VI."Czy ja jestem jakaś dziwna?"

356 36 1
                                        

Nagle ktoś mocno chwycił mnie od tyłu. Nim zdążyłam zadać cios, żeby się obronić ten ktoś już mnie odciągał od tłumu.

- Zostaw mnie! Puść mnie! - krzyczałam.

- Nie szamotaj się tak. Chyba lepiej żeby cię teraz tam nie było. Nie chcesz chyba, żeby cię ktoś zobaczył i wyrzucił z miasta prawda? - usłyszałam po chwili.

- Luc?! -wykrzyknęłam i odwróciłam się. Wtedy właśnie światło padło na jego twarz, którą rozpoznałam mimo że była do połowy ukryta pod kapturem - Co ty robisz?!

- Ratuje ci skórę nie widać?

- Chyba już mnie możesz puścić nie sądzisz? - powiedziałam.

Puścił mnie i teraz szliśmy, bocznymi uliczkami. Szłam jakieś dwa kroki za nim.

- Dlaczego nie wracałaś najszybszą drogą do domu? - zapytał nie odwracając się

- Nie wiem... poprostu poczułam, że muszę iść tamtędy... - odpowiedziałam zawstydzona.

Nic nie odpowiedział, szedł dalej.

- Luc?

- Tak?

- Czy ja jestem jakaś dziwna? - zapytałam ze skruchą.

- Dziwna? - wykrzyknął, zatrzymał się. Odwrócił się do mnie - Dziewczyno, dla tej kobiety i tego dzieciaka jesteś bohaterką. Uratowałaś im życie, nie ważne jak, gdyby nie ty mogliby już nie żyć. Poza tym nigdy nie widziałem, żeby kobieta tak walczyła - powiedział uśmiechając się do mnie - Chodź odprowadzę cię do domu - powiedział chwytając mnie za rękę.

Odprowadził mnie pod same drzwi i pożegnał się. Ja poszłam do góry i rzuciłam się na łóżko, od razu zasnęłam.

UkrytaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz