Rozdział 26

97 9 4
                                        

Bakugo naprawdę nie miał wiele czasu na reakcję. Większość jego mózgu, zajęło udawanie, że wcale nie jest zaskoczony, pomimo, że właśnie mentalnie, szczęka opadła mu na podłogę z głośnym hukiem.

Zanim więc, doszedł do jakiś spójnych myśli, twarz Eijiro była tuż przed nim, a on nie chcąc wyjść na tchórza lub cnotkę, którą ku własnemu zażenowaniu właściwie był, sam również dosunął się do męża. Pozwalając tym samym, żeby ich usta nareszcie się spotkały po raz pierwszy.

Usta czerwono-włosego były miękkie i lekko chropowate, ale nie była to dla Katsukiego przeszkoda, w żadnym wypadku. Dzięki temu dokładniej czuł usta swojego już męża na własnych, doznając nagłego przypływu endorfin, który jednak szybko się skończył. Ludzie w świątyni wstali i zaczęli bić brawo, a ci poza nią głośno triumfować, na co książęta oderwali się od siebie, nad czym w lekkim zaskoczeniu Bakugo ubolewał.

Para opuściła budynek przechodząc między rzędami ławek wśród krzyków i oklasków tłumu, z ledwością dostając się do czekającej już karocy lekko machając poddanym. Kiedy wsiedli do pojazdu, a drzwi się za nimi zamknęły obaj z ulgą rzucili się na siedzenie. Blondyn wspaniałomyślnie nie przyczepił się, że czerwono-włosy usiadł tuż obok, wykorzystując okazję do bliższego podziwiania małżonka.

- Jak się czujesz? - spytał Eijiro, delikatnie łapiąc go za dłoń, na której spoczywała obrączka.

- Zbyt zmęczony jak na tak wczesną porę. - przyznał Katsuki, co spotkało się z cichym śmiechem drugiego księcia.

- To przez emocje. Jestem pewien, bo sam jestem odrobinę wyczerpany. Niestety nie bardzo masz teraz jak odpocząć, skoro zaraz zaczyna się wesele. - przypomniał Kirishima.

- Nie chce. - jęknął Bakugo na myśl o tych wszystkich ludziach, którzy będą chcieli z nim porozmawiać i pogratulować.

- Spokojnie, pomogę ci i dopilnuję, żeby tylko ograniczona liczba ludzi mogła cię zirytować. - obiecał czerwono-włosy, a blondyn nagle stwierdził, że małżeństwo z Eijiro może mieć dużo więcej plusów niż się spodziewał.

Uśmiechnął się promiennie do swojego małżonka, który pomimo zaskoczenia odwzajemnił uśmiech. Gdy byli już w połowie drogi, Kirishima zaczął się nad czymś głęboko zastanawiać, aż w końcu z determinacją odwrócił się do męża.

- Kat? Czy mogę cię o coś poprosić? - zapytał książę Riotemis.

- O co? - spytał podejrzliwie Katsuki.

- Mogę cię pocałować? - poprosił czerwono-włosy, a blondyn nie wiedział, jak odpowiedzieć.

Z jednej strony sam miał na to ochotę, od momentu, kiedy poczuł jakie to przyjemne, ale z drugiej? Gdzie jego postanowienia? Gdzie duma i honor? Blondyn doskonale wiedział co jest ważniejsze i sam podniósł się delikatnie sięgając ust Kirishimy, który zamarł na moment w szoku, by zaraz to naprawić. Pocałunek w świątyni był delikatny i słodki, natomiast ten w karocy... już nie.

Czerwono-włosy ocierał ich usta w takim głodzie jakby marzył o tym od bardzo długiego czasu, jedną dłonią przytrzymując twarz małżonka, żeby wygodniej pożerać go żywcem, ponieważ tak właśnie czuł się blondyn. Ku jego zawstydzeniu sam również nie był gorszy ciasno oplatając ramionami szyję właśnie poślubionego księcia, próbując zmniejszyć nieistniejącą odległość między ich ustami. A gdy Eijiro włączył do pocałunku język, Bakugo poczuł, że lata. Dosłownie czuł podobne sensacje jak w momencie, gdy naprawdę leciał na smoku. Te emocje tylko sprawiały, że pocałunek mu się jeszcze bardziej podobał.

Z prawdziwą niechęcią się od siebie oderwali, kiedy karoca się zatrzymała. Blondyn najzupełniej w świecie zaczął poprawiać swój strój, próbując się uspokoić i przestać myśleć o ustach Eijiro, które jeszcze sekundę wcześniej znajdowały się na jego własnych.

WięzyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz