Epilog

487 18 29
                                        

  


KILKA LAT PÓŹNIEJ...

Pov: James

Syriusz ma za chwilę po nas wpaść - krzyknąłem w głąb domu do Lili - jakbyś mogła przebrać Harrego.

Dziś było Halloween, a my zamierzaliśmy wyjść z Syriuszem, Lupinem i dziewczynami na imprezę w domu Barty'ego i Evana. To miała być jedna z tych nocy, które rozjaśniały ciemność, choć wiedziałem, że strach i niepewność są nieodłącznymi towarzyszami w naszym życiu.

Choć do cioci, mały brzdącu - usłyszałem w odpowiedzi. Spojrzałem na Rega, który spał spokojnie w łóżku. Nie musiał się zbierać, Syriusz wybaczyłby mu każde spóźnienie, szczególnie po tym, jak wyłowiłem go nieprzytomnego z jeziora. Całe szczęście, że Evan przybiegł wtedy do nas i opowiedział, co widział, bo straciłbym go.

Teraz od kilku lat mieszkaliśmy razem. Adoptowaliśmy Harrego, który był dosłownym połączeniem nas dwóch. Kiedy gdzieś z nim wychodziliśmy, starsze panie mówiły, że nasz synek to dosłowna mieszanka nas dwóch. Każdy dzień spędzony z nimi napawał mnie szczęściem, mimo że od czasu do czasu pojawiały się trudności.

Zdarzały się epizody depresyjne, a Harry miał kilka nawrotów samookaleczenia. Ale od roku był już czysty, i tylko to się liczyło.

Hej, słonko, wstawaj - powiedziałem delikatnie, czturchając Rega. Teraz sypiał już lepiej, a jego sen był w końcu twardy. - Za chwilę będzie tu Syriusz, a ty nadal w piżamie - powiedziałem, całując go w usta. To zawsze działało, i tym razem także się udało.

Za późno - powiedział Reg, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. - Przynajmniej udawaj, że się zbierasz.

Mhm - odpowiedział, wyciągając się na łóżku. - Zaraz.

Zszedłem na dół, gdzie ujrzałem Padmę otwierającą drzwi chłopakom. Gdy spojrzałem na ich miny, wiedziałem, że coś było nie tak.

Frank i Alice Longbottom zostali zamordowani - powiedział Syriusz od wejścia, patrząc na nas z powagą. - Właśnie dostałem telefon w tej sprawie. Osierocili syna, Nevilla.

To straszne - powiedziałem, czując, jak serce mi staje. - Co się z nim stanie?

Prawdopodobnie dadzą go do rodziny - odpowiedział Reg, stojąc na schodach. - Kurde, byli mega mili... dlaczego akurat oni?

Cisza zaległa w domu, a ja patrzyłem na twarz Regula, której cień smutku i złości naznaczał tę chwilę.

...

Siedząc u Barty'ego na kanapie, czułem się najlepiej na świecie. Do mojego boku przytulał się Reg, na którego kolanach siedział Harry. Są dla mnie wszystkim. Moje ręce obejmowały ich oboje, a serce biło spokojnie. Choć świat wokół nas mógłby się rozpaść, w tej chwili nie istniało nic, co mogłoby zagrozić naszej rodzinie.

Kocham was - szepnąłem, patrząc na nich.

Reg spojrzał na mnie z ciepłem w oczach, a Harry uśmiechnął się, jakby rozumiał, że nie muszę nic więcej dodawać.

Patrzyłem na nich, wiedząc, że choć życie bywa nieprzewidywalne, my trzymaliśmy się razem, jak nigdy wcześniej.





MA ON CO PRAWDA TYLKO 500 SŁÓW ALE JEST TREŚCIWY ( TAK MYŚLĘ ) WŁAŚNIE SOBIE UŚWIADOMIŁAM ŻE NIE WYTŁUMACZYLAM W JAKI SPOSÓB ZNAK ZNIKŁ


OTÓŻ DLA MNIE WEDŁUG CZARNEGO PANA NAJWIEKSZĄ KARA BYŁA UTRATA JEGO ZAUFANIA A RÓWNOCZEŚNIE WYWALENIE ZE SWOJEJ EKIPY TAK WIĘC NAPÓJ MIAŁ ZMISZCZYĆ ZNAK TAK ABY CZŁOWIEK NIEGODNY ZAUFANIA NIGDY WIĘCEJ NIE NALEŻAŁ DO JEGO SŁÓŻBY. RÓWNOCZEŚNIE WIERZYŁ ŻE NIKT Z POZA JEGO EKIPY NIGDY NIE MIAŁ BY PRAWA DO DOWIEDZENIU SIĘ O HORKRUKSIE

Happy end /JegulusOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz