23. Emily

292 16 0
                                        

   Część przytoczonych tu wydarzeń, jak i opisanych postaci, w większym lub w mniejszym stopniu, zgadzać się będą z prawdziwą historią rodu Sinclair. Mam nadzieję, że „moja wersja" ich historii przypadnie Wam do gustu.

**********

   Pomimo, że wiedziałam jaki jest cel naszej podróży, byłam teraz zaskakująco szczęśliwa. Nasz samolot nareszcie się zatrzymał i poczułam się wolna. Po tak długim locie mogłam w końcu opuścić ten przeklęty statek powietrzny. Teraz byłam pewna, że chyba nigdy nie przekonam się do żadnego, ludzkiego środka komunikacji.
Po szybkim opuszczeniu samolotu od razu zaczerpnęłam orzeźwiający i bardzo odprężający wdech czystego i mroźnego powietrza. Znajomy chłód rozszedł się po moim ciele. Najwyraźniej i tu, wielkimi krokami zbliżała się zima.

   Niemal od razu rzuciło mi się w oczy, że dwadzieścia metrów od nas, w równym rzędzie stały trzy, wysłużone samochody. Wyglądały tak, jakby niemal przed chwilą, ktoś podjechał do nas wprost z leśnej i szalonej ekspedycji. Pojazdy były wyraźnie ubłocone. Gdzieniegdzie nosiły ślady płytkich wgnieceń, jak i drobnych zarysowań.
O jeden z tych jeepów, w kolorze zgniłej zieleni, opierał się niski i barczysty mężczyzna. Ubrany był tak samo jak wszyscy ludzie, których mieliśmy ostatnio wątpliwą przyjemność spotkać. Ponownie stał przed nami kolejny przykład typowego żołnierza. Jednak ten, dla odmiany, wyróżniał się w dość nietypowy sposób, na tle swoich współtowarzyszy. Był znudzony i wyraźnie zmęczony. Nie wyczuwałam w nim tego nieprzyjemnego i duszącego zapachu strachu. Wydawał się wręcz oswojony, ze świadomością naszej obecności.
W pewnym momencie, jakby nigdy nic, nieznajomy ostentacyjnie ziewnął i podrapał się po głowie. Pomimo wczesnej pory jego zachowanie świadczyło o tym, że nie miał jeszcze okazji do zasłużonego odpoczynku.

  Czujnie, rozejrzałam się dookoła. Szukałam jego kolegów, którzy zapewne od samego początku nas obserwują. Strach, który tkwił w ich ludzkich umysłach, na pewno, nakazał im ukrycie się przed nami. Najwidoczniej tutejsi ludzie byli świadomi prawdopodobnych konsekwencji wynikających z naszego przybycia. Schodząc nam z drogi mieli nadzieję, że unikną niebezpiecznego w swych skutkach testowania naszej i tak nadszarpniętej samokontroli.
   Bez przerwy wysilałam swój wampirzy wzrok, ale pomimo to, nigdzie nie znalazłam tych tak bardzo charakterystycznych refleksów świetlnych powstających na lufach ludzkiej broni wymierzonej wprost, w nasze głowy bądź serca. Taki wręcz zaskakujący spokój, nie towarzyszył nam już od bardzo dawna. Po tym co wydarzyło się w obozie Logana, i po wylądowaniu na tym starym kontynencie, nie spodziewałam się tak skromnego powitania.
Do tej pory, wszyscy obawialiśmy się, że nieprzemyślane działanie Eislyn zniweczy naszą jedyną szansę na dobrą i owocną współpracę, z tutejszymi ludźmi. Oczami wyobraźni widziałam towarzyszących nam bez przerwy ludzi i ich broń. Trudno mi było teraz uwierzyć w to, co zobaczyłam, a raczej w to, czego pomimo starań nie widziałam.
Wszystko wskazywało na to, że mężczyzna, który do tej pory nawet na nas nie spojrzał, był na prawdę sam.

-Czy nikt w dowództwa nie zadbał o jego bezpieczeństwo? - pomyślałam.

   Na moment, mój wzrok powtórnie zatrzymał się na nim. Sprawiał wrażenie tak bardzo słabego i bezbronnego. Nigdy nie miałby z nami żadnych szans. Jego krew, leniwie krążyła w kruchych i wąskich żyłach. Pomimo swojej ułomności, nadal tu był i to bez dodatkowego kordonu wsparcia.

   Kolejny raz zaczęłam się rozglądać. Coś, może był to strach przed Rafaelem, nie dawało mi spokoju. Z dużą nieufnością wpatrywałam się w ciemną pustkę otulającą nas dookoła. Nie licząc majaczących w oddali samolotów na pewno nikogo, oprócz nas, tu nie było. Było tak, jakby wiedza o występku Eislyn nigdy nie dotarła do Europy. Doskonale wiedziałam, że to było raczej niemożliwe.

Pierwszy (TOM 2)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz