VIII."Co ty tu robisz do cholery?"

327 36 5
                                        

Obudziłam się z krzykiem. Byłam cała zlana potem. Wstałam szybko umyłam się, założyłam jakąś sukienkę, którą widocznie musiała położyć na moim łóżku Gabbe. Była w kolorze białym, trochę za długa, zwiewna. Zbiegłam na dół jednocześnie zakładając buty.

Wbiegłam do stajni przy karczmie i poszukałam konia na którym tu przyjechałam.

- Poker, mój kochany - powiedziałam tuląc jego głowę.

Otworzyłam boks, założyłam siodło i czym prędzej wyjechałam ze stajni. Galopowałam przez miasto nie zważając na ludzi, po prostu czułam że muszę znaleźć się gdzieś sama, daleko i odpocząć. Chociaż na jedno popołudnie się oderwać. Wyjechałam za bramy miasta i galopowałam dalej... i dalej... i dalej... aż dojechałam nad jezioro, zeskoczyłam z konia poklepałam go po szyi, ściągnęłam siodło i poszłam usiąść pod wielki dąb najbliżej jeziora.

Siedziałam już tak dosyć długo, rozmyślałam o wszystkim, o moim śnie, o mamie, o tym co się stało na rynku...

- Dzień dobry - usłyszałam.

Zerwałam się na równe nogi jednocześnie dobywając miecza, który był ukryty pod derką Pokera.

- No, no nie tak ostro to tylko ja - powiedział z rozbawieniem. To był Luc.

- Co ty tu robisz do cholery?! - zapytałam i szybko zaczęłam chować miecz.

- Postanowiłem zrobić sobie małą przejażdżkę. Zobaczyłem konia pasącego się to pomyślałem, że zobaczę kto tutaj siedzi, zajeżdżam a tu proszę co za niespodzianka - odparł nie kryjąc śmiechu.

- Ahh tak - powiedziałam sucho.

- A ty co tu robisz?- zapytał siadając obok mnie.

- Przyjechałam żeby pobyć trochę sama...

- Jeśli chcesz mogę sobie pójść - powiedział.

- Możesz zostać. Nie robi mi to już różnicy.

Siedzieliśmy jeszcze dłuższą chwilę w ciszy. Wstałam i poszłam bliżej miejsca gdzie pasły się nasze konie. Rosły tam piękne kwiaty. Zaczęłam je zrywać podśpiewując sobie, po jakimś czasie zorientowałam się że Luc zmienił miejsce i siedzi teraz oparty o drzewo skierowany w moją stronę, ewidentnie się na mnie patrzy. Gdy skończyłam zrywać kwiaty i miałam już ogromny bukiet usiadłam obok niego.

- Powiedz mi dlaczego się cały czas tak na mnie patrzysz? - zapytałam.

- Bo jesteś piękna - powiedział.

- Jakoś na inne piękne kobiety się tak nie patrzysz - zaśmiałam się sarkastycznie.

- Nie patrze się, bo one są nudne. Wszystkie takie same, szablonowe, a ty jesteś inna, wyjątkowa.

Speszona nic nie odpowiedziałam, zwiesiłam głowę i zabrałam się za robienie wianka. Gdy skończyłam wsadziłam go do sakwy i oparłam się o drzewo.

- Dlaczego go schowałaś?

- Dam go Gabbe, ona kocha kwiaty.

UkrytaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz