W tomie 1 pt. „Pierwsza" poznajemy historię wampira i zmiennego. Przez odmienność tych dwóch ras pragnę dodać do mojej historii odrobinę magii i tajemniczości.
Nieoczekiwanie życie Emily i Logana krzyżuje się i jedno z nich zmuszone jest do wa...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Logan i Tod, po około godzinie, w końcu wrócili do domu. Wmaszerowali do kuchni żartując z czegoś głośno. Ich swoboda w zachowaniu, po tym co zaszło w mieście, była dla mnie mocno zastanawiająca. Upłynął stanowczo za krótki czas, aby z taką łatwością zapomnieć o tym, co tak niedawno zaszło. Ich zachowanie było odmienne od tego do czego nas do tej pory przyzwyczaili. Z tego powodu przyglądałam się im bardzo uważnie. Na ich ciałach brakowało śladów pochodzących z potencjalnej walki. Najwyraźniej doszli do jakiegoś porozumienia. Zauważyłam, że w ich ruchach brakowało jednak tej naturalnej dla nich swobody. Pomimo uśmiechu na twarzy czułam, że byli spięci jakby ich coś od dawna dręczyło. Wyglądali tak, jakby odgrywali przed nami podrzędne przedstawienie, maskowali się. Ich cel był dla mnie jasny. Z niewiadomych dla mnie przyczyn starali się nas uspokoić. Logan, przez cały czas, unikał mego wzroku, a to utwierdziło mnie w przekonaniu, że mam rację.
Zmienni, jakby nigdy nic zajęli się spożywaniem potrawy, która czekała na nich od jakiegoś czasu. Najwidoczniej Ben, przygotował im wcześniej coś do zjedzenia.
- Skoro jesteśmy w komplecie niedługo będziemy się zbierać - nie spoglądając na nikogo, Oliver, krótko poinformował nas o swoich zamiarach. Przez cały czas przeglądał coś na swoim telefonie.
- Ok -Logan przełknął ostatni kęs posiłku. - Tym razem pojedzie z nami Tod. Ma, ten sam zapach co Eislyn. Nie przewiduję z tego powodu jakiś większych problemów.
- Alfo, zrobisz jak zechcesz. To ty decydujesz co robią twoi ludzie. Ja, nie mam nic do tego. Nie wiem tylko, jak zareaguje na to ta wasza ostoja spokoju siedząca teraz na górze ale ...jak już mówiłem, to nie jest mój problem - uniósł ręce ku górze. - Pragnę jedynie zakończyć wszystko jak najszybciej.
- Dobrze! W takim razie, Eislyn biorę na siebie. Pójdę ją powiadomić - Tod wziął głęboki wdech i ciężkim krokiem ruszył do drzwi. - Jak tylko się uspokoi to do was zejdziemy.
- Toood, nie musisz się dla mnie tak poświęcać! Możesz już z tym skończyć?! - nieoczekiwanie w drzwiach, pojawiła się nasza księżniczka. Jej twarz zdobił kwaśny uśmiech, a słowa ociekały jadem. Pomimo to, wampirzyca była bardzo spokojna, jakby właśnie tego się po nich spodziewała.
Obaj zmienni spojrzeli po sobie. Cała trójka trwała przez moment w dziwnym napięciu, jakby chodziło tu o coś więcej. Wszyscy, zaciekle walczyli ze sobą na spojrzenia. Pomimo to milczeli.
- Ok- Oliwer odchrząknął. - Skoro nie szykuje się nam tu kolejny draaamacik, wychodzimy! Nie marnujmy cennego czasu na czcze gadanie. Według rozkładu jazdy niedługo pojawi się kolejny autobus, który dowiezie nas do centrum - Sincler schował do tylnej kieszeni spodni swój telefon i jak zwykle, nie oglądając się na nikogo, ruszył pierwszy do wyjścia.
Podobnie jak poprzednim razem, przeszliśmy tę samą trasę. Oczywiście, pominęliśmy zwiedzanie zamkniętych o tej porze dnia zabytków. Leniwie przemieszczaliśmy się po mieście. Co pewien czas mijały nas małe grupki turystów. Opuszczali oni różnego rodzaju restauracje, a następnie część z nich szła spędzić kolejne godziny w lokalnych pubach. Nasza wyprawa trwała do czasu, aż większość uliczek w końcu opustoszała. Nasze cienie, rzucane przez światło z latarni, leniwie przesuwały się po starych murach. Tym razem, przez cały ten czas, Eislyn nie odstępowała mnie na krok. Dodatkowo, nie wykazywała oznak tego typowego dla siebie buntu. Natomiast Tod, który miał nam towarzyszyć i zapewne śledzić każdy nasz ruch, szedł gdzieś daleko z tyłu. Mężczyznę nie interesowało to, co porabiamy i czy nie odchodzimy od grupy. Co chwilę, znikał w jakiejś wąskiej uliczce na długie minuty. Po kilku godzinach kolejny raz, z niczym, powróciliśmy do domu.