7

303 32 5
                                        

        Kiedy do nich szłam zadzwonił mój telefon, to był Adam.

- NIGDZIE KURWA NIE JEDZIESZ !, wrzeszczał do słuchawki.

- Właśnie wychodzę z domu.

- Dałem rozkaz ochronie żeby cię nigdzie nie wypuszczała.

Tego się własnie obawiałam, byłam na niego wściekła.

-To po to ściągnąłeś tu swoja mamusie, żebym siedziała z nią w domu?

- Albo wrócisz do domu, albo dam rozkaz ludziom żeby zaczęli strzelać. Wybór należy do ciebie KOCHANIE. Ostatnie słowo powiedział z nutą ironii w głosie.

      Gdy tak stałam i patrzyłam jak nasza ochrona, przepycha się z ludźmi Lazarova, dopadła mnie bezsilność,  jedno z najtrudniejszych do zniesienia uczuć. Stałam tam i patrzyłam. Mogłoby się wydawać, że nie istnieje    i co ja mam teraz zrobić?     Pytałam samą siebie w myślach. Nie mogłam pozwolić na to, aby Adam kazał strzelać do niewinnych ludzi tylko dlatego, że ja chciałam iść do kogoś na obiad. Zostałam zaproszona na niego w podziękowaniu za to, że uratowałam  brata Lazarova. Chciało mi się płakać i krzyczeć jednocześnie. Boże czemu to zawsze musi mnie spotykać? Czemu jestem taka durna i słaba? Gdzie się podziała ta cała moja odwaga i brawura z rana?  NO GDZIE SIĘ PYTAM DO JASNEJ CHOLERY !  Wystarczył jeden jego telefon a całą moją odwagę szlak trafiał.  

      Stałam na środku podjazdu, bijąc się z myślami po jaką cholerę się na to zgodziłam. Po co mi to było? Do szczęścia potrzebowałam tylko spokoju,  a po tym co się teraz wyprawiało pod naszym domem spokój będzie odległy, jak śnieg latem kiedy wróci Adam. Miałam już się odwrócić i wrócić do domu,  kiedy z jednego z nich wyszedł Konstantin Lazarov. Ubrany cały na czarno. Podszedł do bramy i wyciągnął w moją stronę rękę, 

- Karolino podaj mi telefon

Bez zbędnych pytań podałam mu mój telefon, patrząc mi w oczy zaczął rozmawiać z Adamem po rosyjsku.
        Byłem na to przygotowany, wiedziałem, że szanowny mężulek nie pozwoli jej jechać. Nie dlatego, że ją tak bardzo kochał. Nie, to z pobudek czysto egoistycznych. Ten facet po prostu lubił mieć nad wszystkim kontrole. A jeszcze bardziej kochał robić ludziom na złość. Siedząc w samochodzie, obserwowałem ją, kiedy tylko wyszła z domu. Widziałem jak mimika jej twarzy się zmienia, kiedy ten pajac groził jej przez telefon.

- Lewkowicz ty psie ogrodnika, tak jak mówiłem, zabieram twoją żonę na obiad.

- ONA NIGDZIE NIE JEDZIE. Wrzeszczał do telefonu. Żałowałem, że go tutaj nie ma, chętnie bym mu naprostował to i tamto. Widać, że facet trochę był niekumaty. No ale to da się naprawić.
- Lewkowicz jesteś plotką w Rosji i na Bałkanach. Chcesz tam dalej robić interesy? To nie wchodź mi w paradę. Powiedz swoim psom, żeby pozwolili jej jechać.

Nie czekając na jego odpowiedź podałem telefon ochroniarzowi, który wcześniej szarpał się z jednym z moich ludzi.

-  Pani Karolino, może pani jechać, kiedy przechodziła przez bramę, oddał jej komórkę. Poczekałem, aż do mnie podejdzie, nie wiem, co mnie wtedy podkusił, kiedy była blisko mnie po prostu ją do siebie przytuliłem. Czułem jak się cała spięła. Była taka krucha w moich ramionach. Jak laleczka z saskiej porcelany. Mógłbym ją tak trzymać bez końca, ale wiedziałem, że nie czuła się z tym komfortowo. Z niechęcią ją wypuściłem. Nie patrząc na mnie, szybko wsiadła do samochodu. Popatrzyłem na ludzi tego matoła i z perfidnym uśmiechem na ustach wsiadłem za Karoliną. Całą drogę do mojego domu w Zabudowie nie odezwała się do mnie ani słowem. Cały czas nerwowo bawiła się ślubną obrączką. Znając życie, zastanawiała się pewnie, po co ją przytuliłem? A żebym sam to wiedział. To był po prostu taki impuls. Czasami robiłem jakieś rzeczy, w ogóle nie myśląc nad ich konsekwencjami, jak było i w tym przypadku. Napisałem SMS'a do brata, że zaraz będziemy.

Nigdy nie jest za późnoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz