Rozdział 12

119 15 2
                                        


Perspektywa Caine


Czułem się najgorzej na świecie. Miałem wrażenie, że zaraz umrę. Okropnie kłuło w klatce piersiowej. No tak. Prawie zapomniałem o ty, że przed chwilą zostałem kilkakrotnie pchnięty nożem. 

Obok mnie siedziała Diana i trzymała za rękę. Miała spuchnięte oczy. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie. 

Kiedy obudziłem się na tym świecie byłem w szoku. To tak jakbyś siedziała pod wodą przez długi czas i nagle gwałtownie się wynurzył. Wtedy łapczywie czerpiesz każdą cząsteczkę tlenu. Czułem się właśnie tak. 

Nagle w drzwiach pojawiła się pewna osoba, a za nią druga. Tęskniłem braciszku. Astrid- za tobą trochę mniej- myślałem. Stali tam i nie wiedzieli co powiedzieć. Jakby to delikatnie ująć. Byli zakłopotani. Założę się, że nie uwierzyli Dianie, gdy powiedziała im o mnie. Ja też będąc na ich miejscu nie uwierzyłbym. Mimo wszystko kocham wprowadzać w zakłopotanie.

- Nie wierzę- wyszeptała Astrid

- Mi też Was miło widzieć- powiedziałem z moim specyficznym uśmiechem

- Najpierw opowiedzcie mi co się stało- powiedział Sam, a potem wszedł do sali i usiadł na małym taborecie

- Jakiś koleś chciał ją zgwałcić, więc ją uratowałem- wysiliłem się na mój bezuczuciowy ton głosu

- Diana czyś ty do cholery oszalała? Jak mogłaś wyjść w środku nocy z domu?- darła się Astrid

- Głowa też mnie trochę boli- chciałem to przerwać. Gdyby Diana wtedy nie wyszła to byśmy się nie spotkali, a z drugiej strony na samą myślę, że jakiś facet chciał ją dotykać- miałem ochotę kogoś zabić. Diana była tylko i wyłącznie moja. Nikt nie ma prawa być tak blisko niej jak ja

- Zamknij się- tym razem słowa dziewczyny skierowane były do mnie

- Nic się nie zmieniłaś- warknąłem. Nie miała prawa tak się do mnie zwracać

- Zachowałaś się tak nieodpowiedzialnie

Odwróciłem się w stronę ukochanej, która cały czas trzymała mnie za rękę i krzyki Astrid najwidoczniej mało ją interesowały. Patrzyła na Astrid z obojętnością i... rozbawieniem. Tak, Diana też się nie zmieniła

- Nie mamy już mocy prawda?- zmieniłem temat  

- Niestety nie. Odkąd wyszliśmy z ETAP u wszystko wróciło do normy- skrzywił się Sam

- Jest prawie normalnie, nikt już nie patrzy na to świat tak jak wcześniej- powiedziała już spokojniejsza Astrid

- Mam pytanie- odezwał się Sam- Jak się tu znalazłeś? Wybacz, ale umierałeś na naszych oczach- wydawał się zamyślony

- Kiedy 'umarłem' znalazłem się w... hmm- nie do końca wiedziałem jak mam im to pisać- pustce

- Pustce?- powtórzyła za mną Astrid

- Tak. Tam nie było niczego. Byłem tylko ja i małe Pete- na te słowa Astrid się skrzywiła. Musiała mieć dalej wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobiła- Czułem się tam dobrze. Nie było bólu, problemów. Ale za to było strasznie nudno. No i tęskniłem- po tych słowach spojrzałem na Dianę

- Ja też- powiedziała cicho

Nie mogłem się już doczekać momentu, w którym dostanę ten cholerny wypis ze szpitala i pójdę z Dianą... y w wiele miejsc. Tak o to mi chodziło

- Nie wiem ile czasu tam siedziałem. Czas płynął tam zupełnie inaczej. W pewnym momencie dziecko, które cały czas mnie ignorowało, odwróciło się i powiedziało 'Już czas'- zrobiłem chwile dramatycznej przerwy. Wszyscy wpatrywali się we mnie z zaciekawieniem i ja czułem niemałe rozbawienie- Potem czułem jak spadam, wszystko się wokół mnie kręciło i nagle się obudziłem.

Do pokoju weszła lekarka. Spojrzała na naszą czwórkę i uśmiechnęła się

- Rany były poważne, ale szybko udało się nad nimi zapanować. Będzie Pan musiał posiedzieć tu w szpitalu jeszcze kilka dni

Najchętniej wyszedłbym stąd od razu. Chciałem zobaczyć ile w ostatnim czasie się tu zmieniło. Jak wygląda życie ludzi po ETAP ie. Nie mogę tyle czekać.

- Myślę, że powinniśmy się już zbierać- powiedział Sam, a po chwili wstał. Kiedy próbował rozprostować ręce, nagle wystrzeliło z nich światło. Tak, to było te światło

Wpatrywaliśmy się cicho w dziury w podłodze, które były spowodowane uderzeniem ognia

- Cholera- wyszeptała Diana

+++

No hej 

W ostatnim rozdziale napisałam o ty, że między chłopakami nie ma pokrewieństwa. To był mój błąd. Po prostu chwilowo o tym zapomniałam, że są braćmi XDD W tamtym rozdziale nie będę tego zmieniała, ale tutaj wszystko wraca do normy :D

Dziękuję dziewczynie, która zwróciła mi na to uwagę <3

Besos

Aniaaa 



Powrót || Gone Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz