✘ Epilog

2K 192 23
                                    

wam wszystkim, cytrynki 

:::

- Beatrice - 

- San Francisco, parę lat później - 

Tego dnia przypadała druga rocznica naszego małżeństwa i szósty rok naszego związku. Wstąpiłam do rodziny Hemmingsów dwa lata temu, nie chcąc już nikogo innego oprócz Luke'a. Przeżyliśmy już zbyt dużo wzlotów, a jeszcze więcej upadków, aby dać sobie spokój. Kochałam go za te wszystkie małe rzeczy, za wady i zalety, które w sobie posiadał. Za to jakim dojrzałym człowiekiem się stał, za to, że został w nim ten nastolatek, który przysporzył mi dużo problemów, ale dał jeszcze więcej szczęścia. Nasze małżeństwo nie było idealne, o nie, bywały momenty, kiedy brakowało dosłownie jednego słowa, a byłabym gotowa złożyć pozew rozwodowy, czy posądzić go o zdradę, tak samo, jak on mnie, ale po każdej kolejnej takiej kłótni wychodziliśmy silniejsi i przygotowani na kolejne przeciwności, jakie postawi przed nami los. 

- Wróciłem! - usłyszałam z głębi korytarza, choć wcześniej oznajmiły mi to klucze przekręcane w zamku. Pudding pobiegł w tamtym kierunku, chcąc dostać dawkę pieszczot od blondyna, od samego początku maltańczyk kochał bardziej jego niż mnie. - Gdzie jesteś cukierku? - zapytał z kuchni, a ja zaśmiałam się cicho. Stał się taki oczywisty. Zawsze, gdy wracał późnym wieczorem do domu zostawiał klucze na komodzie, a kurtkę, czy płaszcz na wieszaku, po czym wchodził do kuchni, sprawdzając, czy mnie tam nie ma, następna w kolejce była łazienka, gdzie po drodze przeważnie gubił krawat, a dopiero później wchodził do salonu. 

- Cześć. - przywitałam się, gdy przekroczył próg pomieszczenia. Siedziałam na kanapie ze skrzyżowanymi nogami, kubkiem gorącej herbaty i sekretem, którym musiałam się podzielić. - Jak w pracy? - dodałam 

- Papiery, spotkania, stres i kawa. - westchnął ciężko, opadając na sofę obok mnie. Przeczesał palcami włosy, po czym rozpiął guziki śnieżnobiałej koszuli. Był prezesem firmy, którą prowadził razem z Benem, tamten namówił go na ten biznes od razu po studiach. Wszystko rozwinęło swoje skrzydła, a nowe odłamy powstawały na wyspach brytyjskich, Europie i Ameryce Południowej. - Jak w przychodni? - dodał, podnosząc na mnie wzrok. Posłał mi uśmiech, po czym, przysunął się, układając głowę na moich kolanach.

- Całkiem dobrze, choć musiałam się zwolnić, bo źle się poczułam. - wyjaśniłam, bawiąc się jego włosami. 

- Coś poważnego? - zapytał wyraźnie zmartwiony.

- To nie choroba, nie musisz się bać. - spojrzałam na niego, kiedy podniósł się z powrotem do pozycji siedzącej. - Ale chyba będziemy musieli kupić nowe mieszkanie... - ciągnęłam powoli, podając mu plastikowy patyczek, będący testem ciążowym, który posiadał pozytywny wynik. - Będziesz ojcem, Luke, jestem w ciąży. - dodałam radośnie, pamiętając, że chciał mieć gromadkę dzieci. 

Blondyn zacisnął przedmiot w dłoni, nadal się nie odzywając. Przygryzłam wargę, nie rozumiejąc, o co chodzi. Przecież sam nie dawno twierdził, że jesteśmy już gotowi na potomków. 

- Lukey? - spojrzałam na jego twarz, po zwieszeniu głowy, przez co zaczęłam się rozczulać. Płakał, naprawdę płakał.

- Będę ojcem... - wyszeptał, patrząc na mnie z wilgotnymi policzkami. - Będę ojcem. BĘDĘ OJCEM! - z każdą kolejną powtórką radość i ekscytacja coraz bardziej przejmowała nad nim kontrolę, a moje serce cieszyło się razem z nim i rosło na widok szczęśliwego Luke'a. - Będzie miało wszystko, co najlepsze, zobaczysz, kochanie. Czy to będzie nasza mała księżniczka, czy mały książkę. Nie pozwolę, aby stała mu się jakakolwiek krzywda i sprawę, aby było najszczęśliwsze na świecie. 

KONIEC.  

----------------------------------------------------------

Ja wiedziałam, że ten moment musi nadejść, ale cholera, nie sądziłam, że znowu tak mocno zżyłam się z bohaterami, szlag

Jeśli ktoś liczył tu na jakąś dramę, to przepraszam, ale jestem niepoprawną optymistką, jeśli chodzi o swoje prace i będę to mówić, aż sami będziecie mi tym wypominać.

NIE BĘDZIE DRUGIEJ CZĘŚCI. 

Nigdy jej nie planowałam i żadne namowy mnie do niej nie przekonają, zawarłam tutaj wszystko, co chciałam, wyczerpałam swój pomysł do końca, można powiedzieć, że jestem nawet z siebie zadowolona, choć pewnie całość pozostawia po sobie wiele do życzenia. 

Po 20.00 będzie podsumowanie, a tym czasem to najwyższa pora, aby pożegnać się z Tris, z Hemmo i resztą ferajny, mam nadzieje, że choć przez moment ta historia znaczyła dla was coś więcej niż zwykłe ścierwo,

all the love, Red xx

graffiti • hemmingsOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz