13. Emily

502 33 1
                                        

Przepraszam za ewentualne błędy ale mój umysł powyżej pewnej temperatury przestaje poprawnie działać

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Przepraszam za ewentualne błędy ale mój umysł powyżej pewnej temperatury przestaje poprawnie działać. Niestety mamy lato i jest jak jest. Wklejam to co mam i mam nadzieję, że nie będę tego żałować. Na pewno nie będę czekać do jesieni, aby ponownie coś tu wstawić.

Miłego czytania... i za wszelkie zimne gwiazdeczki ❄️ lub komentarze będę Wam bardzo wdzięczna 💚

~~~

   Nieuchronnie zbliżał się moment naszego wymarszu. Siedziałam właśnie na trawie i nie miałam nic ciekawego do roboty. Obecnie, zajmowałam się wyłącznie obserwacją tańczących na wietrze koron drzew.
Każdy z moich towarzyszy, w zbliżającej się już za chwilę podróży, udał się w jedynie sobie, znanym kierunku. Wszyscy naraz postanowili wykorzystać ten moment, aby pozałatwiać swoje zaległe sprawy. Logan zapewne rozmawiał z Rickiem, Tod z Bobem, a Ben po raz setny uświadamiał Nicka jak powinien zachowywać się w trakcie naszego długiego marszu. Niestety, Nick był jedynie marnym człowiekiem i musieliśmy zapewnić mu, przynajmniej w jedną stronę, względne bezpieczeństwo.
   W porównaniu ze zmiennymi, trwałam teraz w ulotnej chwili złudnego spokoju. Patrząc na drzewa uświadomiłam sobie, że ponownie zbliżała się jesień i na nowo, ku mojej rozpaczy, rozpoczynałam marsz w kierunku tej przeklętej pseudo uczelni. Zrozumiałam właśnie, że z tamtym miejscem nic mnie już nie łączy. Mój umysł jak i każda komórka mojego ciała, bezwzględnie, nakazywała mi trzymać się z dala od jednego ze źródeł mych traumatycznych wspomnień.
   Od pewnego czasu to tu, czyli przy boku zmiennych, było moje życie, nie tam. To przy tych, nieokrzesanych wariatach nareszcie poczułam się jak w domu. To tu, byłam najbardziej bezpieczna, nie tam.
Niestety, pomimo, że z całego serca pragnęłam pozostać po tej stronie granicy, musiałam ponownie zrobić krok w stronę jednego z moich największych koszmarów. Z tego powodu marzyłam, aby los w końcu był dla nas łaskawszy. Tym razem nie chciałam spotkać wychowanków znienawidzonej przeze mnie placówki. W tym okresie, niestety, tylko oni poruszali się w licznych grupach między wioskami. W tym przypadku, szanse na ich spotkanie znacznie wzrastały, a ewentualna walka, mogłaby niepotrzebnie wzbudzić zainteresowanie okolicznych wampirów. Niestety to, z pewnością, nie uszłoby uwadze Rafaela.

   Powoli przeniosłam wzrok na moje nogi, oraz na resztę mojego ciała. Nawet ubranie, które dziś na sobie nosiłam było to same co poprzednim razem. Godzinę temu kiedy dość brutalnie obudził nas, kipiący niezdrową satysfakcją na nasz widok, Ben okazało się że ma dla mnie małe zadanie. Szybko poinformował nas, a w szczególności mnie, że muszę ponownie się przepakować. W obozie pojawił się tajemniczy kurier z moimi rzeczami. Logan, najwyraźniej, był o jeden krok do przodu i pomyślał już wcześniej o wszystkim. Jak zawsze zadbał o to, abym w czasie podróży czuła się komfortowo i swobodnie. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, jak zwykle miał rację. Teraz, dzięki niemu, czułam się wygodnie, a mój strój nie ograniczał mnie tak strasznie jak poprzedni. To, w walce, mogło uratować mi lub im życie.
Okazywana przez zmiennych troska, co do mojej osoby, była dla mnie bardzo ważna. Ten gest, który płynął prosto z serca, bardzo dużo dla mnie znaczył. Bezgraniczenie kochałam ich za to, że tak bardzo o mnie dbali. Przed nimi nikt nigdy nie okazywał mi podobnej troski.

Pierwszy (TOM 2)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz