Cztery lata później.
[T/i] siedziała w ciepłym, miękkim fotelu czytając jedną ze swoich ulubionych książek. Spoglądała co jakiś czas na dwa śpiące na kanapie szkraby. Była zmęczona ciągłym uganianiem za nimi, jednak była również szczęśliwa, że ma przy sobie tak ważne osoby. Spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę zakończenia pracy przez Levia. Po kolejnych kilku minutach do mieszkania wszedł mężczyzna, ubrany w białą koszulę i czarne jeansy, okryty płaszczem tego samego koloru.Kobieta była trochę zmartwiona, że nawet w święta musi pracować. Mężczyzna podszedł do kobiety i mocno ja uściskał oraz złożył delikatny pocałunek na jej uśmiechniętych ustach. Złota obrączka zalśniła gdy ujrzała promienie słoneczne wpadające przez okno. Dokładnie trzy lata temu wzięli ślub, a zaledwie rok wstecz urodziła dwójkę cudownych dzieci. Chłopca [tu wstaw imię] i dziewczynkę [tu także wstaw imię].
Kto by pomyślał, że tytani upadną w ciągu dwóch lat jej pobytu w korpusie Zwiadowczym. Ich związek przetrwał sześć długich lat. Przetrwał wszelkie problemy, które stanęły im na drodze do szczęścia. W tych czasach już nikt nie wspomina wstrętnych gigantów. Każdy cieszy się nagłym zniknięcie tytanów i otaczających ze wszelkich stron ogromnych murów. Jednak ona potrafi obudzić się w nocy zalana potem przez koszmar, ciągnący się od dzieciństwa. Nie potrafi wymazać go z pamięci. Ale od sześciu lat ma u boku mężczyznę, który mocno przytuli ja do siebie i szepcząc spokojne słowa uśnie w jego silnych ramionach.
Levi podszedł do dzieci, które spały przytulone do swoich maskotek otrzymanych od Erwina i Hange. Oni w końcu również są ze sobą szczęśliwi. Co drugi weekend wpadają do ich mieszkania i siedzą do północy rozmawiając o postępach Hange i Armina, którzy nadal siedzą i konstruują nowe rzeczy. Armin natomiast związał się z Jeanem, co było dla każdego niemałym szokiem. Kolejny szok nadszedł od strony Erena i Mikasy, którzy wkroczyli na nową drogę życia w związku małżeńskim. W tak krótkim czasie wszystko zmieniło się o 180°. Ymir i Christa zamieszkały razem, po czym zaadoptowali dziecko z Podziemi. Gdy wyznały i tym wszystkim, zaczęły się lekkie snucia o przygotowaniu wesela dla tej dwójki. Każdy były członek korpusu chciał dodać swoją cegiełke do tego wielkiego wydarzenia. Niestety Levi i [T/i] nie mogli być obecni w tym dniu. Obydwoje wyczekiwali swoich pociech, które miały przyjść na świat. Levi choć tego nie okazywał cieszył się, narodzinami swoich dzieci. Są z nimi już dwa lata i kochają je ponad wszystko. Jak na rodziców przystało. Męźczyna coraz częściej ukazuje swój uśmiech przy rodzinie, jednak nadal zostaje oschłym pedantem dla swoich byłych podwładnych.
[Kolor]-oka kobieta odłożył książkę i ruszyła do kuchni, aby zaparzyć dwie [smak] herbaty. Levi w tym czasie odłożył swoje przedmioty i usiadł przy stole obserwując swoją kobietę. W końcu ma prawo nazywając ja swoją, gdy od 4 lat są małżeństwem.
- Jak tam w pracy? - Usiadła na przeciwko niego.
- Jak zwykle. - Wstał wyłączyć gwiżdżący czajnik na kuchence.
- Znaczy? - Przytuliła się do jego pleców, całując delikatnie kark.
- Męcząco, irytująco, uciążliwie i przede wszystkim zimno. - Zaśmiał się cicho odwracając do kobiety.
- W takim razie ubierz się cieplej niż sama koszula. - Pocałowała go w usta odpinając jeden z górnych guzików. - Chodźmy do sypialni, tam jest akurat ciepło. - Zagryzła wargę i spojrzała w jego oczy. W tym samym czasie usłyszeli dzwonek do drzwi i wołanie dochodzące z salonu.
- Otwórz a ja pójdę do dzieci. - Pocałował ją przelotnie w usta i ruszył do salonu. Już w drzwiach pojawiły się dwa trzyletnie dzieciaki. Levi przytulił się z dwojgiem i wziął ja na ręce.
***
- Myślisz, że się ucieszą? - Hange złapała Erwina za rękę a drugą wskazała dużą torbę świąteczną.
- Jasne, że tak dziś są święta a my nie widzieliśmy się z nimi od dwóch tygodni. To był pierwszy argument, drugi jest taki, że mamy dla nich ważną wiadomość.
- Mam nadzieję, że obydwoje się zgodzą na zostanie chrzestnymi. - Brunetka spojrzała w oczy blondyna i złożyła na nich krótki ale pełen uczuć pocałunek.
***
- Mikasa! Armin! Jean! Pośpieszcie się! Przed nami dwie godziny drogi do [T/i]! - Szmaragdowooki wsiadł do samochodu ponaglając swoją żonę i przyjaciół.
- Skarbie myślisz, że [T/i] ucieszy się z naszej wizyty u nich? - Czarnowłosa złapała chłopaka za dłoń.
- Z mojej, twojej i Armina jasne, że tak gorzej będzie z Jeanem, na jego widok nikt się nie cieszy. - W tym samym czasie niski blondyn klepnął go z otwartej dłoni w głowę, Wsadzając prezent przed siebie i zajmując miejsce pasażera z tyłu.
- Ja się cieszę na widok Jeana. - Wszyscy się zaśmiali i zapięli pasy. Przed nimi długa droga.
***
- Christa to na pewno dobry pomysł? - Ymir poprawiła świąteczny sweter, spoglądając na swoją dziewczynę.
- Oczywiście, że tak nie widzieliśmy się z [T\i] od dwóch lat. - Blondynka złapała brunetkę za dłoń. - Zrobimy jeje świąteczną niespodziankę. Levi też się pewnie ucieszy. - Uśmiechnęła się szeroko i zaczela kończyć pakowanie prezentu.
***
- Eren, Mikasa, Armin, Jean! Jak ja dawno was nie widziałam. Co wy tu robicie? Mieszkacie kawał drogi stąd. - [kolor]oka przywitała się z gośćmi. W tym samym czasie w drzwiach pojawił się Erwin z Hange.
Levi przez cały czas siedział z dziećmi w ich pokoiku. Nie wiedział kogo przywiało z zimowymi wiatraki do ich mieszkania. Miał jednak nadzieję, że będzie to tylko Erwian z brunetką. Nie spodziewał się tak miłej niespodzianki odwiedzin z strony swoich byłych podwładnych i przyjaciół.
[imię dziewczynki] wybiegł z pokoju wraz z [imię chłopca]. Czarnowłosy mężczyzna wstał i zaczął iść za swoimi pociechami. Gdy doszedł do salonu lekko się uśmiechnął na widok wszystkich. Mimo że tego nie ukazywał, bardzo cieszył się z wizyty przyjaciół. Tak, nadszedł czas nazwania ich wszystkich przyjaciółmi. Nie robił tego dla siebie, lecz dla niej. Kobiety, która pojawiła się w jego życiu zupełnie przez przypadek.
- Nie wiedziałem, że w tym roku organizujemy wigilię dla nieznajomych. - Zaśmiał się zicho, aby zwrócić na siebie uwagę innych.
- Nigdy nas nie zapraszacie dlatego w tym roku sami się wprosiliśmy. - Okularnica przywitała się z Levim. - Poza tym [T/i] robi świetny placek wigilijny.
***
Właśnie tak główna para obchodziła święta Bożego Narodzenia. W śród grona przyjaciół. Spominajac najwspanialsze chwilę z ich wspólnych przygód. Przez ten cały czas uśmiech nie schodził nikomu z twarzy. W końcu mieli czas na sianie się wspólnie przy kolacji. Śpiewając kolędy. Dzieląc się opłatkiem. Wreczajac sobie prezenty. Bawiąc się w najlepsze bez strachu.
Ból i cierpienie zakończyło się lata temu. Jedyne co pozostaje to cieszyć się spokojnym życiem. Bez przeszkód. Bez smutku. Z radością i nadzieją o jeszcze lepsze dni spędzone razem. Do był ich cel jako Zwiadowcy. Teraz mają nowe i o wiele trudniejsze zadanie. Pozbyć się koszmarów z przeszłości. Tylko one stają na drodze do pełni szczęścia. Jeśli zależy im szczęściu i będą do niego dążyć. Chcą zapomnieć o złych chwilach a przyjaciele są najlepszym sposobem na zbudowanie nowych wspomnień, które ustąpią tym starym i złym.
Tak właśnie zakończyła się walka Zwiadowców o nowe jutro. Tak właśnie zaczęli nowe życie. Tak właśnie nadszedł koniec.
***
TAK
To już koniec. Koniec tego opowiadania. Może być trochę błahe ale ma jasny przekaz. Nie będę się rozwodzić w tej notce bo wszystko zostanie wyjaśnione za jakiś czas na podziękowania, które również pojawi się dziś za jakąś godzinkę, może trochę mniej. Zostawiam was bez żadnych wyjaśnień i widzimy się już za ostatniej części tego FF.
Do Następnego!
CZYTASZ
To jak? Zaufasz mi? | Levi x Reader | SnK
FanfictionPodziemny dystrykt... to miejsce, które znam od dziecka. To miejsce, które znam jak własną kieszeń. Każdy zakątek tego brudnego i okrutnego miejsca napawam nienawiścią. Wszystkich ludzi mieszkajacych tu unikam jak ognia... Od dwóch lat staram się u...
