-Jesteś pewny, że to aby na pewno dobry pomysł?
-Nie marudź Kwiatuszku ty mój. Jestem na 100% pewny, że to jest wprost wyborny pomysł. Przecież nic nam się nie stanie.
-A co jeśli...- nie dokończył bo Evan położył my palca na ustach skutecznie go uciszając.
-ciiiii, nic nam się nie stanie. A nawet jeśli to ja mam dwie zdrowe nerki, ty masz kolejne dwie zdrowe, chłopaki też zdrowe, a przynajmniej po jednej, bo nigdy nie wiadomo co Waldzia uszkodziła Reggiemu tym swoim Cruciatusem, a Rebastan to tyle żre, że nigdy nic nie wiadomo. W sumie w każdym razie mamy z 6 nerek. Na rehabilitację na spokojnie nam wystarczy, a nawet zostanie na jakieś romantyczne wakacje dla naszej dwójki.
-Bardzo śmieszne...- fuknął Barty, ale Evan cmoknął go szybko w usta co skutecznie uciszyło chłopka na dłużej niż 5 sekund.
-W każdym razie Black jest zbyt tępy by wymyślić coś co mogłoby na serio zagrozić naszemu życiu. Dodatkowo on nawet nie wie, że my wiemy o jego układzie ze Snapem, więc nie ma co się martwić. Razem z tą kanalią Potterem nie mają żadnego pojęcia, że my też tam będziemy razem ze Snapem.
-No dobra, ale i tak...
-Nie marudź i chodź, bo jeszcze Pani Noris nas znajdzie i będziemy mieć przejebane. Poza tym mam gaz pieprzowy, więc nie martw się.
-Gaz pieprzowy? Serio?
-No co?! Mugolskie wynalazki służące do samoobrony są naprawdę ciekawe.
-Ja już chyba nawet wolę nie pytać się Cię co jeszcze w takim razie odkryłeś w tym mugolskim świecie- westchnął Barty wywracając oczami.
Evan tylko wzdrygnął ramionami i pociągnął Barty'iego w stronę wyjścia z zamku. Barty dał się mu prowadzić mimo, że ciągle nie był przekonany co do tego.
-Nareszcie jesteście- oznajmił chłodno Snape kiedy wreszcie dwójka nastolatków pojawiła się przy Bramie Głównej.
-Sorry... Mieliśmy małe problemy...- posłał my przepraszający uśmiech Barty.
Evan jedynie przyciągnął chłopaka bliżej do siebie mierząc Severusa nieprzyjemnym spojrzeniem. Snape jednak w ogóle zdawał się nie przejmować chłodnym powitaniem ze strony Rosiera oraz jego zaborczością względem Croucha.
-Właśnie widzę- zauważył Snape nie kryjąc się ze swoim wzrokiem, który wylądował na szyji Barty'iego, który zawstydzony zakrył malinki swoją dłonią.
-No dobra, a więc co teraz?- klasnął w dłonie Evan, któremu dobry humor najwyraźniej wrócił i był gotów do działania.
-Teoretycznie powinniśmy sprawdzić to przejście, o którym mówił Black z Potterem...- zaczął Barty.
-Praktycznie lepiej jednak będzie jeśli ja pójdę sam, a wy doczekacie chwilę zanim pójdziecie za mną. Jeśli to jakiś podstęp lepiej będzie, jeśli nie będą wiedzieli o waszej obecności- przerwał mu Snape.
-Ale... Co jeśli to wcale nie jest takie proste...?- zapytał Barty nieprzekonany do plany starszego Ślizgona.
-Co masz przez to na myśli, kotek?- zapytał go Evan.
-Nie pieprz głupot Crouch. Znam tych idiotów trochę lepiej od was i wiem do czego są oni zdolni. Poza tym, gdybyśmy poszli we trójkę od razu by nas usłyszeli.
-Niby czemu?- zapytał Barty.
-Bo ty i Rosier nie jesteście wytrzymać kilku jebanych minut bez pieprzenia się- oznajmił mu Snape przeszywając go tym samym chłodnym spojrzeniem.
CZYTASZ
Paper rose |Rosekiller|
FanfictionEvan i Barty przyjaźnią się odkąd pamiętają. Jak byli dziećmi praktycznie każdy wolny dzień spędzali ze sobą co nie zmieniło sie też zbytnio w ich nastoletnim życiu. Co jeśli jednak ich przyjaźń przerodzi się w głębsze uczucia, ale obaj będą zbyt du...
