Rozdział 1.

1.2K 94 14
                                        

Od mojego związania się z Jungkookiem minęły trzy miesiące. Wraz z tym okresem odeszła zima, która zagościła w mieście na jakiś czas. Długo wyczekiwana wiosna miała nadejść już wkrótce, lecz do tego momentu minie jeszcze trochę czasu nim ponownie ujrzę słońce.

Jednak moim słońcem był Jungkook. Chłopak zaskakiwał mnie niemal każdego dnia, a gdy tylko na mnie patrzył, w moim sercu powstawała burza emocji. Zwykle później więziłem szatyna w swoich ramionach i całowałem do utraty tchu. Nigdy nie udawało mu się uwolnić i był zmuszony pozwolić mi na te czułości, którymi obsypywałem jego śliczną twarz.

Do tego momentu między nami nie doszło do żadnego głębszego zbliżenia. Nie naciskałem na Jungkooka, dobrze pamiętając momenty gdy zaczynaliśmy się kłócić. Atmosfera nie była wtedy najlepsza, a ja wolałem po prostu widzieć na jego twarzy uśmiech szczęścia.

Ostatnio przefarbowałem kolor włosów na jasny blond, który bardzo spodobał się mojemu chłopakowi. Jungkook nie potrafił oderwać ode mnie oczu, co chwilę prawiąc mi komplementy na temat mojego nowego wyglądu. Zmieniłem nie tylko to. Przekłułem sobie też uszy i kupiłem kolczyki, trochę dłuższe niż zamierzałem. Mimo to, utwierdzałem się w przekonaniu, że to posunięcie było dobre. Jeszcze nigdy nie byłem tak szczęśliwy jak właśnie w tym momencie.

Yoongi, Hobi oraz Namjoon pozostali tacy jak zawsze, wspierając naszą dwójkę i będąc tuż obok. Jednak to właśnie z Jungkookiem spędzałem najwięcej czasu i prawdę mówiąc zupełnie mi to nie przeszkadzało.

Któregoś razu gdy szatyn był u mnie, spytałem go o tatę. Dowiedziałem się, że Jungkook jeszcze nie powiedział swojemu rodzicowi o tym, że jest z chłopakiem. Chociaż z drugiej strony ja również nie mówiłem niczego rodzicom, ale prawda była taka, że nie za bardzo liczyłem się z ich opinią na temat mojego życia osobistego. W końcu nigdy się mną nie interesowali.

Podczas każdego weekendu wychodziłem z Jungkookiem za miasto, chcąc pokazać mu różne ciekawe miejsca i sprawić, aby wreszcie przestał siedzieć samotnie w domu. Chłopak nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony, lecz gdy zaprowadziłem go na nasz plac zabaw po lekcjach, na twarzy szatyna odmalował się radosny uśmiech. Najwyraźniej wspominał dawne dni, podczas których nie byliśmy jeszcze tak zżyci jak teraz.

Nie przeszkadzało mi już bujanie się na huśtawkach ani spacerowanie po lesie. Czułem się inaczej, lepiej. Tak jakbym odrzucił wszystkie złe emocje gdzieś daleko i nie miał zamiaru do nich kiedykolwiek wracać. Dzięki Jungkookowi zrozumiałem czym jest radość każdego dnia oraz czułość i miłość. Tylko on potrafił sprawić, że ujawniły się we mnie takie cechy charakteru. W jego oczach stałem się kimś łagodnym i bardzo ciepłym.

- Naprawdę tak myślisz? - spytałem cicho, uśmiechając się w jego stronę.

Jungkook odepchnął się od ziemi, huśtając i posyłając mi swoje nieśmiałe uśmiechy. Dziś miał na sobie ciemne dżinsy oraz jakąś starą, wytartą kurtkę. Najwyraźniej w ogóle nie przejmował się, jeśli chodziło o ubiór. A może po prostu nie miał pieniędzy, aby kupić sobie coś nowego? Koniecznie musiałem mu sprawić prezent.

- Tak - szepnął, kiwając powoli głową. - Zmieniłeś się trochę, Jiminnie. Jesteś...po prostu ciepły.

Roześmiałem się na tę uwagę, a następnie zatrzymałem huśtawkę szatyna. Jungkook popatrzył na mnie uważnie, nie przestając się uśmiechać. Potem pochylił się ku mnie, a ja niemal natychmiast objąłem go ramionami.

- Nadal potrafię się rozgniewać, wiesz o tym? - przypomniałem mu, a gdy rzucił mi zdumione spojrzenie, dodałem: - Jeśli ktoś ci dokuczy, to przysięgam...

