32. Logan

101 8 0
                                        

   W ramach dłuższego oczekiwania na ostatnie rozdziały. Do końca tej historii zostało już całkiem niewiele. Zapraszam na krótki rozdzialik :)

- Oliver, jeszcze raz! Co się stało! - wykrzyczałem do słuchawki

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

- Oliver, jeszcze raz! Co się stało! - wykrzyczałem do słuchawki.

Odnosiłem wrażenie, że mnie nie słyszy.
Dzwoniący do mnie wampir był w jakimś pomieszczeniu i przemieszczając się robił przy tym sporo hałasu. Dodatkowo jego wypowiedź była często zakłócana, prawdopodobnie z braku zasięgu.

- Co się dzieje ? - obok mnie siedział Ben.

- Nie wiem, ale chyba nic dobrego. Strasznie przerywa - ścisnąłem mocno kierownicę.

Coś się wydarzyło, a ja miałem koszmarnie złe przeczucia.

- Logan, Ella nie pojawiła się na pogrzebie. Jej mieszkanie to istne pobojowisko. Wszędzie są ślady walki, a na podłodze znalazłem ampułki po jakiś środkach uspakajających. Logan, w kuchni była kartka od pieprzonego Rafaela! Kurwa! On, dziękuję mi za Ellę. Ma ją, rozumiesz to! Gdzie wy jesteście?! Potrzebuje waszej pomocy. W domu nikogo nie ma!

- Idź na górę! Peter pilnuje dziewczyn w sypialni Eislyn. Niedawno wysłał mi wiadomość- usłyszałem jak wbiega po schodach na górę.

- Nikogo tu... cholera ! - nastała złowroga cisza.

   Następnie w słuchawce rozbrzmiał dźwięk głuchego uderzenia. Zaparkowałem nasz wóz w jakiejś małej i w miarę pustej uliczce. Nie potrafiłem się teraz skupić na jeździe. Od Cramond Tower dzieliło nas raptem kilka minut jazdy.

- Co z Eislyn! - na karku wyczułem gorące oddech Toda, który krzyknął mi do ucha.

   Pochylił się do przodu. Do tej pory siedział na tylnej kanapie i od samego początku nieudolnie powstrzymywał swego wilka przed przejęciem kontroli nad jego ciałem.  
    Temperatura w samochodzie, wzrosła do tego stopnia, że wszystkie szyby nagle zaparowały. Ben, aby przewietrzyć wnętrze samochodu, otworzył okno po stronie pasażera.

- Oliverrrr, mów do mnie !!! - niewytrzymałem napięcia i zawarczałem.

- Petter jest nieprzytomny. Nie mogę go ocucić - po kilku dodatkowych uderzeniach zaczął znów do nas mówić.
- Co tu się do cholery dzieje! Ja muszę odszukać Ellę. A nie...

- Czy widzisz tam gdzieś Emily lub Eislyn? - przerwałem mu ostro.

   Mój oddech stał się poszarpany. Miałem wrażenie, że czas stanął i zaczynam się dusić. Pod moją skórą wszystkie oznaczenia zaczęły się niekontrolowanie i boleśnie wić, jakby szukały czegoś, bez czego nie mogą dalej istnieć. Moja skóra płonęła żywym ogniem. Doskonale wiedziałem co to oznacza.

- Logan! - mój beta, jak zwykle, był moim ostatnim zaworem bezpieczeństwa.
- Uspokój się! To ci teraz w niczym nie pomoże!

- Nie! Nie ma ich tu !- po długiej chwili, wampir w końcu mi odpowiedział.

   Ułamek sekundy później usłyszałem jak Tod wbija swe ostre szpony w tapicerkę tylnej kanapy.
Kiedy usłyszałem wypowiedziane przez Olivera zdanie, wiedziałem, że od teraz liczy się każda sekunda. Musiałem zacząć działać i to natychmiast!

- Ben, namierz nasze telefony. Może jakimś cudem, któraś z nich, ma jakiś przy sobie!

- Wracasz ?- Oliver zadał mi cicho pytanie.

- Tak! Ktoś, zaraz do ciebie oddzwoni! - szybko zakończyłem nasze połączenie.

   Po kolei wybierałem numer Petera lub dziewczyn. Moje wysiłki były jednak nieskuteczne. Nikt nie odbierał.

Byłem bliski obłędu.

To nie mogło się znów dziać. Rafael nie mógł ponownie porwać mojej Emily.
Nie mogę jej stracić w ten sam sposób.

- Mam ich ! - z ulgą wykrzyczał Ben.

Odpaliłem silnik.

- Tod, dzwoń do Olivera. Ben, mów !- wydawałem komendy.

- Sygnał komórki Petera, oraz Eislyn przemieszcza się spod królewskiego szpitala dziecięcego. To ten sam, do którego Emily chciała ciągle wracać - mój beta spojrzał na mnie, a ja we wsteczne lusterko.

   Tod patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami i kiwał głową na boki. Obaj, byliśmy tak samo przerażeni. Z całą pewnością, to Rafael, maczał w tym swoje ohydne palce. Tylko po co był mu potrzebny telefon Petera i co miał znaczyć ten sms.

- Słyszałeś? - z tylnego siedzenia doszedł do mnie ochrypły głos przyjaciela. Rozmawiał z Oliverem.
- Dobra, wskakuj na motor i jedź tam. My postaramy się dotrzeć na miejsce jak najszybciej. Będziemy w kontakcie !- i się rozłączył.

Z piskiem opon ruszyłem w znanym mi już dobrze kierunku. Jak najszybciej musiałem znaleść się na miejscu.

- Wyyydaje mi się, że ... przemieszczają się pieszo - Ben mówił do siebie, patrzył nadal w ekran laptopa.

- W którym kierunku idą ? - zadałem pytanie.

- Poruszają się dość wolno. Nie opuścili jeszcze okolic Craigmillar. Wydaje mi się, że sygnał porusza się w kierunku tamtejszych ruin...ale to bez sensu. Sprawdzaliśmy to miejsce trzy dni temu. Tam przecież nic nie ma.

- Najwidoczniej, teraz, wszystko się zmieniło! - zawarczałem ze złości.

- Jak, do cholery, do tego doszło? - Tod przetarł bladą twarz i opadł na oparcie. Chyba podobnie jak ja, czuł się bezsilny.

   O tej porze dnia, dotarcie na drugą stronę miasta, w satysfakcjonującym mnie czasie było niemal niemożliwe. Miałem wrażenie, że wszyscy mieszkańcy tego przeklętego miasta wyszli teraz na ulicę.
Po szalonej jeździe, w czasie której złamaliśmy niemal wszystkie przepisy drogowe, nareszcie zbliżaliśmy się do ruin zamku. To tam, GPS wskazywał ostatnie położenie telefony Eislyn, jak i Petera.

   Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Nie patrząc na jego wyświetlacz odebrałem połączenie.

- Oliver, już prawie jesteśmy na miejscu! - wykrzyczałem.

Jednak to nie jego głos usłyszałem w słuchawce.

- Logan, to ja - w samochodzie rozbrzmiał znajomy szept.

   Pomimo wyczuwalnego w głosie strachu to był najbardziej cudowny głos jaki było mi dane słuchać w całym życiu. Moje znamiona lekko się uspokoiły. Jakby były osobnym bytem. Pomimo strachu o dziewczynę poczułem lekką ulgę. Ona nadal żyła.
Jeszcze mocniej wcisnąłem pedał gazu w podłogę samochodu.

- Emily!

Pierwszy (TOM 2)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz