W tomie 1 pt. „Pierwsza" poznajemy historię wampira i zmiennego. Przez odmienność tych dwóch ras pragnę dodać do mojej historii odrobinę magii i tajemniczości.
Nieoczekiwanie życie Emily i Logana krzyżuje się i jedno z nich zmuszone jest do wa...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Wspięłam się po schodach na pierwsze piętro. Bez trudu odnalazłam sypialnię, którą chwilę temu zajęła dla nas Eislyn. Jak jakiś złodziej wślizgnęłam się bezszelestnie do środka. Dziewczyna stała przy szeroko otwartym oknie. Do jasnego wnętrza, wdzierało się rześkie, jesienne powietrze, które przyjemnie oczyszczało ciężką atmosferę panującą w tym pokoju. Eislyn wpatrywała się w jakiś bliżej nieokreślony punkt na horyzoncie. Jej ciało, było napięte do granic możliwości. Niemal słyszałam jak jej mięśnie boleśnie się spinają.
- Wszystko w porządku? - jej dziwny i trwający od pewnego czasu spokój w kontraście z jej poprzednią postawą był mocno niepokojący.
- Tak! Czy słyszałaś może, co Tod powiedział do Logana kiedy wyszłaś z kuchni?
Na początku nie wiedziałam o co mnie pyta. Musiałam mocno się skupić aby w pamięci odtworzyć kilka, ostatnich minut. Tod nie był tą osobą, na którą zwracałam swoją uwagę.
- Nie rozumiem o co ci chodzi? Oni, chyba, nic... - poczułam mocniejsze ukłucie w sercu.
Bezustannie, moje myśli krążyły wokół Logana i jego spojrzenia przepełnionego cierpieniem i bezradnością. Zawiodłam go. Byłam pewna, że jego oczy od teraz, dręczyć mnie będą w najgorszych koszmarach sennych. Po chwili, o dziwo, odtworzyłam w pamięci to, o co pytała mnie Eislyn. Kiedy byłam na końcu korytarza, Tod cichym szeptem zwrócił się do mojego Alfy. Wtedy i teraz to zdanie nic dla mnie nie znaczyło, jednak dla niej, mogło mieć o wiele większą wartość. Najwidoczniej, każdy z nas ma własny sposób na dotarcie do upragnionego celu. Te kilka. wypowiedzianych wcześniej słów upewniło mnie, że zmienni rozpoczęli swoje własne polowanie.
- yyy... coś tam powiedział. Sądzę jednak, że nie ma to żadnego znaczenia - machnęłam ręką i zadarłam brodę lekko ku górze.
- Emily, potrzebuję konkretów... powiedz mi co DOKŁADNIE mówił !! - gwałtownie odwróciła się w moją stronę.
Jej oczy były czarne i zionęły przerażającym zimnem. Starała się na mnie wymóc odpowiedź. Wygladała tak jakby od tego co teraz usłyszy, zależało jej dalsze życie. Przez ten krótki moment jej oczy wpatrywały się we mnie z nieskrywaną nadzieją.
- Tod, w sumie, nie stwierdził nic czego byśmy wcześniej nie wiedziały. Wszyscy, jesteśmy tutaj tylko w jednym celu. Najwyższa pora, aby wziąć się do roboty.
- Emily, proszę. Słowo, w słowo! - wyszeptała przez drżące usta.
- Doobra. Tod powiedział, że zmienił zdanie i zgadza się na jego wcześniejszy plan. Eislyn, to na pewno ma związek ze mną i z moim zachowaniem. Ten facet nie jest głupi i wie, że jeśli będę miała taką możliwość, to zadziałam na własną rękę. Zrobię wszystko aby ich ratować.
Eislyn zaśmiała się gorzko i wyszeptała.
- Moja droga chciałabym, aby było to takie proste. Niestety, wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane niż ci się wydaje. Na bagnach słyszałam jak oni... zresztą nieważne, jak zwykle, daaam sobie radę - zrezygnowana opuściła ramiona. Wygladała tak, jakby straciła resztki nadziei. Jej głowa opadła. Trwała tak przez parę długich minut. Kiedy zaczęła ponownie do mnie mówić, powoli podnosiła swoją głowę. Coś się w niej zmieniło.