Rozdział 41

226 14 0
                                        

W dalszym ciągu siedziałem na fotelu, od czasu do czasu zerkając na zegar. Minęła już godzina, którą dałem Dylanowi. Spojrzałem na demona, który spał na kanapie. Wyglądał teraz o wiele lepiej. Chyba rzeczywiście demony potrafią się szybko regenerować. Pomimo tego postanowiłem sprawdzić jego największe rany.

Podszedłem do bruneta i uklęknąłem na podłodze. Lekko podwinąłem koc, próbując dostać się do demona. Z dużą delikatnością odwinąłem jeden z największych opatrunków, który był przesiąknięty krwią Dylana. Ku mojemu zdziwieniu rany już nie było. Pozostało jedynie zaczerwienienie i trochę zaschniętej krwi, ale po za tym rozcięcie kompletnie zniknęło. Westchnąłem z ulgą. Jeśli ta rana zdążyła się zasklepić, to i inne również powinny to zrobić.

- Ładnie to tak kogoś obmacywać, gdy jest on nieprzytomny? - Usłyszałem zachrypnięty głos bruneta.

Od razu odsunąłem swoją dłoń, aby znalazła się jak najdalej od demona, przykrywając go jednocześnie kocem, którego wcześniej podwinąłem, aby dostać się do jego opatrunków.

- Sprawdzałem, czy rzeczywiście się zregenerujesz. Gdyby było inaczej, zadzwoniłbym do Cheryl.- Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

Ciężko było patrzeć mi w jego hipnotyzujące oczy, które śledziły każdy mój ruch. Nawet w tym stanie wyglądał dobrze, przez co moje serce zabiło mocniej i to nie ze strachu.

- W takim razie dobrze, że już mi lepiej.- Odparł, zmieniając pozycję na siedzącą.

Podałem mu butelkę z wodą, którą chętnie przyjął i napił się parę łyków.

- Zamierzasz powiedzieć reszcie o tym, co się dziś wydarzyło? - Spytałem.

Dylan nie należał do wylewnych istot. Zawsze ukrywał swoje emocje i mało mówił, gdy coś się działo. Nie chciałem się wtrącać w jego życie, chociaż martwiłem się tą sytuacją.

- Jeszcze nie w tej chwili. Najpierw zobaczę czy tamta sytuacja jest jakoś powiązana z naszą sprawą. Nie mów im jak na razie o tym, co się dziś stało. To nie jest najlepszy pomysł. - Poprosił, na co kiwnąłem głową. Może jednak warto będzie poczekać z tą wiadomością, dopóki Dylan nie dowie się czegoś więcej.

- Okej, ale masz mi powiedzieć, jak coś znajdziesz.- Powiedziałem.

- Jasna sprawa.- Odparł z uśmiechem. Jego uśmiech stał się łagodny i musiałem przyznać, że bardzo mi się on podobał.

- Łazienka jest tam. Jak chcesz się umyć, to śmiało. Powinienem znaleźć dla Ciebie jakieś ciuchy na zmianę.- Powiedziałem, starając się skupić myśli na czymkolwiek innym niż na Dylanie, co nie szło mi najlepiej.

- Dzięki. Ciuchów nie musisz mi dawać. Wyczaruję sobie nowe.- Oznajmił, wstając z kanapy i idąc w stronę łazienki.

Gdy zniknął za drzwiami łazienki, odepchnąłem z ulgą. Ciężko było mi się przy nim kontrolować, a w szczególności wtedy, gdy odkryłem, że mi się podoba. Jak za dotknięciem magicznej różdżki odblokowały mi się emocje, których nie chcę czuć w stosunku do bruneta. Nie mogłem sobie pozwolić na robienie nadziei. Nie chciałem niczego popsuć między nami przez moje durne zauroczenie.

Dylan wyszedł z łazienki po jakiś dziesięciu minutach. Jak zwykle wyglądał nieziemsko. Dodatkowo czułem się dobrze z tym, że brunet jest już całkowicie zdrowy. Wolę go takiego niż całego pokiereszowanego. Mam nadzieję, że nigdy już nie będę go takiego widział. To nie był za przyjemny widok.

- Boisz się mnie? - Spytał niespodziewanie Dylan, siadając na fotelu.

- W jakim sensie mam się Ciebie bać? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Nie wiedziałem, o co mogło mu chodzić. Zaprzestałem nawet sprzątać podłogę, na której walały się zużyte bandaże i opakowania po opatrunkach.

Usiadłem na brzegu kanapy, skupiając całą swoją uwagę na brunecie.

- Widziałeś moją prawdziwą postać wtedy w parku, gdy walczyłem z ogarem piekielnym. Nie przestraszyłem Cię? - Wyjaśnił, nie spuszczając nawet na sekundę swojego wzroku ze mnie.

- Jeśli mam być szczery, to tak, wystraszyłem się wtedy twojej demonicznej postaci. Ale też bałem się o Ciebie, bo byłeś ciężko ranny.- Wyznałem.

- Te rany to nic. Potrafiłem gorzej oberwać. Nie musiałeś się niczego obawiać.- Stwierdził jakby nigdy nic.

- Takie rany dla człowieka oznaczałyby śmierć, więc jednak miałem prawo się martwić. - Odparłem szybko.

- Demony są znacznie silniejsze od ludzi. Takie rany dla demona to niemal codzienność w Piekle.

Doskonale wiedziałem, że różnimy się od siebie. Nie wiem nawet, czy demony nie są najsilniesze ze wszystkich istot, które dane mi było poznać. Mimo to robiło mi się dziwnie przykro, gdy brunet cały czas zaznaczał, jacy to ludzie są słabi. Oczywiście miał rację, ale pomimo tego źle się z tym czułem.

- Nie znam twojej demonicznej strony. Czasem nie wiem, co może naprawdę zaszkodzić demonom, a nie chciałbym stracić jednego z moich przyjaciół.- Odparłem cicho, ledwo wymawiając słowo ,,przyjaciół". Dziwnie mi było nazywać tak bruneta, jakby to słowo całkowicie tu nie pasowało.

Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Miałem spuszczony wzrok, przez co nie widziałem, jaką minę miał Dylan i czy nadal siedział na swoim miejscu czy może jednak wyparował. Żałowałem, że wypowiedziałem te słowa na głos. Czy to ten moment, gdy wszystko zepsułem?

- W takim razie chcesz poznać moją demoniczną stronę? - Zapytał po dłuższej chwili. Spojrzałem na bruneta. Nie wyglądał, jakby żartował. Był poważny.

- Tak. - Odpowiedziałem bez namysłu.

My demon/DylmasOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz