W tomie 1 pt. „Pierwsza" poznajemy historię wampira i zmiennego. Przez odmienność tych dwóch ras pragnę dodać do mojej historii odrobinę magii i tajemniczości.
Nieoczekiwanie życie Emily i Logana krzyżuje się i jedno z nich zmuszone jest do wa...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
(„Zieloni Ludzie" z kaplicy w Rosslyn :) - zdjęcie z netu)
W lekko uwierającej mnie ciszy, maszerowaliśmy w kierunku rodowej kaplicy Olivera. Tak jak zażyczył sobie tego Logan, od samego początku, trzymaliśmy od siebie dość spory dystans. Tak rozproszeni byliśmy znacznie bardziej wydajni. Nasz trop, osiadał na jak największej powierzchni terenu. Tym razem, Eislyn była odrobinę bardziej znośna. Była wyraźnie szczęśliwa, ponieważ nie musiała przebywać blisko nas dłużej niż to było konieczne. Po kilkunastu minutach wolnego marszu dotarliśmy do zamkniętej dla zwiedzających przestrzeni. Do tej pory nie mogłam doczekać się tego momentu. Dopiero teraz, kiedy stałam przed tą kamienną budowlą, poczułam nieprzyjemne dreszcze przebiegające wzdłuż mojego kręgosłupa i dziwne napięcie. Nie wiem czemu ale byłam mocno poddenerwowana. Nie potrafiłam określić co powoduje u mnie ten spory dyskomfort. Nic nam tu przecież nie zagrażało. Tak długo nie mogłam doczekać się tej chwili, a teraz, moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Przez moment, przyglądałam się kaplicy. Była ona namacalnym dowodem na to, że historia Rafaela, oraz jego żony, jest prawdziwa i zarazem tak bardzo tragiczna.
Przed wejściem ostrożnie dotknęłam zimnych i nadal wilgotnych po nocy murów. Wraz ze mną, z niechęcią, wszedł do środka Oliver. Eislyn wyprzedziła nas wcześniej i przeszła od razu do centrum kaplicy. Z naszej małej grupy, jedynie Logan postanowił pozostać na zewnątrz. Nie widział sensu w zwiedzaniu pustego budynku. Dla niego nic on nie znaczył. Ze skrzyżowanymi rękoma oparł się o ścianę budowli, niedaleko głównego wejścia, i spokojnie czekał tam na nas.
Oliver zatrzymał się tuż po przekroczeniu masywnych drzwi, jakby nie chciał iść dalej. Panowała tu niczym niezmącona cisza. Niedaleko Sinclera znajdowały się chaotycznie poustawiane plansze opisujące zawiłą historie budowli. Cała ekspozycja sprawiała wrażenie niedokończonej. Nic, nie było tu ułożone chronologicznie. Najwyraźniej pana Patton, na prośbę Olivera, odwołała również końcowe prace i nad nią. Wampir stojący tuż obok mnie z uwagą przyglądał się jednej z plansz. Spojrzałam również tam gdzie i on. Mój wzrok prześlizgnął się wolno przez kolejne kopie starych rycin.
- Ta budowla wymagała sporo nakładu pracy - stwierdziłam niezbyt inteligentnie, czytając pobieżnie tekst dotyczący jej historii.
Wampir zamyślił się, a następnie gorzko się zaśmiał. W tym dźwięku nie było nic pozytywnego.
- Wiesz ludzie, czasami miewają podobne zapędy. Oni, przy pomocy magnesów dekorują swoje lodówki. Mój ojciec był... no cóż, on był równie próżny co oni. Pod tym względem bardzo ich przypominał. Uwielbiał przechwalać się swoimi podróżami. Cała ta budowla naszpikowana jest zamrożonymi w kamieniu pamiątkami z jego licznych wypraw. Zresztą, sama zobaczysz jak w końcu wejdziesz do środka. Trochę się mu tego nazbierało - powiedział z niesmakiem. - Ludzie podziwiają tę budowlę od wieków, a nie wiedzą co tak naprawdę się za nią kryje - po chwili dodał. - Za każdą z tych cholernych figurek ukryte jest czyjeś cierpienie.