Ciemno, nic nie widzę.... Zimnoo a wszystko się rozmyło... Koniec?
Nagle widzę kobietę... Znam ja. Mamo!! Krzyczę żałośnie. Gdzie ja jestem, kwiaty, ten zapach... Łąka...
-Victoria...
-Victoria dasz rade, obudź się walcz, masz dla kogo. Jego spotka kara. -Głos mojej mamy dobiegł do mnie jakby za szkłem. Ale słyszałam ją, jej obecność goiła wszystkie moje rany.
-Vici
-Vici
-Vici
Słyszę głosy.
-Wywalę drzwi jak się nie odezwiesz.
Nagle zrywam się i patrzę na wodę. Kolor zmienił się w czerwień. Brat krzyczy za drzwi.
-Żyje Ash spokojnie -unormowałam oddech.
-Wyjdź zaraz bo kolacja na stole-Krzyknął i odszedł od drzwi.
Wstałam z wody, która była bardzo zimna. Z ran sączyła się krew więc musiałam poszukać apteczki co nie było łatwe bo dalej kręciło mi się w głowie. Znalazłam ją po wielkich mękach. Znalazłam bandaże i zabrałam się za owijanie bardzo głębokich ran. Bolało w Chuj ale dałam rade. Ubrałam czarne dresy i czarna duża bluzę dzieki czemu było mi wygodnie i ciepło a i ran Nie było widać. Wyszłam z pomieszczenia uprzednio je dobrze sprzątając. Weszłam do kuchni gdzie na stole leżała pizza ale taka własnoręcznie zrobiona. Aż mi ślinka pociekła na sam widok. Zadowolona usiadłam obok Asha i Caluma. Tego pajaca nie było na szczęście. Zjadłam w spokoju posiłek a następnie ruszyłam do pokoju. Zmęczona usiadłam na łóżku i zobaczyłam na mój telefon. Miałam multum nieodebranych połączeń od brata, czerwonowłosego i gangu a poza tym wiadomości od nich o podobnych treściach typu o której będziesz w domu itp. Weszłam jeszcze na snapchata, instagrama, facebooka. Potem ułożyłam się wygodnie na łóżku w skutek czego postanowiłam iść spać. Przykryłam się kołdrą i zasnęłam.
Sen;
Las, drzewa, kwiaty. Gdzie ja znowu do cholery jestem. Spoglądam przed siebie, i na wszystkie strony. Wstaje z ziemi, podążam przed siebie. Czekać! Czemu jestem taka ciężka. Brzuch, wielki brzuch, jestem w ciąży! Wpadam w płacz i histerię. Gdzie ojciec?! Nagle jestem u siebie w salonie. Obok mnie siedzi Liam a na przeciwko mnie mama, tata oraz Ashton. Ktoś mnie trzyma za rękę. Zauważam pierścień, duży na moim palcu. Jestem zaręczona ale z kim.
-Kocham Cie, słyszę te słowa, mówi je osoba która siedzi obok mnie.... To nie brat lecz Liam.
-Nie!!!! -krzyczę przeraźliwie i budzę się.
Zrywam się z łóżka. W pokoju panuję wszechobecny mrok i smutek. Patrzę na telefon. 5 rano. Jestem cała mokra od potu i Załzawiona. Nie wiem co jest nie tak. Boli mnie wszystko, a najbardziej rana na nodze. Wstaje powoli i biorę moja apteczkę. Opatruje swoje rany i ją odkładam. Biorę komórkę, włączam muzykę a mianowicie Linkin Park-Numb (polecam całym sercem) . Przy głosie Benningtona zasypiam w lekki sen...
Rano budzi mnie Ashi.
-Wstawaj sis, masz śniadanie w kuchni bo my z chłopakami jedziemy na wycieczkę na motocyklach. -mówił powoli i spokojnie.
-Okej -szepnełam zaspana.
Chwile potem usłyszałam trzask drzwi a następnie ciszę. Zadowolona z tego wstałam powoli i pokierowałam się do łazienki. Szybki prysznic. Zeszłam na dół już ubrana, umalowana. Na blacie kuchennym leżał talerz z tostami które szybko pochłonęłam. Postanowiłam potem udać się do mojego gangu. Przez Liama bardzo go zaniedbałam. Zabrałam broń, klucze i wyszłam z willi. Po 10 minutach byłam pod moim drugim domem. Nie pukałam tylko weszłam. Było dość wcześnie wiec w kuchni siedziała cała moja paczka, w samych bokserkach. Gdyby nie to ze jestem codziennie prawie gwałcona pewnie bym miała mokro.
