Piaski czasu, czarne, suche
Wieczności równiny głuche
Błądzą po nich istoty
Mimo że nie mają ochoty
Bez końca łazić bez celu
Myślą i czują, czy myślą, że czują?
Pytają bez przerwy i bez przerwy próbują
Odnaleźć sens sami
Gdzieś ponad piaskami
Lecz ślepych jest wielu
Niektórzy kucają i grzebią w pyle
Lecz nigdy nie dochodzą głęboko, nie na tyle
By z czarnej ziemi
Z ciał i krwi cieni
Wydostać swoje marzenia
Siadają lub klęczą, zanoszą się szlochem
Stają się brudnym, płaczliwym motłochem
I tkwią bezczynnie
Jęczą niewinnie
Dość mają niezrozumienia
Choć wiedzą, że nie otrzymają pomocy
Że nigdy nie wyjdą z niepewności nocy
I tak żywią nadzieję
Że tę całą beznadzieję
Ktoś w końcu z życia usunie
Niech siedzą w tym cieniu
Niech poddadzą się pragnieniu
Wiecznej wolności
Prawdziwej miłości
Niech każdy za krawędź życia pofrunie
Skończy się ból, łzy już nie uronią
Zdechną jak zwykłe zwierzęta
Odejdzie duszą przeklęta
Pożegnają się z życia ironią
CZYTASZ
Pseudopoezja
PoesíaZbiór pseudowierszy pseudopoety #2 miejsce w poezji (24.03.16) Jakim cudem ten szit miał takie powodzenie
