Nasz marsz trwał już od dobrych kilkunastu godzin. Niestety jego tempo musieliśmy wiecznie dostosowywać do naszego najsłabszego ogniwa. Na samym początku dnia, Nick wraz z Bobem szedł dziarsko z przodu. Z upływem czasu, nasz słaby człowieczek wyraźnie opadł z sił. W końcu doszło do tego, że prawie nie przemieszczaliśmy się do przodu.
Do tej pory nie zwracaliśmy uwagi na ludzkie słabości i potrzeby naszego więźnia. Bez jakiejkolwiek przerwy szliśmy prosto do celu. Nie mieliśmy innego wyjścia, każdego dnia będziemy zmuszeni przejść określony dystans. Upływający czas, a wraz z nim i nasz cel był dla nas najważniejszy. Dlatego z uporem trzymaliśmy się z góry założonego planu. Każde drobne opóźnienie, każde odstępstwo działało na naszą niekorzyść.
Niestety doszło do tego, że nie mogliśmy dłużej ignorować potrzeb Nicka. Pod koniec dnia nie był już w stanie prowadzić naszej wyprawy. Logan wraz z Todem, bez zbędnych słów przejęli inicjatywę. Wyraźnie zwolnili, ale nadal bardzo powoli podążaliśmy w wyznaczonym kierunku.
Między naszą grupą od samego początku panowała kompletna cisza. Każdy najdrobniejszy hałas mógłby zwrócić na nas uwagę mieszkających w najbliższej okolicy, wrogich nam wampirów. Z tego powodu, przed wymarszem, ustaliliśmy z Nickiem, że przez cały czas wszelkie rozmowy ograniczamy do niezbędnego minimum.
O dziwo Nick, doskonale przestrzegał tej zasady. Grzecznie milczał przez cały, długi dzień pomimo wielu uwag które zapewne chciałby nam zgłosić. Najwidoczniej, strach, przed śmierciom z rąk okolicznych mieszkańców, był najlepszym doradcą.
Dwójka zmiennych, na czele naszego małego pochodu, działała teraz w dość dziwny sposób. Wyglądali jakby czegoś szukali.
Ich ruchy, w tym obcym dla nich terenie, były idealnie zsynchronizowane. Obserwując ich, nie miałam żadnej wątpliwości, że w przeszłości już nie raz mieli możliwość współpracować ze sobą w podobnych warunkach. Za pewne doskonale wiedzieli co robią i czego szukają.
Niestety, nikt z nich nie pomyślał, aby podzielić się ze mną tą wiedzą tajemną.
Wystarczyło, że mrugnęłam, a obaj natychmiast i bezszelestnie zniknęli mi z pola widzenia. Przystanęłam zdziwiona brakiem swojej spostrzegawczości, ponieważ wszelki ślad po nich nagle zaginął.
- Świetnie, jak oni to zrobili? - pozostałam sama na małej, leśnej polance, na którą właśnie wkroczyliśmy. - I co teraz ? Przecież się nie rozdwoję - pomyślałam.
Nie wiedziałam, w którą stronę mam iść. Oczywiście, kilkadziesiąt metrów za mną kroczył Ben z półżywym Nickiem. Musiałam teraz jedynie poczekać jak do mnie dołączą.
Za chwilę, z pewnością wejdą na tą, ukrytą wśród zarośli, wolną przestrzeń i wspólnie ustalimy co dalej robić.
- Ben - rozłożyłam bezradnie ręce na boki kiedy powtórnie ich ujrzałam.
- Czego oni szukają? Stoimy, czy idziemy? - wyszeptałam do przyjaciela, który nareszcie znalazł się w zasięgu mojego wzroku. Nie wiedziałam czy mam iść dalej, czy będziemy czekać na powrót uciekinierów.
- Ten tu - wskazał brodą w kierunku człowieka - musi niestety co pewien czas odpocząć. Emily, takie są minusy ich posiadania. Jeśli nie zrobimy mu przerwy to padnie nam zanim dojdziemy do celu - popatrzyłam z niesmakiem na spoconego i bladego Nicka. Jego oddech był urywany i świszczący, a tętno szalało jakby krew wrzała mu w tętnicach. Faktycznie potrzebował dłuższej chwili odpoczynku.
Na jego widok zazgrzytałam zębami, był tak strasznie słaby, tak strasznie ludzki i rozczarowujący.
- Emily, chłopaki robią rekonesans po okolicy. Sprawdzają, czy w tym miejscu jesteśmy dostatecznie bezpieczni. Ta ukryta polana wydaje się ok. Jest bezwietrznie i dodatkowo jesteśmy wystarczającą osłonięci. Prawdopodobnie podjęli decyzję, że tu przenocujemy.
CZYTASZ
Pierwszy (TOM 2)
VampirW tomie 1 pt. „Pierwsza" poznajemy historię wampira i zmiennego. Przez odmienność tych dwóch ras pragnę dodać do mojej historii odrobinę magii i tajemniczości. Nieoczekiwanie życie Emily i Logana krzyżuje się i jedno z nich zmuszone jest do wa...