-Siemka -krzyknęłam.
-O dzień dobry królewno -uśmiechnął się Lukuś.
Usiadłam obok niego i poczęstowałam się chipsami. Gadaliśmy chwile a potem poprosiłam Luka na osobności.
-Co jest mała? -zapytał uśmiechnięty.
-Co tam z gangiem? Chce jakoś pomóc wam i iść na akcje lub wyścigi. - również obdarzyłam go uśmiechem.
-Meh... Akcji na razie nie ma, gang który Cię ścigał nie wie gdzie jesteś a nasi juz się nimi zajmują. A co do wyścigów są dziś kochanie na starej części LA i w sumie liczyliśmy na to że pojedziesz. -Puścił mi oczko.
-Boże Luke kocham Cię- rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam całować po policzkach.
Mimo że zwykle jestem bezwzględna i nie uczuciowa dla mojej rodziny zawsze miła i delikatna chyba że ktoś mnie wkurzy to nie ręczę za siebie.
-halo... Jesteś tutaj- obok mnie stał dalej on i śmiał się bo go nie słuchałam.
-Tak tak, co mówiłeś? -zapytałam zmięszana.
-Moja droga wyścig jest o 22 a tutaj masz nowa chustę. -podał mi materiał i wyszedł śmiejący się pod nosem
przeciągnęłam się oraz postanowiłam iść się jeszcze przespać. Poinformowałam o tym ziomków i ruszyłam do siebie. Wyjebałam się na łóżko a następnie odpłynęłam w świat którego nikt nie zrozumie. Wyjątkowo nic mi się nie śniło. Obudziłam się o 20. Wyskoczyłam z pod kołdry i pobiegłam do łazienki. Czysta postanowiłam wybrać ciuchy na dziś. Postawiłam na czarny skórzany kombinezon plus chusta. Wyglądałam całkiem względnie. Nie malowałam się bo nie chciało mi się potem tego zmywać. Zeszłam na dół gdzie wszyscy grali w Fife. Pożegnałam się z nimi a następnie pobiegłam do garażu i zabrałam moje Kawasaki ninja. Jechałam drogą główną a za mną Luke i Harry. Tylko im się chciało jechać. Wjechałam po chwili na teren gdzie odbywały się wyścigi. Już z daleka było czuć zapach paliwa, spalin i tą muzykę. Wkurwiało mnie jedynie to że laski były ubrane jak dziwki, dosłownie. Nie lubię obrażać innych ale jak można było się tak ubrać. Wjechałam na start. Jak zawsze nie musiałam się przejmować przyjęciem. Byłam i już! Na linie weszła jakaś tleniona blondi na obcasach i sukience która więcej odkrywała niż zakrywała.. Z tego co się zorientowałam to oprócz mnie było 5 samych chłopaków. Miałam nadzieje wygrać. Na 3 szmata opuściła flagę i wszyscy wystartowali. Znów czułam wiatr we włosach oraz niesamowitą więź z moją machiną. Tylko ja i ona nic więcej. Piękne uczucie. Ale jeszcze lepsze jak się ma kasę w ręce. Przejechałam jako pierwsza. Byłam zadowolona. Przez tego chuja chodziłam smutna i przybita a dziś powrócił mój optymizm. Życie znów należy do mnie. A Liam zapłaci za to co robił tylko jeszcze nie teraz. Z taką myślą pojechałam na chatę i razem z chłopakami opijaliśmy moją wygraną. Potem poszłam już do pokoju lecz nie sama. Za mną był...
Kolejny rozdział robaczki:*:* trochę powyżej 1000 słów. Mam nadzieje że nie za nudno jak coś czekam na komentarze za które w sumie dziękuje, tak samo jak za głosy❤❤❤
CZYTASZ
Bad Girl
Teen FictionGang, niebezpieczeństwo, strach, paląca przeszłość... To wszystko ma na głowie jedna dziewczyna. 17 lat I miliony problemów... Zapraszam na ciekawą historię pewnej zabłąkanej dziewczyny, której los zgotuje nie małe tarapaty.
