- Mówił prawde. Telefon, z którego dostał zlecenie to pusty numer na karte. Nie da się go zlokalizować. Jest wyłączony. - oznajmił Dimitri punktualnie przybywając na miejsce.
- Może spróbujmy. - zaproponowałam, siedząc jak na szpilkach w wielkim i wygodnym fotelu na tarasie w domu mojego chłopaka.
- To tylko strata czasu. - Rodion rzucił mi krótkie spojrzenie kątem oka.
- On ma racje. Nie mamy nawet zdjęć, żeby udowodnić im, że ten kretyn wykonał zlecenie.
- To je sfałszujmy.
- Przez dwa lata regularnie chodziłaś z nim do łóżka. Myślisz, że zapomniał jak wygląda twoje ciało albo jaką bieliznę lubisz nosić? - syknął, krzywiąc się z zazdrości, a ręce ukrył w kieszeniach żebym nie zauważyła jak zaciska pięści. - Zorientują się.
- To dajmy im prawdziwe zdjęcia. - rzuciłam, zrywając się na równe nogi.
- Ty naprawde myślisz, że oni potrzebują tych zdjęć do szantażu? - czarnowłosy wysyczał przez zęby, wbijając we mnie lodowaty wzrok. Wkurwił się.
- Tak, w końcu chcą mnie uciszyć.
- Wrzucą je na pierwszą lepszą stronkę dla zboków, żeby się rozeszły, a gdy sprawa wypłynie obarczą cię całą winą przez co dla ludzi w mieście będziesz zachłanną dziwką. Znienawidzą cię.- wytłumaczył dosadnie gotując się w środku.
- Tylko im pomożesz. Będziesz kozłem ofiarnym i skupisz na sobie uwagę prasy. Zaczną wypisywać bzdury, że go uwiodłaś, a gdy cię odtrącił to chcesz zniszczyć jego małżeństwo. - dodał znacznie spokojniej jego przyjaciel.
- To jak udowodnimy, że to oni? - zrezygnowana wróciłam na swoje miejsce, podpierając podbródek na zgiętej ręce. Intensywnie poszukiwałam innego rozwiązania, ale nie mogłam wymyśleć niczego sensownego.
- Musimy znaleźć osobę, która zadzwoniła.
- Myślałam, że to Aleksiej albo jego matka zdzwonili.
- To idioci, ale nie aż tacy. - odparł Dimitri.
- Ktoś zrobił to za nich, ale mógł zostawić dowody jako ubezpieczanie.
- Ubezpieczenie? - uniosłam brew, nie rozumiejąc jak to określenie ma się do całej sytuacji.
- Jeśli będą próbowali się go pozbyć to pociągnie ich na dno.
- To mógł być przypadek, ale powinniśmy prześwietlić twój najbliższy krąg.
- Co?!
- Mogli zbliżyć się do twoich przyjaciół, zaszantażować ich.
- Wy chyba nie mówicie poważnie?! - zmierzyłam ich zaszokowany spojrzeniem. To brzmiało niedorzecznie. To nie mogli być oni. - Oni go nienawidzą!
- Od dwóch lat ich unikałaś.
- Chyba nie myślisz, że ktoś z nich się z nim zaprzyjaźnił?! Traktował ich jak gówno! - musiałam stanąć w ich obronie. Oni zrobili by dla mnie to samo. Nie wierzyłam, że byliby w stanie się ode mnie odwrócić dla kogoś takiego jak on.
- Rosa.
- Zwariowaliście! - wrzasnęłam, pokazując po kolei na nich palcem, a potem złapał się za głowe. Mam dość ich popieprzonych kombinacji. - Obydwoje zwariowaliście!
- To nie będzie przyjemne, ale musisz nam o nich opowiedzieć. - wysunął dłonie z kieszeni splątując je na torsie. - Wszystko. - dodał z naciskiem.
- Nie przypominam sobie, żebym zgadzała się na inwigilowanie moich przyjaciół! Nie zamierzam brać w tym udziału, bo to nie mógł być żaden z nich! Mam tego dość! Ide do domu! - wyrzuciłam mu prosto w twarz, a potem skierowałam się do wnętrza.
- Poczekaj tu. - mruknął cicho do kolegi.
- Pomyśl przez chwile. - syknął, łapiąc mnie za ramie. Zatrzymałam się w półkroku, ale nie po to żeby się nad tym zastanowić. Napięcie się odwróciłam, patrząc na niego z rozczarowaniem.
- Popieprzyło cie?! - moje oczy zaszkliły się od łez. - Oni tacy nie są! I ja też!
- Wiem, że to trudne ale nie powinnaś im bezgranicznie ufać.
- A komu?! Tobie?! - wrzasnęłam pod wpływem emocji, nie mogąc ugryźć się w język. Chłopak zrezygnowany cofnął dłoń, a jego wzrok zmienił się w nicość. Przerażającą pustkę.
- Rodion! - krzyknęłam, obejmując go w pasie i desperacko przytulając się do jego pleców. Nie chciałam tego zrobić. Przylepić mu łatkę potwora. Powinnam ugryźć się w język.
- Ktoś cię odwiezie. - rzucił bez emocji, podnosząc cierpko kącik ust. Ściągnął moje dłonie, ale uparcie znowu go nimi objęłam.
- Przepraszam! Nie o to mi chodziło...
- Dokładnie o to. - syknął dobitnie.
Może i był potworem, ale robił wszystko żeby nikt jej nie skrzywdził w tym on sam.
- Odwieź ją. - poprosił cicho do mężczyzny, który bezszelestnie pojawił się za nami. Kiwnęłam w zaprzeczeniu głową, ale on uwolnił się z uścisku i dał znak mężczyźnie, żeby mnie zabrał.
- Nie!
- Przyjade do ciebie jutro. - poinformował mnie sucho, wracając do Dimitria. Chciałam do nich pójść, ale mężczyzna zaczął używać siły. Wyprowadził mnie z domu i wsadził w samochodów, w którym czekał kolejny gdybym zamierzała się rzucać.
- Wypuście mnie. - zwróciłam się do jednego z nich, ale on zamiast tego wcisnął mi na kolana torebkę. Drżącymi rękami wyciągnęłam telefon próbując dodzwonić się do ich szefa. Może on przemówi im do rozsądku i pozwoli mi wrócić.
BIP... BIP...
- Powiedz mu, że ma odebrać! - wrzasnęłam na człowieka, który wykonywał tylko polecenia. Próbowałam kilkanaście pieprzonych razy. Nieustannie do niego dzwoniłam.
Abonent, do którego dzwonisz jest tymczasowo niedostępny...
- Prosze. - wydusiłam, dławiąc się łzami. Przycisnęłam palce do ust, żeby się przy nich nie rozpłakać. Przecież go przeprosiłam, dlaczego każe odwieść mnie do domu?
- Jesteśmy na miejscu. - oznajmił jeden z nich, gdy już się poddałam. Leżałam wyczerpana z wilgotną od łez twarzą. Sztywno kiwnęłam głową idąc im na rękę. Wytoczyłam się z samochodu i cierpkim krokiem powłóczyłam do drzwi. Mężczyzna odeskortował mnie do mieszkania, a potem wrócił do siebie. Zostawił samą w tym wielkim i pustym mieszkaniu. Zatrzasnęłam zamek, suwając się na kolana. Otworzyłam torebkę, wygrzebując z niej telefon.
Abonent, do którego dzwonisz jest tymczasowo niedostępny...
- Przepraszam. - szepnęłam, zamykając boleśnie oczy. Przysunęłam kolana do klatki piersiowej ciasno oplątując się ramiona. - Przepraszam, przepraszam... Przepraszam.
CZYTASZ
LAZAROV [18+] TOM I ZAKOŃCZONE
RomanceBo gdy jeden dupek złamie ci serce na jego miejscu pojawi się drugi i wszystko naprawi.