Kłamstwo

214 20 10
                                        

Evana obudziły szmery i głosy dochodzące z wnętrza pokoju, w którym się znajdował. Niechętnie uchylił powieki by sprawdzić kto zakłóca mu jego sen...

-Japierdole!- wykrzyknął spadając z łóżka razem ze swoją kołdrą, w którą był zawinięty. Nad nim pochylał się Rabastan ze swoim chytrym uśmieszkiem. -Ciebie człowieku już do reszty popieprzyło, czy jak?!

-Ej no spokojnie. Po prostu jestem ciekaw jak dużo pamiętasz z wczoraj...- odpowiedział z tym swoim wkurwiającym uśmiechem, a ja momentalnie zbladłem. Czy on coś wie?

Zważając na to, że jestem całkowicie nagi, a na moja pościel i kołdra są czymś całe upaprane to oznacza, że musiałem... O nie...! Tylko nie to! Przecież ja nie mogłem mu tego zrobić...

-Nie wiem o czym mówisz- stwierdził Evan z obojętnym wyrazem twarzy. Następnie wstał jakby nigdy nic i zaczął szukać sobie jakiś ubrań na dzisiaj ignorując Lestrange'a, który wpatrywał się w niego, a raczej w jego dupę, z racji, iż nie podniósł on z ziemi kołdry, więc był całkowicie nagi. -To irytujące- warknął na niego odwracając się i spoglądając mu w oczy. W sumie nie dziwię się, że nikogo nie ma. W końcu nie ma zbyt pięknych oczu, o których to się mówi, że gdy się znajdzie odpowiednią osobę można w nich wprost utonąć- stwierdził z satysfakcją farbowany blondyn.

-No dobra, a więc pochwal się. Kogo wczoraj zaliczyłeś?- zapytał kładąc się na wyścielonym łóżku Bart'iego i przyglądając się mi podczas tego jak ja się ubierałem.

-Ty nie pamiętasz?- zapytał lekko zszokowany.

Byłem pewien, że będzie wiedzieć i połączy kropki. W końcu był przy tym jak Barty wpadł do Pokoju Wspólnego najebany w trzy dupy wraz z Regulusem, który chyba był trzeźwy, a ja zaoferowałem, że zajmę się nim i zaprowadzę bezpiecznie do naszego dormitorium. No cóż, z pierwszej rzeczy się wywiązałem, ale czy właśnie o to chodziło w słowie ,,bezpiecznie"?

-No nie- zaśmiał się Rabstan. -A co? Miałem pamiętać?- zapytał. -Przecież dobrze wiesz, że ja na te imprezy chodzę głównie dla alkoholu- oznajmił jakby to było rzeczą oczywistą przekręcając się na plecy.

-Mhm, nie po prostu lekko zdziwiło mnie, że osoba z którą spędziłem noc nie została do rana, a zmyła się kiedy jeszcze spałem- oznajmił bo szczerze było mu przykro z takiego obrotu spraw. Z drugiej jednak strony doskonale rozumiał Barty'iego i to, że wolał nie konfrontować się z nim w takiej sytuacji. Evan doszedł więc do wniosku, że zapewne Barty potrzebował chwili spokoju i, że zapewne wyjaśnią to sobie na śniadaniu czy też zaraz po nim.

-Musiała się nieźle najebać by z tobą się przespać. Pewnie rano się obudziła pierwsza i przestraszyła twojej mordy- zaśmiał się Lestrange, a Evan zacisnął zęby zdając sobie sprawę, że to co mówi jego przyjaciel jest poniekąd prawdą.

W końcu to jest raczej oczywiste, że niezależnie od tego co się wydarzy to Barty nie zgodzi się umawiać z Evanem. W końcu zbytnio przejmuje się opinią ojca, mimo że nie przyzna się do tego otwarcie. A nawet jeśli ostatnio trochę sobie odpuścił to i tak nie ma mowy by wdał się w związek homoseksualny narażając tym samym na zniesławienie nazwisko rodowe swojego ojca.

Poza tym nastolatek nie łudził się niepotrzebnie, że jego najlepszy przyjaciel może odwzajemnić jego uczucia. W końcu on nigdy nie wykazał żadnego większego zainteresowania nim. Zawsze to Evan ciągnął go gdzieś ze sobą, a z czasem Barty przyzwyczaił się już do takiego trybu życia, że sam chodził za Evanem niczym jego cień.

Evan warknął zły na siebie. W końcu przez te wszystkie lata Barty pozwalał mu na tyle... Rozpieszczał go pozwalając by Evan zakochał się w nim na zabój, a sam nic z tym nie robił. Evan już sam nie wiedział co myśleć. Czy Barty wie do jakiego stanu go doprowadził? Czy wie, że Evan codziennie myśli i tym jak bardzo chciałbym móc go dotknąć, ale nie może? Czy on wie, że jego przyjaciel tylko czeka aż nadarzy się okazja by móc się do niego bezkarnie przytulić czy też zasnąć z głową na jego kolanach?

Paper rose |Rosekiller|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz