Resztę świąt również spędzili razem. Miał to być czas, a przynajmniej próba, na połatanie złamanych serc. Rozmawiali wiele, często kończąc na płaczu albo kłótniach. Ale wydawało się, że było im to potrzebne. Że mogli wyrzucić to, co tyle tygodni i miesięcy w nich siedziało.
I działo się między nimi tak aż do Nowego Roku, gdy o północy Harry pozwolił się pocałować, licząc na nowy początek dla ich dwójki. Wierzył, że jaki Nowy Rok, taki cały rok, więc jeśli miało wiązać się z nadzieją na lepsze jutro? Liczył, że zaryzykowanie opłaci się mu.
Jednak zaraz po tym życie miało wrócić do normalności i zweryfikować ich słowa. Bańka mogła wtedy pęknąć, sprawdzając obietnice, których padło przecież tak wiele przez te dni.
Harry postawił wiele warunków, Louis zresztą też, ale te nie były aż tak znaczące. Musieli zacząć wszystko od nowa, niemal jak nieznajomi, którzy mieli zbudować relację od nowa. Chciał być pewnym, że Louis nie kłamał, że jego słowa nie miały służyć jakimś ukrytym celom. Dlatego nadal mieszkali osobno, a ich kontakty ograniczały się jak na razie do zdawkowych wiadomości z życzeniem miłego dnia czy dobrej nocy.
Zaznaczył zresztą, że póki sprawa morderstwa – teraz wydawało się, że już nawet podwójnego – nie zostanie zakończona, musieli mieć mocno wyznaczone między sobą granice, aby nie doprowadzić do skandalu. Dlatego też nie zawiesili rozprawy rozwodowej tak na wszelki wypadek, jakby jednak okazało się, ze ich starania nie wystarczyły.
Styles bowiem miał swoje zasady i nigdy nie chciał pozwolić na to, aby jego życie zawodowe mocno mieszało się z prywatnym. Wiedział, że mając męża adwokata nigdy nie wyeliminowałby tego do zera, ale naprawdę starał się być w tym wszystkim neutralny.
Mimo to, brunet czuł, że wstąpiły w niego nowe pokłady energii. Może było lepiej, kiedy czuł, że w jego sercu i na duszy ułożyło się tak wiele niewyjaśnionych i ciężkich spraw. Wysypiał się lepiej i nie wiedział czy była to sprawa tego, że znów miał Louisa przy sobie, ale nie chciał w to wnikać. Na to wszystko jeszcze chyba było za wcześnie. Po prostu cieszył się, że nie rozmyślał nad wszystkim, kiedy się kładł i że w końcu nie budził go byle głupi dźwięk.
Ale i tak dzięki temu wszystkiemu mógł wrócić dużo chętniej do swojej pracy. Nawet Liam zauważył, że wolne zrobiło mu dobrze, jednak Harry nie wdawał się w szczegóły. Wolał wierzyć, że Styles po prostu w końcu miał czas, aby się wyspać. Nie chciał opowiadać o tym, co zaszło. Wiedział, że to nie miałoby ani grama sensu.
Teraz musiał wrócić na swoje właściwe tory i na nowo zająć się sprawą. Przez ostatnie dni ledwo o niej myślał, bo jego myśli były przesłonięte czymś zupełnie innym. Nie rozmawiał o niej ani razu z Louisem, tworząc z tego tematu pewnego rodzaju tabu. Wydawało się im, że jeżeli zaczną choćby o tym wspominać, to mogło się to nie najlepiej skończyć.
Jednak Harry nie chciał myśleć o Louisie. I już nie chodziło o to, że chciał go unikać – bo może trochę chciał. Ale głównie chodziło o to musiał skupić się na sprawie. Nadal brakowało mu pewnych szczegółów, aby mógł złożyć oskarżenie.
Wszystko w jego ciele mówiło, że Amanda Martin była winną. Każdy dowód wydawał mu się ciągnąć w stronę kobiety. Bo na kogo innego? Miałaby motyw, w czasie morderstwa znajdowała się w tej samej lokalizacji co Brandon i niech go wszelkie złe siły wezmą za takie myślenie, ale wcale nie wydawała się być przejęta śmiercią Roberta, kiedy widział ja na ostatnim przesłuchaniu.
Brakowało mu jedynie dowodu, którym mógłby tezę. Ale wydawało się, że nikt ich nie widział; mieli świadków, którzy biegali wzdłuż rzeki, ale była noc, więc ich zeznania nie mogły być w stu procentach brane za pewnik. Monitoring poza lokalem nie istniał. Znaczy istniał, ale nie znaczy, że działał. Miał być co najwyżej straszakiem na potencjalnych złodziejaszków.
CZYTASZ
✓ | Taste of Evil
Fiksi PenggemarŻyciowa mądrość mówi, aby nie pracować w tym samym miejscu. I chyba było w tym coś prawdziwego, ponieważ Louis i Harry zajmowali się prawiem, lecz na sali sądowej mogli co najwyżej stanąć po dwóch przeciwnych stronach. Ten pierwszy nazywany był adw...
