9.Strike.

1.7K 37 23
                                        

Siedziałam właśnie pod salą, w której miała się odbyć obiecana przez Wilsona koza. Nie widziałam Connora po tym całym incydencie, więc prawdopodobnie będę siedziała tu sama z jakimiś nieznanymi mi uczniami.

Madeline: wszystko okej?

Napisałam szybkiego esemesa jednak szczerze, nawet nie liczyłam na to, że mi odpiszę. Pewno sam Ethan nie był w stanie go uspokoić, dlatego Cheney mógł być teraz wszędzie i nie chcieć z nikim rozmawiać.

Ku mojemu zdziwieniu szybko dostałam wiadomość zwrotną.

Connor: to była tylko bójka barkley, nie panikuj
Madeline: prawie go tam zabiłeś, to nie była tylko bójka
Connor: dostał to na co zasłużył

Przewróciłam oczami, blokując telefon i zaraz po tym profesor Wilson podszedł do drzwi i wpuścił mnie wraz z resztą uczniów do środka.

Zajęłam miejsce w ostatniej ławce pod oknem i rzuciłam plecakiem na jej blat.

— Koza trwa dzisiaj dwie godziny, chyba, że jakiś odważniak postanowi podyskutować, to posiedzimy tu do jutra — odezwał się Wilson i wstał z koszyczkiem po czym ruszył w stronę ławek. — Zajmiecie się czymś innym, niż telefony. Zero gadania, śmiania się i kontaktu fizycznego. Wtopcie wzrok w książki i bez żadnego kombinowania.

Wrzuciłam telefon do koszyka, który spoczywał w rękach profesora i wyjęłam zeszyt od matematyki, by zająć sobie czymś czas.

-

Leżałam właśnie z Ethanem na moim łóżku, oglądając jakieś totalne głupoty na telewizorze.

— Masz papierosy? — zapytał, a ja pokiwałam twierdząco głową i wyjęłam paczkę z kieszeni bluzy, którą rzuciłam na ramę łóżka. — Dzięki.

Wstał do otwartego na oścież okna i odpalił używkę. Miałam duży parapet, wiec na spokojnie mógł sobie tam usiąść i oglądać z tamtego miejsca telewizje.

— Co z Connorem? — wypaliłam. Męczyło mnie to. Wiedziałam, że brunet po tym wszystkim nie pogłaska Jaydena po główce, jednak ten musiał na prawdę wyprowadzić go z równowagi, że aż w takim stopniu przestał się kontrolować.

— Nie był do opanowania, więc nie wyciągnąłem od niego narazie nic oprócz tego, że bił go z nadzieją, że go zabije — wzruszył ramionami po czym zapytał. — Martwisz się o niego?

— Co?! Nie, Ethan. Po prostu nie widziałam go jeszcze, aż tak zdenerwowanego — powiedziałam od razu, ale sama nie byłam w stanie odpowiedzieć mu, dlaczego aż tak się przejmowałam.

— Martwisz się o niego — zaśmiał się, a ja prychnęłam co ten skwitował uśmiechem i dodał. — Będziesz miała jeszcze mnóstwo okazji zobaczyć go w takim stanie. Życie z nim tak wygląda. Jest jak emocjonalna karuzela.

— Nathan powiedział mi ostatnio, że jesteśmy do siebie podobni —powiedziałam ze śmiechem, bo dla mnie wydawało się to absurdalne. — Ja nie jestem głodna śmierci co drugiej osoby na ziemi.

— On też nie, Madeline. Po prostu broni siebie i swoich. Zawsze grał bohatera, który chroni tego na czym mu zależy — odpowiedział i kontynuował. — I też dostrzegam podobieństwo. Nie jakieś kolosalne, ale naprawdę czasem zastanawiam się czy nie jesteście z jednej matki.

Nie czułam się podobna do bruneta. Nawet nie porównywałam się do niego. Wiem jedynie, że faktycznie dba o swoje i pod grubą warstwą zimnego i złego chłopaka, kryje się jakiś stopień dobroci.

ImperfectionOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz