2.Króliczek Playboya.

2.3K 43 28
                                        

Siedziałam właśnie w kuchni, kręcąc się na stołku barowym, w tym samym momencie wsuwając do buzi łyżkę złocistych, kukurydzianych płatków z mlekiem.

Za lekko ponad pół godziny zaczynały mi się zajęcia, a z racji że to mój pierwszy dzień w szkole wolałam być trochę wcześniej.

Musiałam wychodzić za około pięć minut, bo nie dosyć, że szłam na pieszo, to jeszcze musiałam wspomagać się nawigacją, co w połączeniu z moją niesłychanie beznadziejną orientacją w terenie, mogło pójść zupełnie nie po mojej myśli.

Mój telefon zawibrował i na wyswietlaczu pokazała mi się przychodząca wiadomość od Ethana.

Ethan: za 10 minut przed domem
Ethan: jak się spóźnisz to jade bez ciebie

Przewróciłam oczami, ale mimowolnie odetchnęłam w duchu z ulgą. Nie widziała mi się samotna podróż do szkoły z brakiem jakiejkolwiek wiedzy na temat tutejszych ulic i budynków, więc fakt, że zaoferował mi wspólną podróż, w jakimś stopniu mnie uspokoił.

Wróciłam na górę do pokoju po plecak, rzucając ostatni raz wzrokiem na pokój, w celu upewnienia się czy wszystko wzięłam.

Pokój zostawiłam w takim stanie jak co ranek. Niepościelone łóżko, rozrzucone ubrania po całym pokoju i zawalona przez kosmetyki i biżuterię toaletka, która wręcz błagała o posprzątanie, tworzyły w pomieszczeniu istny harmider. Lubiłam mieć porządek, jednak niespecjalnie umiałam go utrzymać. Żeby mieć chociaż przez tydzień perfekcyjnie czysto w pokoju, musiałabym codziennie składać ciuchy. A akurat tej czynności nienawidziłam wykonywać.

Stanęłam na przeciwko lustra, poprawiając złoty łańcuszek, którego wisiorek pod wpływem moich wcześniejszych ruchów, przesunął się na prawy bok mojej szyi. Opuściłam go na biały top bandeau. Na nogach natomiast miałam jasne, szersze jeansy, przez których szlufki, przeciągnęłam biały pasek do spodni ze złotą klamrą, żebym nie musiała ich co chwilę podciągać.

Psiknęłam się ostatni raz perfumami po czym zaczesując włosy do tyłu, wyszłam z pokoju i zeszłam po schodach, pogwizdując sobie pod nosem.

— Miłego dnia, Madeline. Muszę lecieć, bo i tak jestem już spóźniona — powiedziała i podbiegła do mnie stukając swoimi wysokimi obcasami po czym pocałowała mnie w policzek. — Daj potem znać jak minął ci pierwszy dzień. I wiem, że to może być dla ciebie trudne, ale unikaj możliwych awantur.

Przewróciłam oczami na słowa kobiety, jednak nie chcąc zaczynać tego dnia sprzeczką, twierdząco kiwnęłam głową.

Robin miała na sobie białą, idealnie wyprasowaną koszulę, która nigdy nie miała na sobie żadnego zagięcia. Jej piękną, kobiecą figurę podkreślała przylegająca, czarna, kończąca się przed kolanami, ołówkowa spódniczka, w którą wciągnęła górę stroju. Zawsze ubierała się elegancko i schludnie. Oddałabym wszystko, żeby w jej wieku wyglądać dokładnie tak samo.

— Miłego dnia. Nie daj się pochłonąć pracy — odpowiedziałam jej z uśmiechem, po czym wsunęłam stopy w swoje air force.

Moja mama od zawsze bardzo dużo pracowała i często jej robota wymagała poświęcenia swojego  wolnego czasu. Teoretycznie robiła wszystko, żeby nie stawiać pracy ponad mnie. Praktycznie niezbyt jej to wychodziło, ze względu na masę obowiązków, które ciągnęła za sobą jej praca. Jednak starała się jako samotna matka i mimo, że była perfekcjonistką i wiele rzeczy jej nie pasowało, nie byłam w stanie powiedzieć, że jest złą mamą.

Zarzuciłam na ramię plecak, omiatając wzrokiem swoje odbicie w lustrze, by upewnić się czy napewno nikt nie zwymiotuje na mój widok, po czym wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi.

ImperfectionOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz