4.Godzina dziewiętnasta.

1.8K 44 9
                                        

Obudziło mnie nieprzyjemne uczucie drapania w gardle, które drażniło mnie z minuty na minutę coraz bardziej.

Podniosłam się i czując w głowie mocne pulsowanie, skrzywiłam się. Niestety tak działał na mnie alkohol. Nie musiałam wypić dużo, żeby mieć kaca.

Wzięłam z szafki obok wodę i spragniona, ciurkiem wypiłam jej końcówkę.

Wstałam z łóżka i odrazu podreptałam do łazienki, w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych.

Podeszłam do umywalki, aby umyć twarz i gdy spojrzałam w lustro, nie byłam zbyt zdziwiona swoim kaleczącym oczy wyglądem. Rozmazany makijaż oraz podpuchnięte powieki nie komponowały się za dobrze, a moje włosy, które sterczały w każdą możliwą stronę stały się wisienką na torcie mojego koszmarnego wyglądu. Wyglądałam jakbym była bliska śmierci.

Zmyłam resztki makijażu i pochlapałam twarz zimną wodą z nadzieją, że trochę mnie ona rozbudzi. Związałam włosy w kucyka po czym wzięłam szczoteczkę, nakładając na nią pastę w celu umycia zębów, aby jak najszybciej pozbyć się nieprzyjemnego uczucia kapcia w buzi.

Wróciłam z powrotem do pokoju i otworzyłam okno z racji, że zrobiło się tam przez noc strasznie duszno i zapach, który przyniosłam ze sobą z imprezy u Cheney'a, męczył moje nozdrza.

Wróciłam na łóżko i spod poduszki szybkim ruchem wyciągnęłam telefon.

Miałam parę nieodebranych połączeń od Ethana oraz kilka nieodczytanych esemesów.

Numer nieznany: kurwa jaka ty jesteś uparta i lekkomyślna
Numer nieznany: dotarłaś chociaż do domu?
Numer nieznany: powiedz że dotarłaś bo twój chłopak się zamartwia.

Przewróciłam oczami na treść ostatniego esemesa.

To, że Connor ustalił wczoraj, że odwiezie mnie do domu pamiętałam tak samo dobrze jak to, że wcale nie przystałam na jego propozycję. Nie czułam żadnej potrzeby spowiadania mu się z tego.

Madeline: nie wiem jak ale dotarłam

Taka była prawda. Średnio pamietam jak się dostałam do domu. Jedyne co sobie przypominam to moje ciche wchodzenie po schodach.

Zapisałam numer Connora i przeszłam do wiadomości od Ethana.

Ethan: przepraszam
Ethan: maddy powiedz mi że żyjesz
Ethan: cholera wyklinam to że tyle wypiłem
Ethan: zero alkoholu do końca moich dni
Madeline: żyję wyluzuj

Jemu również odpisałam i rzuciłam telefonem na łóżko. Suszyło mnie, jednak nie paliło mi się zbytnio zejść na dół po wodę. Szczerze, naprawdę wolałabym uniknąć pytań od mamy dotyczących wczorajszego wieczoru.

Po kilkunastominutowym leżeniu i męczeniu się z coraz większym pragnieniem, zdecydowałam się zejść na dół.

Na parterze było o dziwo dość cicho. Na blacie w kuchni zobaczyłam kartkę zostawioną przez moją mamę, na której napisane było, że musiała jechać pilnie na jakieś spotkanie z pracy i że będzie wieczorem.

Przewróciłam oczami na ostatnie zdanie na kartce, które informowało mnie gdzie są przeciwbólowe. Od niechcenia otworzyłam szafkę nad mikrofalą, wyjmując z niej listek tabletek. Wypchnęłam jedną i od razu połknęłam, przepijając ją wodą mineralną

Z każdym zamknięciem oczu nadal miałam helikopter. Wolałam odpuścić sobie póki co jedzenie, mając świadomość, że chwilę później i tak może skończyć w toalecie, co mijałoby się z celem.

ImperfectionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz