wszechświecie i nie potrzebował już niczego więcej.
Srebrny hyundai czekał na nas zaparkowany dość spory kawałek od miejsca mojej wysiadki, ale nie narzekałem na to. Nie, kiedy miałem Kamila przy boku. Chłopak otworzył mi drzwi, za co mu podziękowałem, następnie położył mój plecak na tylnym siedzeniu i usiadł za kierownicą, spoglądając na mnie ze słodkim uśmiechem. Pochyliłem się, przysuwając do ukochanego, aby móc go pocałować. Tym razem nasze języki od razu spotkały się w złączonych ustach, nie bacząc na to, że ktoś mógł nas zobaczyć w środku pojazdu. Całowaliśmy się z utęsknieniem, przepełnieni szczęściem, że w końcu udało nam się spotkać.
– Kocham cię – szepnąłem w zaczerwienione i wilgotne od śliny wargi Kamila.
– Ja ciebie też – odpowiedział od razu, zasysając się na moich ustach po raz ostatni, nim opadliśmy z powrotem na nasze fotele. – Tak się cieszę, że jesteś tutaj. Bardzo za tobą tęskniłem.
Chłopak zapiął pas i odpalił silnik. Nie potrafiłem oderwać od niego spojrzenia przez całą podróż do mieszkania, w którym wynajmował pokój. Nie potrafiłem przestać podziwiać jego twarzy, gładkich policzków, zielonych oczu oraz brązowych kosmyków. Przyglądałem się jego dużym dłoniom o długich palcach, które ślizgały się po kierownicy i zmieniały biegi, oraz chudym udom, na których wystukiwał rytm piosenki z radia, gdy staliśmy na czerwonym świetle lub w niewielkich korkach, które tworzyły się przy wyjeździe z centrum.
Osiedle, na którym mieszkał, wyglądało naprawdę przyzwoicie. Wysokie bloki wbijały się w błękitne niebo, dookoła było sporo zieleni oraz plac zabaw dla dzieci. Po drugiej stronie znajdowała się Żabka, gdzie można było zaopatrzyć się w razie nagłej potrzeby. Nie umknęło jednak mojej uwadze, że Kamil nie złapał mnie za rękę, gdy szliśmy chodnikiem do odpowiedniej klatki, jakby się bał, że ktoś nas zobaczy i dowie się, iż ma chłopaka.
Przemilczałem to.
– W mieszkaniu jest jeden z moich współlokatorów, zapewne jeszcze śpi – wyjaśnił, kiedy wchodziliśmy do windy, by wjechać na piąte piętro.
CZYTASZ
TAKE ME TO BED
Romansa『zaĸończone, вoy х вoy』 Gabriel jest seksoholikiem i, wypierając istnienie problemu, próbuje być szczęśliwy w nienawidzącym go świecie. '𝘞𝘦 𝘸𝘦𝘳𝘦 𝘣𝘰𝘳𝘯 𝘴𝘪𝘤𝘬, 𝘺𝘰𝘶 𝘩𝘦𝘢𝘳𝘥 𝘵𝘩𝘦𝘮 𝘴𝘢𝘺 𝘪𝘵' - 𝖧𝗈𝗓𝗂𝖾𝗋 '𝖳𝖺𝗄𝖾 𝗆𝖾 𝗍𝗈 𝖼𝗁...