- Jiminnie - przerwał mi delikatnie, ale stanowczo. Przygryzł usta, doskonale wiedząc jak mocno działa na mnie taki gest. I zadziałał. Jakżeby nie?

Ująłem twarz szatyna w swoje dłonie, a następnie zajrzałem mu prosto w oczy. Jungkook jak na zawołanie zaczął się rumienić.

- Nadal to do mnie nie dociera - wyszeptałem cicho.

- Co takiego? - spytał, przełykając ślinę i nie spuszczając ze mnie wzroku. Jego policzki pozostały lekko różowe, ale dla mnie to był uroczy widok. Jak żaden inny.

- Nadal nie mogę uwierzyć we własne szczęście - odpowiedziałem. - W to, że jesteś tylko mój, Jungkookie.

Szatyn spuścił wzrok, drżąc na całym ciele. Ostrożnie uniosłem jego głowę, aby złożyć na jego ustach lekki pocałunek.

Jungkook niemal podskoczył w momencie gdy nasze wargi się zetknęły. Byliśmy tutaj sami, lecz mimo to chłopak nie potrafił się całkowicie rozluźnić. Zresztą, ja chyba też nie potrafiłem. Bezpieczniej było go całować w zaciszu pokoju, bo tam mogłem robić coś więcej niż tylko to. Mogłem go dotykać i sprawiać, że wydawał  z siebie urocze dźwięki. Nie wspominając o jego szybszym oddechu i dyszeniu jak po wyczerpującym biegu.

Ponownie popatrzyłem na jego zarumienioną twarz, od której bił niesamowity blask. W oczach szatyna dojrzałem iskry radości, a moje serce zaczęło bić jak szalone.

Do tego momentu starałem się nie wyobrażać sobie Jungkooka nagiego. Niestety, moja wyobraźnia była zła i spłatała mi figla. W myślach ujrzałem szatyna na swoim łóżku, owiniętego w prześcieradło i spoconego po naszych miłosnych uniesieniach. Doskonale mogłem wyobrazić sobie dotyk ciała młodszego, gdyż wcześniej badałem jego brzuch i doskonale pamiętałem jaka jest w dotyku jego skóra. Bardzo miękka i delikatna.

- Jiminnie? - usłyszałem tuż przy uchu, dlatego otrząsnąłem się z rozmyślań i spojrzałem wprost na chłopaka. Jungkook ponownie zagryzł wargę, uśmiechając się do mnie niepewnie. - Możemy już wracać?

- Tak, oczywiście - zgodziłem się, wstając z huśtawki i wyciągając dłoń w jego stronę.

Jungkook bez wahania chwycił moją rękę, a gdy pociągnąłem go ku sobie, wpadł prosto w moje ramiona. Objął mnie delikatnie, a ja pocałowałem go w głowę.

- Chciałbyś pójść do mnie? - spytałem cicho, starając się uspokoić i nie dać pokazać po sobie jak bardzo pragnę teraz jego bliskości. To było niemal przekleństwo. Chciałem go i jednocześnie nie mogłem pozwolić sobie na taką śmiałość. Jungkookie nie chciał się spieszyć, a ja szanowałem jego zdanie.

- Nie wiem, Jiminnie - odpowiedział, z lekkim wahaniem w głosie. - Chyba muszę już wracać do domu. Tata ma dziś wolne i chciałbym spędzić z nim trochę czasu. Przepraszam.

- Nie przepraszaj, Jungkookie - poprosiłem go spokojnie. - Doskonale to rozumiem, naprawdę. 

Chłopak popatrzył na mnie z lekkim uśmiechem, a potem pocałował mnie w policzek. Był taki niewinny i kochany. Nie chciałem go niszczyć własnymi pragnieniami.

- Odprowadzę cię - zaproponowałem, ściskając jego dłoń w swojej.

Jungkook ponownie leciutko się zarumienił, a potem powiedział czule:

- Kocham cię.

Poczułem jak moje nogi nagle miękną. Nigdy tak nie reagowałem gdy mi to mówił, dlaczego teraz poczułem się jakbym zdobył cały świat?

- Ja ciebie też kocham, Jungkookie - szepnąłem, patrząc na niego.- Bardzo mocno.

Chłopak nie odpowiedział, lecz wcale nie musiał. Widziałem wszystkie emocje w jego czarnych oczach.

*********************************************************************************************

No więc chyba nie ma tragedii, prawda? Proszę o komentarz, jeśli ktoś przeczytał ;) Do następnego <3



DNA/ love myselfOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz