Kwiatuszek

264 15 35
                                        

Minęło kilka tygodni od zakończenia się przerwy świątecznej, a nauczyciele coraz częściej przypominali o zbliżających się egzaminach końcoworocznych. Mimo, że Evan, Barty, Pandora, Regulus, Rabastan oraz Xeno byli dopiero na szóstym roku, to również odczuwali oni presję związana z OWTM- ami, co również można było powiedzieć o ich starszych znajomych, co w tym roku skończą Hogwart.

-Poczekaj...- powiedział Evan wyciągając rękę i zatrzymując Barty'iego zanim ten zdarzył wyjść zza rogu.

-Co?- zapytał lekko zdezorientowany ślizgon.

-Słyszysz?

-Niby co?

-Posłuchaj- westchnął Evan wyglądając ostrożnie zza rogu.

Barty poszedł w jego ślady obejmując swojego chłopaka w pasie i wyglądając ponad jego głową by mieć lepszy widok na rozgrywająca się zza rogiem scenę.

-No mówię ci. Wystarczy, że unieruchomisz Bijącą Wierzbę poprzez dotknięcie jednego z korzeni, a otworzy się przejście do Hogsmeade- oznajmił z zadowoleniem Syriusz, na którego ustach gościł złośliwy uśmieszek, który pojawiał się u niego za każdym razem, gdy rozmawiał ze Snapem.

-I czemu wy mi to niby mówicie?- zapytał Snape.

-A czemu by nie? No wiesz, skoro posiadamy taką wiedzę to czemu by się nią nie podzielić z kolegą, prawda?

-Przestań Black. Gadaj co kombinujcie z Potterem.

-My? Nic, naprawdę- zaśmiał się beztrosko James obejmując przy tym Severusa ramieniem.

Snape z odrazą spojrzał się na okularnika i strącił jego ramie ze swoich barków.

-Ta, jasne... I niby ja mam wam uwierzyć w to co mówicie. Nie ma szans by pod tym startym drzewem było jakieś ukryte przejście. W dodatku prowadzące do wioski- oznajmił z udawaną obojętnością ślizgon, ale obaj gryfoni zdawali sobie sprawę z tego, że rybka złapała przynęte.

-Rób co chcesz Smarku, ale potem nie zdziw się, gdy okaże się, że mówimy prawdę- oznajmił ze złośliwym uśmiechem Syriusz.

Obaj Gryfoni popatrzyli się po sobie zadowoleni, a następnie zaczęli się oddalać gawędząc ze sobą wesoło na inny od wcześniejszego temat. Severus patrzył za nimi z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jakby zastanawiał się co począć w tej sytuacji.

-Chodź- mruknął do Barty'iego Evan ciągnąć go za ramię w stronę tłustowłosego.

-A wy czego tu szukacie?- zapytał ich ze swoim stoickim spokojem Snape, gdy tylko odwrócił się i ujrzał ich.

-Nic, nic. Tak tylko podsłuchiwaliśmy sobie- zaśmiał się swobodnie Evan obejmując starszego o rok Ślizgona ramieniem.

-Ugh. Ty i te twoje przeklęte gierki Rosier- oznajmił czarnowłosy wywracając oczami.

-Ale po co zaraz taka wrogość przyjacielu? My tylko chcemy się dowiedzieć czegoś więcej. Wiesz przecież, że tutaj w zamku dość nudno jest, a na błoniach mogłoby być dużo zabawniej. Co ty na to?

-Evan...- zaczął Barty.

-Nie teraz kwiatuszku- mruknął Evan nie odrywając swojego spojrzenia od Severusa.

-A więc co? Ty serio jesteś taki głupi by uwierzyć tej bandzie debili i iść na te błonia?- zakpił Snape.

-Obaj dobrze wiemy, że ty i tak pójdziesz. I zrobisz to dzisiaj. Według twojego bowiem mniemania oni będą cię obserwować, ale nie będą się spodziewać tego, że zrobisz dokładnie to co oni ci powiedzieli. Ja ci powiem jednak, że oni nie grają z tobą w żadną z psychologicznych gierek. Oni serio będą na ciebie czekać dzisiaj. Nie myślisz więc, że przydałaby ci się pomoc? Moglibyśmy ich otoczyć i trochę się zabawić...- zaśmiał się farbowany blondyn oblizując przy tym swoje usta w dość specyficzny sposób.

Paper rose |Rosekiller|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz