3

337 24 2
                                        


Siedziałam na parapecie w sypialni i czekałam na przyjazd Eweliny, niczym cioci ze Stanów. Patrząc na zegarek miałam wrażenie, że stanął w miejscu. Co na niego nie spojrzałam to pokazywał tą samą godzinę, siedemnastą trzydzieści. Błogą ciszę przerwał mi dzwoniący telefon. Na wyświetlaczu migało imię Adama. Odbieram od razu w duchu modląc się, aby nie powiedział mi tylko, że dzisiaj wraca.


- Słucham ?

- No witaj żoneczko kochana, słyszałam po głosie, że był pijany -wracam za tydzień.

Kamień z serca, że nie dzisiaj

- O której będziesz?

- A chuj go wie o której będę. Będę, kiedy będę. Bądź grzeczna.

Po czym się rozłączył.

Ewelina zjawiła się punktualnie o osiemnastej. Wyszłam jej naprzeciw i czekałam, aż wysiądzie z samochodu. Rozejrzała się dookoła i się uśmiechnęła.

- Jadąc tutaj myślałam, że zobaczę dworek. A tu nie dworek a piękna rezydencja. Chyba największa w całej wsi.

Śmieję się na jej słowa. Nasz dom nie należał do najmniejszych. Posiadłość składała się z czterech domów na łącznej powierzchni ponad dziewięciu hektarów, z których większość stanowił las. Mamy dziesięć sypialni, osiem łazienek, sale treningową, salę kinową, kuchnię, której nie powstydziłby się żaden szef restauracji. Moim ulubionym pomieszczeniem w całym domu było przeszklone obserwatorium, z którego roztaczał się widok na malowniczą okolicę.

- Mam nadzieję, że trafiłaś tu bez problemu.

Szłyśmy obok siebie podjazdem w stronę lasu.

- Gdyby nie GPS w życiu bym tu nie trafiła. Nowodziel to piękna wieś na Podlasiu. Dużo jest tu mieszkańców?

- dokładnie to dwustu czterdziestu ośmiu

Powoli zaczęłyśmy biec przez las. Jak na kobietę po pięćdziesiątce miała niezłą kondycje. Po przebiegnięciu dziesięciu kilometrów usiadłyśmy na zwalonym drzewie.

- Gdy jestem tu bez ochrony czuje się wolna. Uśmiechnęłam się do niej blado. Wiem, że nie znamy się długo ale czuję, że mogę jej zaufać.

- Czemu od niego nie odejdziesz?

Dobre pytanie. Może dla tego, że jestem tchórzem? a może że przyzwyczaiłam się do swojego oprawcy? Mogłabym uciec ale dokąd ?

- Kiedy to zrobię on mnie zabije. Chociaż i tak jestem chodzącym trupem. To, co widzisz to tylko ładna fasada za którą nic więcej nie ma. W środku czuje się pusta jak skorupa, wyżyta z uczuć, emocji. Czasami nawet nie mam siły na to żeby płakać.

- Nawet nie wiesz jak bym chciała ci pomóc uciec , tuli mnie do siebie.
- Stąd nie ma ucieczki, jedyna droga to cmentarz, gdzie na razie się nie wybieram.

-Kiedy wraca Adam?
Usiadłam wygodniej na pniu podciągając wyżej nogi.

- W następnym tygodniu.

Po tej rozmowie moje życie się zmieniło. Ewelina przyjeżdżała do mnie codziennie. Chodziłyśmy biegać po lesie. Było cudownie. Adam na początku, gdy się dowiedział miał obiekcje, ale przekonał go mąż Eweliny i w końcu się zgodził na nasze spotkania. W domu nie było go już dwa tygodnie, z czego bardzo byłam zadowolona. Zawsze biegałyśmy same bez żadnego ochroniarza przy boku. W czwartek kiedy wracałyśmy z biegania spotkałyśmy ochroniarza.

- Pani Lewkowicz mąż panią szuka

- Dziękuję już idę.

Poczekałam aż odejdzie ochroniarz i dopiero w tedy odezwałam się do Eweliny.

Nigdy nie jest za późnoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz